Wiernie i radośnie trwajcie w rozpoczętym dziele. św. Aniela Merici


ADWENT 2014

kliknij, aby powiększyć

Piątek 19.12.2014

SPOTKANIE Z DZIECIĄTKIEM JEZUS

Solo Dios basta! Te słowa zapisała kiedyś św. Teresa i nosiła jako zakładkę w swoim brewiarzu, czyli książce, którą codziennie miała przy sobie i z której codziennie się modliła. Brzmiały one tak:
"Niech nic Cię nie smuci, niech nic Cię nie przeraża, wszystko mija, ale Bóg jest niezmienny. Cierpliwością osiągniesz wszystko. Temu, kto posiada Boga, niczego nie brakuje. Bóg sam wystarczy. Solo Dios basta!"
Zapamiętajcie te słowa. Na pewno nieraz Wam w życiu pomogą, szczególnie w trudnych, smutnych chwilach. Jesteśmy w ręku Pana Boga. Pod Jego stałą opieką. To wystarczy.
Nie muszę chyba dzisiaj już nikomu tłumaczyć dlaczego św. Teresę z Avila nazywamy też św. Teresą Wielką albo św. Teresą od Jezusa.
Choć na pierwszy rzut to uboga mniszka, w prostym brązowym habicie, w zakurzonych sandałach, często zmęczona, ale w rzeczywistości to prawdziwy gigant miłości do Boga, zatroskana całym sercem o siostry i braci karmelitów. Jestem pewien, że gdyby nie jej miłość do Boga, nie umiałaby zrobić tego wszystkiego, co zrobiła.
Na koniec opowiem Wam jeszcze piękną historię z życia św. Teresy. Powtarzają ją chętnie siostry karmelitanki, choć św. Teresa nigdzie tego zdarzenia nie zapisała. Któregoś wieczoru św. Teresa szła jak zwykle klasztornymi schodami w górę. Nagle w jej stronę zaczął schodzić powoli mały chłopczyk. Uśmiechał się tylko i nic nie mówił. Teresa zdziwiona tym widokiem, no bo skąd w klasztorze wzięło się dziecko, zapytała:
- Skąd ty jesteś? Jak się nazywasz?
Dziecko na to odpowiedziało pytaniem:
- Powiedz siostro, jak ty się nazywasz?
- Ja jestem Teresa od Jezusa.
- A Ja jestem Jezus od Teresy - odpowiedziało dziecko i ... znikło.
Piękna historia, prawda? Siostry mówią, że to Dzieciątko Jezus przyszło do św. Teresy. Nie wiadomo, czy to prawda, czy nie? Jedno jest pewne. Pan Jezus zawsze przychodził do św. Teresy w Komunii.
Tak samo, jak i do nas przychodzi. Święta Teresa najwięcej chyba natchnień, słów Jezusa, słyszała właśnie wtedy, gdy przyjmowała Komunię. Mówiła tak: "Niemożliwe jest wątpić, że to On we własnej Osobie".
Będziecie w swoim życiu jeszcze setki razy przyjmować Jezusa w Komunii świętej. I to za każdym razem jest właśnie Boże Narodzenie. Bo wtedy Jezus przychodzi, wtedy rodzi się w naszych sercach. Nie w żłóbku, w stajence, którą w kościołach niedługo zobaczymy - to już było, w Betlejem Pan Jezus już się narodził. Stajenka, żłóbek to tylko przypomnienie tamtego wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat, symbol. Pan Jezus chce się narodzić w naszych sercach, w naszym życiu. W Twoim sercu, w moim życiu.
Jest takie powiedzenie św. Teresy: "Bądźcie tego pewne, że i w kuchni, wśród garnków i rondli, Pan jest z wami i was wspiera".
Taka ona była. Tak żyła. Wszędzie z Panem Bogiem. I w kaplicy podczas modlitwy, i w kuchni z patelnią w ręku, i w podróży, kiedy się koło od wozu złamało... Wszędzie chodziła z Nim, i wszędzie z Nim rozmawiała. Nie zawsze na klęcząco. Bóg żył po prostu w jej sercu, z nią a ona z Nim.
Całe życie św. Teresy było adwentem, tęsknotą za Jezusem. Jej adwent skończył się w chwili śmierci. Siostry wspominają, że powiedziała wtedy: "Przyjdź, Panie Jezu! Już czas, byśmy się zobaczyli!"
Nasz Adwent kończy się za kilka dni. Zawołajmy jak św. Teresa: "Przyjdź, Panie Jezu! Już czas, byśmy się zobaczyli!"
Zadanie: W Boże Narodzenie znajdź czas na rodzinne, kolędowe spotkanie z Dzieciątkiem Jezus.


kliknij, aby powiększyć

Czwartek 18.12.2014

ŚMIERĆ W ALBA DE TORMES

"Zasiała ziarno, które wzrasta" - śpiewaliśmy przed chwilą o naszej przewodniczce adwentowej. I rzeczywiście wzrastało to, co niemal przez 20 lat zasiewała święta Teresa. I wzrasta do tej pory, bo siostry karmelitanki bose i karmelici bosi mają swoje klasztory na całym świeci.
Co jakiś czas klasztory założone przez siebie, na polecenie przełożonych, św. Teresa musiała wizytować. Odwiedzała swoje córki - jak lubiła nazywać siostry karmelitanki bose - i jak matka zachęcała je do wierności regule zakonnej, którą sama dla nich napisała.
Jednego roku prowincjał, czyli przełożony karmelitów, znów wysłał matkę Teresę na wizytację klasztorów. To było wyjątkowo trudne zadanie. Jak się potem okazało, była to ostatnia wizytacja, ostatnia droga Matki Teresy przez Hiszpanię.
Święta Teresa od Jezusa była już wtedy bardzo ciężko chora, ale jak przez całe życie, tak i wtedy, nie poddawała się swoim słabościom. Przecież nigdy się nad sobą specjalnie nie rozczulała. "Jestem przyzwyczajona do cierpienia - mówiła - mogę jechać dalej". I ruszała do kolejnego klasztoru. Wiedziała, że siostry na nią czekają. Niektóre potrzebowały pociechy swojej Matki Założycielki, ale niektóre trzeba było nawet upomnieć, kiedy na przykład nie zachowywały sumiennie reguły. Posłuchajcie, co św. Teresa powiedziała w jednym z klasztorów podczas ostatniej wizytacji:
"Cieszę się moje córki, Waszą wiernością w posłuszeństwie. Cieszę się waszym ubóstwem i miłością, jakie was łączą. Jeżeli w tym wszystkim wytrwacie, Bóg wam będzie błogosławić. Błagam was niech żadna nie opuszcza tego, co nakazuje nasza reguła. Nie spełniajcie ćwiczeń zakonnych z przyzwyczajenia, ale gorliwie, codziennie z większą doskonałością. Wybaczcie mi zły przykład. Nie naśladujcie moich błędów. Bądźcie zawsze posłuszne waszym przełożonym, proszę was o to dla miłości Bożej".
Czuje się w tych słowach pożegnanie, ale siostry karmelitanki nie spodziewały się, że widzą swoją Założycielkę po raz ostatni. Święta Teresa chyba przeczuwała swoją śmierć, bo chociaż nie poddawała się chorobie, bardzo śpieszyła się do Avila. Chciała koniecznie dojechać do swojego miejsca, do klasztoru św. Józefa. Nie chciała zostać w drodze. Być może miała w uszach słowa, które niedawno usłyszała w Burgos: "Czemu się martwisz? Już wszystko załatwione, możesz spokojnie odejść".
Tymczasem musiała zatrzymać się w Alba de Tormes. Do Avila miała jeszcze jakieś 70 kilometrów, co w tamtych czasach nie oznaczało godzinnej jazdy, ale przynajmniej jeszcze jeden nocleg trzeba było zrobić po drodze. Siostry w Alba już czekały. Gdy zobaczyły Matę Teresę, właściwie natychmiast zaprowadziły ją do łóżka. "To prawda, że jestem bardzo zmęczona, ale przecież nigdy od dwudziestu lat nie kładłam się tak wcześnie" - próbowała jeszcze się nie zgodzić św. Teresa. Ciało jednak było dużo słabsze od woli, od dobrych chęci. Następnego dnia wstała jeszcze na poranną Mszę św. Cieszyła się, że jest tak blisko ukochanego Jezusa. Ona przeczuwała, że Jezus jest blisko. "Czas, byśmy się już zobaczyli, Boże mój" - modliła się.
Przed północą, 15 października, święta Teresa zmarła. Miała 67 lat.
W Alba de Tormes jest jej grób. Niektórzy się dziwią, że nie w Avila. Ona zresztą sama tam chciała być pochowana. Ale w Alba spotkał ją Pan i tam zostało jej ciało.
400 lat po śmierci św. Teresy, 1 listopada 1982 r., a więc ponad 30 lat temu, w Alba de Tormes modlił się papież Jan Paweł II. Powiedział wtedy tak: "Tereso od Jezusa, która jesteś przyjaciółką Boga i ludzi (...) wypraszaj nam, byśmy wszyscy doszli tam, gdzie ty doszłaś, do jedności z Trójcą Przenajświętszą. Niech wzniesie się do Boga nasze dziękczynienie za to, kim byłaś i co uczyniłaś, i za to, co jeszcze uczynisz wśród Ludu Bożego, który cię czci jako mistrzynię duchową. To dziękczynienie pragnę wyrazić Twoimi słowami: Niech zawsze będzie pochwalony i błogosławiony Bóg, nasz Pan".
Święta Tereso, prosimy, wypraszaj nam niebo, by nic nie było dla nas ważniejsze od spotkania z Jezusem.
Pomódl się za tych, którzy nie dożyją świąt Bożego Narodzenia i za ich rodziny.


kliknij, aby powiększyć

Środa 17.12.2014

PISANIE "KSIĘGI ŻYCIA"
I INNYCH DZIEŁ


Dziś w Kościele rozpoczynamy już bezpośrednie przygotowanie do Bożego Narodzenia. Nawet w Słowie Bożym wyraźniej to słyszymy. Ewangelia przypomina nam pochodzenie Pana Jezusa. Ewangelista Mateusz wymienia wszystkich przodków naszego Zbawiciela, jego dziadków, pradziadków, pra..., pra... i tak dalej. Wspomina tezo św. Józefie.
Do św. Józefa, cichego opiekuna Pana Jezusa, wielkie nabożeństwo miała św. Teresa z Avila. Wierzyła, że to jemu zawdzięcza uzdrowienie z ciężkiej choroby. Święta Teresa często powtarzała, że kiedy o coś św. Józefa poprosiła, nigdy się nie zawiodła.
Jakby mało było zadań, jakie miała do spełnienia św. Teresa, to miała jeszcze pisać o łaskach, które otrzymywała od Boga. I choć broniła się przed tym bardzo, tłumacząc, że ani nie jest wykształcona, ani pisać dobrze nie umie, to pisma powstały. Pomogły wielu ludziom i pomagają do tej pory w życiu z Panem Bogiem. I chwała Bogu, bo i nam też się bardzo przydały. Bo z jej "Księgi życia" korzystamy najwięcej. To była pierwsza księga, którą napisała. Potem powstała jeszcze bardzo ważna "Twierdza wewnętrzna" i kilka innych ksiąg, w których św. Teresa opowiada o swoim życiu z Panem Bogiem.
W "Księdze życia" na przykład św. Teresa porównuje modlitwę do uprawiania i podlewania ogrodu. Teresa bardzo lubiła to porównanie. Wymieniła wtedy jakby 4 stopnie tej modlitwy i pamiętam, że najlepszy był ten ostatni, czyli podlewanie ogrodu naszej duszy obfitym deszczem. Kiedy na ogród naszej duszy spada deszcz łask od Pan Boga, wtedy dusza jest absolutnie złączona z Panem Bogiem. Jest ze swoim Królem. Jest tylko Król, czyli Bóg, i dusza, czyli Ty.
Piękne, prawda? Ale żeby dojść do tego, trzeba się bardzo namęczyć, jak przy wyciąganiu wody z głębokiej studni jedno wiadro wody, drugie wiadro i już nie mamy siły. Juz nas kolana bolą, myśli uciekają. Ale nie wolno rezygnować.
Święta Teresa powtarzała zawsze, że trzeba się modlić ZAWSZE. Obojętnie, czy modli Ci się dobrze, czy wydaje Ci się, że to bez sensu. Teresa też nie zawsze przecież widziała Jezusa, ale z modlitwy nie rezygnowała.
Bo to jest tak: jak przestajesz z kimś rozmawiać, gubisz z nim kontakt, potem mówisz mu już tylko "cześć", gdy go spotkasz, a potem kasujesz jego numer z telefonu, bo już nie masz z nim o czym rozmawiać. Z Bogiem MUSISZ rozmawiać codziennie.
Zadanie: Przygotuj zeszyt, w którym będziesz zapisywać swoje najważniejsze spotkania z Panem Jezusem - na wzór "Księgi Życia" św. Teresy z Avila.


kliknij, aby powiększyć

Wtorek 16.12.2014

KLASZTOR ŚW. JÓZEFA

Solo Dios basta - Bóg sam wystarczy. To zawołanie, którego nauczyliśmy się od naszej wielkiej przewodniczki adwentowej, św. Teresy z Avila. Idziemy z nią na spotkanie z Jezusem. Ona jest z Jezusem w coraz większej zażyłości, zna drogę i z nią na pewno nie zabłądzimy.
Pan Bóg przygotowywał św. Teresę do ważnych i wielkich zadań. Ona sama nie wiedziała jeszcze, jakie to zadania. Ale prawdą jest, że w klasztorze Wcielenia żyło się św. Teresie coraz trudniej. Nie wszystkie siostry pojmowały, co się z nią dzieje, kiedy podczas modlitwy ogarniały ją zachwyt czy radość z oglądania Pana Jezusa. Trudno się temu dziwić. Nawet w mieście powtarzano dziwne plotki o niej.
Święta Teresa coraz częściej myślała, by zacząć życie bardziej surowe. Chciała więcej pościć, modlić się w dzień i w noc. Zaczęła więc sobie wyobrażać klasztor ubogi jak stajenka w Betlejem, w którym karmelitanki nie mają nic dla siebie. Zakochane po uszy w Panu Bogu spotykają się z Nim w ciszy i modlą się i w dzień, i w nocy za Kościół, za grzeszników, za świat.
No ale to były marzenia. Czy możliwe do spełnienia?
Święty Paweł mówi, że wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy. A święta Teresa przecież bardzo wierzyła Jezusowi.
Któregoś dnia w jej pokoju na pogawędce zebrało się kilka sióstr. Ku radości Teresy zaczęły rozmawiać o tym, jak trudno skupić się w tym klasztorze, ciągle jakiś gwar, ciągle pełno ludzi. "Jakby to było pięknie, gdybyśmy mogły żyć jak pierwsi pustelnicy" - powiedziała któraś.
Wyobrażacie sobie? To miód na serce Teresy. Przekonała się, że nie tylko ona ma problem z takim życiem w klasztorze. Na dodatek najmłodsza z nich poszła jeszcze dalej i powiedziała tak: "To poszukajmy jakiegoś nowego miejsca, gdzie będziemy mogły żyć inaczej, i idźmy stąd". Tego się już Teresa na pewno nie spodziewała. Ale ziarno zostało rzucone. Wyglądało na to, że trzeba znaleźć jakiś dom i zabrać się do roboty. Koło zamachowe rozkręcało się coraz bardziej. Dom znalazł się w Avila. Najpierw, trochę dla niepoznaki - bo cała sprawa była bardzo poważna - zamieszkała w nim najmłodsza siostra Teresy, Joanna. Razem z mężem zaczęli dom remontować. Nikt na razie nie domyślał się, że w Avila powstaje nowy klasztor. Tymczasem św. Teresa, która zastanawiała się, czy dobrze postępuje, czy to nie jest przypadkiem tylko jej wymysł, jakaś zachcianka, od samego Pana Jezusa dostała polecenie, by ze wszystkich sił starała się o założenie nowego klasztoru. Święta Teresa była szczęśliwa. Za takim życiem zakonnym tęskniła wiele lat. Takiej klauzury, czyli życia w zamkniętym klasztorze, gdzie ktoś z zewnątrz może wejść tylko do rozmównicy, potrzebowała.
Do dzisiaj w Avila znajduje się klasztor św. Józefa, który założyła św. Teresa. Do dzisiaj mieszkają tam karmelitanki i żyją według surowej reguły, którą napisała św. Teresa na wzór pierwszych pustelników mieszkających na górze Karmel. My nawet sobie nie zdajemy sprawy, jak modlitwa takich sióstr nam pomaga. Nie znają nas, a za nas się modlą. Może już nie jeden raz ich modlitwa uratowała nas albo świat od jakiejś katastrofy.
Dziś Ty pomódl się za siostry karmelitanki mieszkające w Polsce. A może napiszesz życzenia na Boże Narodzenie do karmelitanek w Avila czy znacznie bliżej do karmelitanek bosych w Dysie k. Lublina? Zachęcam!

Klasztor Karmelitanek Bosych
Dys 86a
21-003 Ciecierzyn


kliknij, aby powiększyć

Poniedziałek 15.12.2014

DUSZA JAK TWIERDZA

Wczoraj zaczęliśmy trzeci tydzień Adwentu. Na naszej adwentowej drodze towarzyszy nam Święta Teresa z Avila. Jest ona doskonałym przewodnikiem. Bo chociaż czasem różnie bywało w jej życiu - tak jak i w naszym - to jednak nigdy Pana Boga nie straciła ze swoich oczu i swojego serca. Pan Bóg zawsze był dla niej najważniejszy. Gdy Teresa otrzymała habit, była bardzo szczęśliwa. W klasztorze przekonała się, że tego miejsca dotąd szukała i na to tak długo czekała. Wszystkie te wydarzenia, które dotąd poznaliśmy i które jeszcze poznamy, prowadziły św. Teresę do wielkiej przyjaźni z Jezusem.
Święta Teresa miała swój pokój w takiej części klasztoru, skąd okna wychodziły wprost na mury obronne miasta. Dlatego widziała je codziennie, za każdym razem, gdy spoglądała przez okno. Któregoś dnia podczas modlitwy, myśląc o swojej duszy, o swojej przyjaźni z Jezusem, porównała ją do zamku. Posłuchajcie, jak mówi o tym sama św. Teresa:
"Przedstawiła mi się dusza nasza jako twierdza cała z jednego diamentu albo przejrzystego kryształu. Podzielona na wiele komnat, podobnie jak i w niebie jest wiele mieszkań. (...) Jedne na górze, drugie na dole, jedne po bokach, drugie we wnętrzu gmachu, a w samym środku tych mieszkań jest jedno najważniejsze, w którym zachodzą najbardziej tajemne rzeczy pomiędzy Bogiem a duszą".
Święta Teresa mówiła, że podobnie jak w zamku trzeba przejść przez kolejne komnaty, żeby dostać się do króla, tak w życiu trzeba przejść przez różne wydarzenia, które albo zbliżają, albo oddalają nas od Króla, czyli Pana Boga.
Jeśli ktoś był kiedyś w zamku, to wie, że w tak potężnych twierdzach mieszkał król, że w zamku jest mnóstwo komnat. I każdy, kto chce spotkać się z królem, musi przez te komnaty przejść. To nie jest tak, że można zadzwonić przy bramie na domofon i król wyjdzie do niego. Nie, nie. Król czeka, aż Ty przejdziesz przez komnaty. No i wracamy do tego porównania z duszą.
Człowiek, jak wiadomo, to nie tylko ciało, czyli to co widać, ale i niewidzialna dusza. I to tam, w głębi duszy, spotyka się człowiek z Panem Bogiem. No właśnie, spotyka się albo się nie spotyka, to już zależy od tego, co wybiera.
Gdy człowiek da znak, że chce się z Panem Bogiem spotkać, On daje wskazówki, taką jakby mapę, żeby człowiek wiedział, którędy ma iść do Niego. Jeśli pójdzie według tych wskazówek, to trafi do Króla, a jeśli pójdzie po swojemu, to może mieć kłopot i przez całe życie będzie błądzić po zamku swojego życia.
A dziś rozejrzyjcie się w domu i sprawdźcie, gdzie u Was wisi krzyż Pana Jezusa. Spróbujcie wieczorem pomodlić się przy tym krzyżu z całą rodziną, a jeśli się nie uda zebrać wszystkich, to chociaż Ty się przed nim pomódl i pomyśl, co jeszcze musisz poprawić w sobie, żeby Panu Jezusowi łatwiej było przyjść do Ciebie w Boże Narodzenie.


kliknij, aby powiększyć

Czwartek 11.12.2014

OBŁÓCZYNY

Na początku czytania z Księgi proroka Izajasza, są takie piękne słowa, jakby Pan Bóg wypowiedział je przez proroka specjalnie do św. Teresy. I w dodatku doskonale pasują one do tych wydarzeń z jej życia, które poznaliśmy ostatnio.
Wiadomo, że Bóg mówi do każdego, ale gdy przypomnimy sobie, jak św. Teresa zastanawiała się, jaką drogę wybrać, jak potem bała się, czy da radę być w klasztorze, czy wytrzyma na drodze, którą wybrała, to przyznacie mi rację.
Posłuchajcie tego fragmentu Słowa Bożego z księgi proroka Izajasza i pomyślcie o św. Teresie:
"Ja, twój Bóg, ująłem cię za prawicę mówiąc ci: Nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą. Nie bój się robaczku, Jakubie, nieboraku, o Izraelu! Ja cię wspomagam, mówi Pan, Odkupiciel twój, Święty Izraela".
Jest w tych słowach dokładnie to, co potem często powtarzała św. Teresa. "Nie bój się" - mówi Pan Bóg. "Ja przyjdę ci z pomocą, będę cię trzymać za rękę". Jednym słowem: Bóg sam wystarczy! Czyli: Solo Dios basta!
Teresa miała 20 lat, gdy wstąpiła do klasztoru pod wezwaniem Wcielenia w swoim rodzinnym mieście Avila. I co ciekawe, z chwilą, gdy przestąpiła próg klasztoru, poczuła taki pokój serca, jakiego od dawna nie miałam.
Wkrótce ukochaną córkę odwiedził tata. To był znak jego zgody. W domu nie było już prawie nikogo. Najstarsza Maria kilka lat wcześniej wyszła z a mąż, niemal wszyscy synowie wyjechali do Ameryki za pracą i teraz jeszcze Teresa postanowiła iść do klasztoru... Dlatego trudno było tacie pogodzić się z odejściem córki. Teresa bardzo czekała na jego przyjście. Przez rok była postulantką. Postulat to pierwszy okres w klasztorze, zanim złoży się jakiekolwiek przyrzeczenia. Po roku Teresa otrzymała habit. Posłuchajcie jak wspomina tamten dzień:
"W chwili przywdziania habitu Pan dał mi poczuć, jak jest łaskawy dla tych, którzy przezwyciężają siebie, by służyć Jemu. Tak wielką wtedy dał mi radość z tego, że jestem zakonnicą, iż ona nigdy we mnie nie ustała.
Wszystkie obowiązki i ćwiczenia zakonne sprawiały mi przyjemność. Doprawdy nieraz, gdy zamiatałam podłogi klasztorne w tych samych godzinach, które przedtem poświęcałam na zabawy i stroje, i pomyślałam, że już jestem wolna od tego, czułam w sobie nową radość i dziwiłam się, skąd pochodzi.
Gdybym, miała komu dać radę, nigdy nie radziłabym zaniechać dobrego natchnienia z powodu strachu. Jeśli człowiek szczerze i z czystej miłości podejmie coś dla samego Boga, to niech się nie lęka, że się nie poszczęści. Bóg ma moc wszystko uczynić".
Droga do Bożego Narodzenia skraca nam się coraz bardziej, poproście dziś razem ze św. Teresą, żeby cała Wasza rodzina dobrze przygotowała się na święta, żeby Jezus znalazł miejsce w Waszej rodzinie.


kliknij, aby powiększyć

Środa 10.12.2014

KLASZTOR WCIELENIA

Witam Was w środku drugiego tygodnia Adwentu. Z każdym dniem bliżej jesteśmy naszego celu, czyli Bożego Narodzenia.
Nasza przewodniczka adwentowa św. Teresa też już powoli znajduje drogę do swojego życiowego celu. A cel - jak pamiętacie - miała wyznaczony dawno. Miała zaledwie kilka lat, gdy zdecydowana była na śmierć, byleby tylko na pewno i jak najszybciej znaleźć się w niebie. Potem dużo się zmieniło. Tata miał sporo zmartwień z córką. Ale po różnych perypetiach Teresa coraz wyraźniej widziała drogę, którą ma iść przez życie. Na wsi Teresa wróciła do zdrowia. Potem jeszcze pobyt u wuja, który - jak pamiętacie - zapowiadał się jak jedna wielka nuda, okazał się jednak szczęśliwy dla Teresy. Ona nie wiedziała, że ze starszym człowiekiem, wujkiem znajdzie wspólne tematy do rozmowy. Młodzi często myślą, że ze starszymi ludźmi nie ma o czym rozmawiać. A tu niespodzianka! Starsi ludzie wiele mogą nas nauczyć, bo już dużo przeżyli i dużo więcej wiedzą.
Po dwóch tygodniach pobytu Teresy u wuja, tata przyjechał po córkę szczęśliwy, że jest już całkowicie zdrowa, że tryska dobrym humorem, że jest radosna, i nawet do głowy mu nie przyszło, że tylko 3 miesiące będzie się nią cieszył.
W Teresie wciąż szarpały się dwa słowa "tak" albo "nie". Co zrobić? Chciała powiedzieć "tak" i iść za Chrystusem. Ale czy będzie miała dość siły, żeby zostawić szczęśliwy dom, gdzie właściwie miała wszystko, i tatę, który tak ją kochał. Czy będzie umiała żyć w klasztorze?
W końcu padło "tak", na które Pan Bóg długo czekał. Teresa zdecydowała, że zostanie zakonnicą, ale jeżeli już ma iść do klasztoru, to do karmelitanek. Tam wstąpiła jej przyjaciółka Juana.
Teraz czekała ją jeszcze jedna trudność. O swojej decyzji musiała powiedzieć tacie, rodzeństwu. A tata? Tata zdecydowanie powiedział: "Nie! Nie zgadzam się!". Jego ulubiona córka nie może iść do klasztoru!
Ale po tym, co przeżyła Teresa, po tych wszystkich trudnościach, była już tak zdecydowana, że chociaż tata się sprzeciwił i było to dla niej trudne, nie zamierzała rezygnować. Potrzebowała tylko, żeby ktoś pomógł jej przejść z domu do klasztoru Wcielenia. A klasztor był za murami miasta. To z jej domu było jakieś pół godziny piechotą. Brata Rodriga, z którym uciekała do Maurów i z którym budowała pustelnię, nie było już w domu, bo wyjechał do Ameryki. Namówiła więc brata Antoniego, by pomógł jej w ucieczce przez ciemne uliczki Avila. Teresa tak to opisuje:
"Umówiliśmy się, że pewnego dnia wczesnym rankiem pójdziemy do tego klasztoru, w którym przebywała moja przyjaciółka. (...) Bardzo dobrze pamiętam, co się we mnie działo, gdy opuszczałam dom ojca. Takiego doznałam rozdarcia, że nie sądzę, by w godzinie śmierci mogło być ono większe. Zdawało mi się, że każda z moich kości oddziela się w swoją stronę i ze stawów wychodzi. Rozstanie z rodziną było tak trudne, że gdyby Pan mi nie pomógł, mimo najlepszych chęci, nie miałabym siły uczynić tego kroku. Ale dzięki Niemu doprowadziłam mój zamiar do skutku".
Gdy Teresa razem z bratem Antonim stanęła przed furtką klasztorną i weszła do środka, poczuła w sercu wielki pokój. Stało się tak jak powiedział Jezus w dzisiejszej Ewangelii: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię".
Nasza święta zaczęła nowy etap w swoim życiu. Miała wtedy dwadzieścia lat.
Proszę Was, żebyście dzisiaj pomodlili się za wszystkich, których Pan Bóg powołał do kapłaństwa albo do klasztoru, żeby mieli odwagę powiedzieć Mu: "TAK" i zawsze wiernie Go kochali.


kliknij, aby powiększyć

Wtorek 9.12.2014

CHOROBA I WYJAZD Z AVILA

W dzisiejszej Ewangelii o zagubionej owcy słyszymy, że Pan Jezus nie chce, by ci, którzy błądzą, zgubili się całkowicie. Jeśli my - Jego dzieci - zbłądzimy w życiu, Pan Bóg nas nie chce zostawić. Nie chce, żebyśmy zginęli.
Nasza św. Teresa, choć miała trudny czas, choć też błądziła, nigdy nie chciała ciężko zgrzeszyć. Zawsze w jej sercu było pragnienie, by być w porządku wobec Pana Boga. I przyszedł jej z pomocą... tata. Umieścił ją w pensjonacie sióstr augustianek. Tam poznała nowe koleżanki. Szczególnie zaprzyjaźniła się z siostrą Marią, która była kierowniczką pensjonatu. Z nią często szczerze rozmawiała o sobie i swoich problemach.
Posłuchajcie, jak św. Teresa w "Księdze życia" opowiada o tej zakonnicy:
"Wielką przyjemność sprawiało mi słuchanie tej zakonnicy. Była bardzo mądra i święta i tak pięknie potrafiła mówić o Bogu. Opowiadała mi, jak doszło do tego, że została zakonnicą. Mówiła o nagrodzie, jaką Pan daje tym, którzy wszystko zostawiają ze względu na Niego.
To dobre towarzystwo zaczęło wykorzeniać powoli moje złe nawyki spowodowane złym towarzystwem i wprowadzać w moje myślenie pragnienie rzeczy wiecznych".
Zmienia się nasza adwentowa przewodniczka, prawda? Po półtora roku w pensjonacie sióstr augustianek widać, że to już całkiem inna dziewczyna. Pewnie też dlatego, że jest starsza, już inaczej myśli. A poza tym wróciło do niej to, co dostała z domu. Przecież i tata, i mama to byli dobrzy i bardzo pobożni ludzie. I tak wychowali wszystkie swoje dzieci. W miłości do Boga i ludzi.
Wciąż jednak męczyła Teresę myśl, że nie wie, co powinna w życiu robić, kim miałaby być. kogo kocha bardziej. Nie chciała być zakonnicą - tego była pewna i bardzo bała się, żeby jej Pan Bóg do klasztoru nie powołał, ale też z drugiej strony bała się wyjść za mąż. A w tamtych czasach nie było innego wyjścia. Albo jedno, albo drugie. I tak się biła z myślami, że w końcu ciężko zachorowała. Kiedy lekarze nie umieli powiedzieć, co jej jest, tata zabrał ją do domu i zawiózł na wieś do Marii, swej najstarszej córki.
I to była dobra decyzja, bo tam Teresa szybko wróciła do zdrowia.
W końcu trzeba było wracać do Avila. Po drodze zatrzymali się u brata taty, wuja Pedra. Początkowo osiemnastoletnia Teresa myślała, że zanudzi się u wuja. To był całkiem inny dom. U Marii wciąż coś się działo. A u wuja? ... Cisza. Jeszcze na dodatek wuj prosił, by w wolnym czasie Teresa głośno czytała mu książki. Na to już kompletnie nie miała ochoty. Ale okazało się, że ulubione przez wuja pisma świętego Augustyna to wcale nie takie nudy, jak sądziła. Doszło nawet do tego, że nie mogła doczekać się chwili głośnego czytania. To wszystko ją zmieniało powoli i pokazywało drogę, jaką powinna wybrać.
Jutro zobaczymy, co ostatecznie z tymi myślami zrobiła św. Teresa, co wybrała.
A dziś zajrzyjcie do swojej biblioteczki i sprawdźcie, czy jest tam jakaś książka opisująca na przykład życie świętego albo inna książka religijna? Może warto ją przeczytać?


kliknij, aby powiększyć

Poniedziałek 8.12.2014

PENSJONAT AUGUSTIANEK

Dziś obchodzimy w Kościele uroczystość Niepokalanego Poczęcia Matki Najświętszej. Maryja wie, jak to jest żyć w świecie, bo przecież jak i my była człowiekiem. Wie, ile pokus codziennie na nas czeka. Wie, jak trudno czasem zdobyć się choćby na dobre słowo czy uśmiech. Dlatego - tak jak nasza adwentowa przewodniczka św. Teresa z Avila - możemy prosić Maryję, żeby się nami opiekowała, żeby pomagała nam mieć czyste, dobre serca.
Św. Teresa po śmierci swojej mamy prosiła Maryję, by była jej Mamą. Ale potem - jak pamiętamy - dorastająca Teresa często wyrywała swoją rękę z ręki Matki Bożej i tak postępowała, że jej zachowanie było wielkim zmartwieniem dla taty, ale myślę, że i dla Maryi.
Tata Teresy nie był zachwycony wyczynami swojej córki. Ani czytaniem przez nią powieści rycerskich, ani częstym spędzaniem czasu z kuzynami i braćmi, ani tym, że jego dorastająca córka zbytnio zajmowała się sobą i swoim wyglądem. Ale podobno każdy święty ma taki czas chodzenia po linie nad przepaścią. Tak było i z Teresą. Do tego wszystkiego była jeszcze jedna osoba, która miała zły wpływ na naszą świętą. To była jej starsza kuzynka Ines, która często przychodziła do jej domu. Jeszcze mama, gdy żyła, bardzo się starała, żeby Ines u nich nie przebywała, ale nie mogła jej tego zabronić, w końcu dziewczyna należała do rodziny. A Teresa była zadowolona, bo bardzo lubiła - jak pisze w "Księdze życia" - z nią plotkować. Przy tym wszystkim Pan Bóg jednak wciąż był dla Teresy ważny, a jeszcze ważniejsze dla niej było mieć dobrą opinię. Bardzo się bała, żeby rodzina, a szczególnie ojciec nie musieli się jej wstydzić.
Posłuchajcie jak to wspomina:
"Jak długo przyjaźniłam się z Ines, a ona dzieliła się ze mną swoimi sprawami, nie wydaje mi się, żebym porzuciła Boga z powodu śmiertelnego grzechu. Chociaż bardziej bałam się, by nie stracić dobrej czci. Mój tata i siostra bardzo ubolewali nad tą przyjaźnią. Często mi ją wypominali. A ponieważ nie mogli zabronić, by Ines przychodziła do naszego domu, ich starania były bezowocne.
Czasami zdumiewa mnie szkoda, którą wyrządza złe towarzystwo, i jeśli sama nie przeszłabym przez to, nie zdołałabym w to uwierzyć".
No nie było łatwo, przyznacie. Święta Teresa widziała to dopiero wtedy, gdy była już dorosła. Bo wspomnienia, które słyszeliśmy przed chwilą, zapisała w "Księdze życia", gdy była już w klasztorze i miała ponad 50 lat.
Ale gdy dorastała, tata z niepokojem patrzył, jak córka nie opuszcza żadnego spotkania z przyjaciółmi, żadnej zabawy w mieście. Maria, starsza siostra, która po śmierci mamy zajmowała się domem i młodszymi dziećmi, też nieraz załamywała ręce i przerażona myślała, co też z tej Teresy wyrośnie. Bo na to, że siedemnastoletnia Teresa przejmie obowiązki starszej siostry, nie było co liczyć.
W Avila miały swój klasztor siostry augustianki, które prowadziły tam też pensjonat dla dziewcząt (taki współczesny internat). "To będzie dobre miejsce dla mojej córki" - pomyślał tata. I jak pomyślał, tak zrobił - umieścił tam Teresę. Dziewczęta w pensjonacie przede wszystkim uczyły się dobrych manier, dobrego zachowania i wszystkiego, co powinna wiedzieć i umieć przyszła żona i mama. Uczyły się szyć, haftować, ale też ładnie pisać i liczyć.
Posłuchajcie, jak św. Teresa wspomina tam swój pobyt:
"Przez pierwszy tydzień było mi bardzo trudno, ale nie dlatego, że tam przebywałam, raczej dlatego, że dręczyła mnie obawa, że wiedzą tam o moim lekkomyślnym postępowaniu. (...) Chociaż byłam jeszcze wtedy absolutnie wrogiem zostania zakonnicą, miły był dla mnie widok tak dobrych zakonnic, gdyż takie właśnie były siostry tego domu, bardzo uczciwe i pobożne". I dobrze, że tata ją umieścił w pensjonacie sióstr, bo Teresa się uspokoiła, poznała nowe koleżanki, zaczęła prowadzić inne rozmowy. A o czym rozmawiała i nad czym zaczęła się zastanawiać, dowiemy się już jutro.
Zadanie na dziś: dowiedz się, czy w Twojej okolicy są zakony, które prowadzą szkołę, przedszkole czy świetlicę. Jak one się nazywają?


kliknij, aby powiększyć

Czwartek 4.12.2014

DOM RODZINNY

Po śmierci mamy Maria, starsza przyrodnia siostra Teresy, była już dorosła i musiała zając się domem oraz młodszymi dziećmi. Druga siostra, Juana, Była jeszcze bardzo malutka, miała zaledwie kilka miesięcy. I Teresa naprawdę czuła się bardzo sama. Brakowało jej rozmów z mamą. Coraz częściej zaglądała do powieści rycerskich, które kiedyś czytała mama. Wiedziała, że tata nie był z tego zadowolony, ale to było silniejsze od niej. Posłuchajcie jak to wspomina:
"Czytanie zaczęło stawać się moim nałogiem. Musiałam uważać, żeby tata tego nie spostrzegł. Ta drobna wada zapoczątkowała braki w pozostałych sprawach. Wydawało mi się, że nie było to nic złego, gdy marnowałam tyle godzin dnia i nocy na tak bezwartościowe zajęcie, i to jeszcze w ukryciu przed moim ojcem. Byłam w tym pogrążona tak skrajnie, że jeśli nie miałam nowej książki, nic nie dawało mi zadowolenia".
To może wydawać sie trochę dziwne, dlaczego tata nie był zadowolony, kiedy jego córka czytała książki. Przyznajcie, ile to czasem rodzice muszą niektórych z Was prosić, byście w ogóle do książki zajrzeli...
Tata św. Teresy był niezadowolony nie dlatego, że jego córka czyta. Jemu nie podobało się to, co czyta. Tata widział, że te powieści o walecznych i odważnych rycerzach i pięknych damach więzionych przez czarowników i ratowanych potem przez swych wielbicieli nie przynosiły pożytku jego dorastającej córce. Teresa pod wpływem tych książek podobno sama napisała powieść rycerską pod tytułem "Rycerz z Avila". A fantazję nasza święta miała wielką i książka ponoć była porywająca.
Wkrótce Teresie, która powoli stawała sie piękną dziewczyną - jak przewidywał tata - romanse książkowe przestały wystarczać. W ich domu często przebywali kuzyni. Teresa bardzo lubiła ich towarzystwo, a oni raczej nie byli dobrym przykładem dla niej.
"Zaczęłam nosić wytworne stroje, gdyż chciałam się podobać. Bardzo dbałam o dłonie i o fryzury. Używałam różnych perfum i byłam ciekawa wszelkiego rodzaju nowinek w modzie. Nie widziałam w tym nic złego. Teraz widzę, do czego to mogło doprowadzić.
Miałam kilku kuzynów. Byli oni prawie w moim wieku. Wszędzie chodziliśmy razem. Byliśmy do siebie bardzo przywiązani, a ja starałam się zawsze podtrzymywać rozmowę o wszystkim, o czym oni lubili rozmawiać, i słuchałam uważnie, co opowiadali o sobie i swoim dzieciństwie, niekoniecznie dobrym. Najgorsze było to, że moja dusza wystawiała się na to, co było przyczyną całego jej nieszczęścia".
Święta Teresa zdawała sobie sprawę, że takie postępowanie jest bardzo niebezpieczne. Może doprowadzić do nieszczęścia. Ale nie mówiła o wypadku czy chorobie. Co miała ma myśli św. Teresa, mówiąc o nieszczęściu?
Teresa, kiedy juz trochę podrosła, jakby straciła wzrok. Widziała tylko to, co miała na sobie, a więc jak jest ubrana, uczesana... Pół dnia umiała siedzieć, żeby ładnie wypiłować swoje paznokcie.
Ale na szczęście Pan przyszedł i otworzył jej oczy szerzej. Zresztą ona bardzo tego chciała. O tym opowiem Wam w kolejnych dniach.
A Wy pomyślcie dzisiaj wieczorem, co Wam zasłania Pana Boga, co przeszkadza się modlić, co zniechęca do przychodzenia w niedziele na Mszę św. A może to jest ktoś? Może jakaś koleżanka, kolega?... Pomyślcie dziś o tym.


kliknij, aby powiększyć

Środa 3.12.2014

ŚMIERĆ MAMY

Słowo Boże mówi: "Szukajcie Pana, gdy Go można znaleźć, wzywajcie Go, gdy jest blisko". No więc szukamy drogi do Jezusa. Idziemy razem ze św. Teresą z Avila.
Po nieudanych próbach dostania się do nieba Teresa postanowiła jeszcze coś innego: mieć dobre serce i uśmiech dla wszystkich. Poza tym starała się znaleźć jakiś cichy kąt w domu, żeby w spokoju się pomodlić. To wydaje się bardzo proste, ale sami wiecie, jak czasem trudno uśmiechnąć się do kogoś, kogo nie bardzo się lubi, albo dać chwilę Panu Bogu i tylko z Nim rozmawiać.
Szczęśliwe życie św. Teresy wkrótce się zmieniło. Gdy miała 13 lat, jej mama urodziła dziewiąte dziecko, córkę Juanę. Całe lato pani Beatriz spędziła w niewielkiej wiosce, niedaleko Avila. Tam rodzice św. Teresy mieli swoją posiadłość. Tam odpoczywali, uprawiali ogród, hodowali gołębie. Tam często wyjeżdżali. Tam też po porodzie pojechała z małą córeczką mama Teresy, żeby odpocząć i nabrać sił. Niestety, lato się skończyło, a pani Beatriz wciąż nie miała dość sił, by wrócić do miasta. Czuła się coraz gorzej i z każdym dniem słabła coraz bardziej. Pod koniec listopada zmarła. Miała tylko 34 lata. Teresa bardzo przeżyła śmierć mamy. Czuła, że skończyło się jej szczęśliwe dzieciństwo. Po pogrzebie poprosiła swojego brata Rodriga, by pobiegli do kaplicy św. Łazarza. Tam była figura Matki Bożej.
Jak wspomina tę chwilę św. Teresa, posłuchajcie:
"Pamiętam, że gdy umarła moja mama, poszła przed figurą Matki Bożej i ze łzami błagałam Ją, aby była moją Matką. Prośba ta uczyniona z dziecinną prostotą, nie była daremna, bo potem ile razy w jakiejś potrzebie poleciłam siebie tej Pannie Wszechwładnej, zawsze w sposób widoczny doznałam Jej pomocy".
Dziś szczególnie pomódlcie się do Matki Bożej za swoich Rodziców.


kliknij, aby powiększyć

Wtorek 2.12.2014

BUDOWANIE PUSTELNI

Każdy adwentowy dzień zbliża nas do Bożego Narodzenia, do Jezusa, i na to niezwykłe spotkanie chcemy być jak najlepiej przygotowani. Pomaga nam w tym św. Teresa z Avila, której życie próbujemy poznać i z którą chcemy się zaprzyjaźnić. Bo ta wielka święta przeszła już tę drogę i nam chce pokazać, co zrobić, żeby z Jezusem się spotkać.
Solo Dios basta - Bóg sam wystarczy. Te słowa św. Teresy z Avila nas umacniają. Przypominają, co w życiu, a raczej Kto w życiu jest najważniejszy. Bo kto przez życie idzie z Bogiem, wie, że to wystarczy, że z Bogiem wszystko jest możliwe.
Św. Teresa, nasza przewodniczka na adwentowej drodze, jest tego przykładem. Ona już od najmłodszych lat przeczuwała, Kto w życiu jest najważniejszy.
Trudno było małej Teresie zrezygnować z marzeń o błyskawicznym dostaniu się do nieba. Może myślicie, że siedziała gdzieś w kącie i chlipała obrażona na mamę, na tatę, a najbardziej na wujka Franciszka, który na drodze wychodzącej z miasta znalazł się w niewłaściwym momencie i odprowadził małych wędrowników do domu. Nic z tych rzeczy. Ona tak szybko nie rezygnowała. Już obmyślała nowy plan. Na kolejnej naradzie powiedziała do brata Rodriga: "Skoro nie możemy szybko umrzeć, to będziemy żyć jak... pustelnicy".
Pustelnik to człowiek, który mieszka sam, daleko od ludzi. Ale nie dlatego, że ludzi się boi albo ich nie lubi. Robi to dlatego, że chce mieć ciszę i dużo czasu na spotkania z Bogiem podczas modlitwy.

"Ponieważ widziałam, że niemożliwe było dostanie się tam, gdzie by mi życie odebrano ze względu na Boga, uradziliśmy z bratem, że będziemy pustelnikami, i w ogrodzie, który był przy naszym domu, staraliśmy się, jak umieliśmy, zbudować pustelnię, układając jeden na drugim małe kamienie, które jednak od razu się rozsypywały. I nie mogliśmy znaleźć sposobu, jak to zrobić".
No właśnie. I ten plan też się nie udał. Bo pustelnia rozsypywała się jak domek z kart. Co było robić? Śmierć męczeńska się nie udała, na życie pustelniczki Teresa też nie miała szans. Gdy tak się martwiła i myślała, jak by tu dostać sie do nieba, przypomniało jej się, jak mama powtarzała, że aby podobać się Bogu, trzeba być dobrym dla innych. I co zrobiła? Czym tylko mogła, dzieliła się z innymi, z biednymi. A w Avila takich nie brakowało. Dla wszystkich, bez wyjątku, starała się mieć dobre słowo i uśmiech. Była bardzo lubiana nie tylko przez kolegów i koleżanki. Czasami szukała jakiegoś kąta, żeby w ciszy się pomodlić. W "Księdze życia" zapisała to tak:
"Wspierałam ubogich, ile mogłam, a mogłam niewiele. Starałam się o chwile ciszy i samotności, aby się modlić, szczególnie na różańcu, któremu moja mama była bardzo wierna, i tego nas też uczyła.
Gdy bawiłam się z innymi dziewczynkami, bardzo lubiłam zakładać klasztory, jak gdybyśmy były zakonnicami, i chyba chciałam nią być, choć nie tak bardzo, jak bardzo pragnęłam męczeństwa albo życia w pustelni".
To ciekawe, że Teresa już jako dziecko miała takie myśli... W każdym razie w sercu małej Teresy pojawiały się pragnienia, których może i ona sama nie rozumiała.
A życie toczyło się dalej. Teresa dorastała, miała swoje marzenia, pragnienia, ale już niedługo szczęśliwe życie całej rodziny miało się zmienić. O tym już jutro.
Dzisiaj spróbujcie znaleźć w domu jakie miejsce, taką domową pustelnię, gdzie w całkowitej ciszy porozmawiacie z Panem Bogiem. Albo może nawet uda się Wam zachęcić wszystkich w domu do wspólnego odmówienia dziesiątki Różańca.


kliknij, aby powiększyć

Poniedziałek 1.12.2014

SOLO DIOS BASTA
UCIECZKA DO NIEBA


W tym roku adwentową drogą pójdziemy razem ze św. Teresą z Avila. A dlaczego akurat z nią? Wybór takiego tematu wiąże się z rokiem jubileuszowym 500-lecia urodzin św. Teresy. Drugim powodem podjęcia takiego tematu jest ogłoszony przez papieża Franciszka Rok Życia Konsekrowanego, który został wczoraj uroczyście ogłoszony. Podczas spotkań adwentowych będziemy poznawać życie świętej Teresy z Avila oraz jej niezwykłą miłość i zażyłość z Panem Bogiem. Mam nadzieję, że pokaże nam ona drogę do Jezusa, bo w tym była naprawdę wielką mistrzynią. W jej życiu nic nie było ważniejsze niż to, by znaleźć Jezusa i drogę do Niego.
Hasłem tegorocznego adwentu będą słowa: "Solo Dios basta", co oznacza: "Bóg sam wystarczy". Są to słowa, które bardzo często powtarzała św. Teresa. "Solo Dios basta" to w języku hiszpańskim, gdyż nasza święta pochodziła z Hiszpanii. Urodziła się 28 marca 1515 roku w Avilii, w mieście położonym w samym środku Hiszpanii, w Górach Kastylijskich.
Rodzina Teresy należała do rodzin szlacheckich. Teresa miała dwie siostry i dziewięciu braci. Oto jak sama Teresa wspomina rodziców:
"Miałam dobrych i głęboko wierzących rodziców. Mój tata miał zamiłowanie do czytania książek i miał ich wiele w domu, aby i dzieci mogły je czytać. Był to człowiek, który miał dużo miłosci dla ubogich i cierpiących, również dla służących. Dlatego w domu nigdy nie mieliśmy niewolników. A kiedy raz przebywała u nas jedna z niewolnic jego brata, traktował ją jak własne dziecko. Tata był człowiekiem prawdomównym. Nikt nigdy nie słyszał, by przeklinał czy obmawiał kogokolwiek. Moja mama też była bardzo uczciwa i dobra, pogodna i inteligentna. Choć miała wyjątkową urodę, nigdy nie słyszałam, żeby na to zwracała uwagę. Nauczyła mnie kochać Maryję i modlić się na różańcu, który sama codziennie odmawiała. Moje dwie siostry i dziewięciu braci - wszyscy oni w dobroci i uczciwości byli podobni do rodziców".
Pięknie swoją rodzinę wspominała św. Teresa, prawda? Już jako dorosła kobieta spisała te wspomnienia w "Księdze życia". Dzięki temu możemy do niej zaglądać, a nam sama św. Teresa będzie o swoim życiu opowiadać.
A było ono początkowo takie jak życie wielu dzieci. A dzieci, jak to dzieci, mają przeróżne, czasem dziwne pomysły na zabawę. O Internecie czy telewizji nawet się wtedy ludziom oczywiście nie śniło. Św. Teresa miała chociaż to szczęście, że w domu było bardzo dużo książek. Bo i mama, i tata dużo czytali. I potem o sławnych przodkach, o bohaterskich rycerzach wieczorami dzieciom opowiadali. Do tego jeszcze opowiadano o walkach z pogańskimi Maurami i Turkami i o tych, którzy męczeńską śmiercią umierali dla Chrystusa. A takim męczennikom wprost otwierało się niebo. Dzieci słuchały tych historii z otwartymi buziami. A w głowie siedmioletniej Teresy rodził się plan. Posłuchajcie co wymyśliła: "Gdy słyszałam o mękach, jakie święci wycierpieli dla Boga, wydawało mi się, że bardzo tanio kupili sobie przejście do nieba. Ja też bardzo chciałam umrzeć w ten sposób, ale nie dlatego, że bardzo kochałam Boga, tylko dlatego, żeby szybko zdobyć to, co święci mają w niebie. Razem z bratem zastanawialiśmy się, jakim sposobem moglibyśmy ten cel osiągnąć. Umówiliśmy się, że pójdziemy do kraju Maurów, żeby ta ucięli nam głowę. Zdaje mi się, że mimo tak młodego wieku Pan dał nam odwagę wystarczającą. Ale główną przeszkodą w oczach naszych było to, że mieliśmy rodziców".
Możecie to sobie wyobrazić? Dwoje dzieci: siedmioletnia dziewczynka i jej starszy o dwa lata brat Rodrigo wcześnie rano, trzymając się za ręce, maszerują przez Avila w stronę jednej z bram w murach miasta. To już była dla tak małych dzieci koniec świata. Przeszli przez most i już byli na drodze, gdy nagle... niespodzianka. W ich stronę na koniu jedzie wuj Franciszek. Dzieci w płacz. Bo plan runął. Wujek wpakował rodzeństwo na konia i odwiózł uciekinierów przerażonym rodzicom. "Chciałam iść do nieba, a nikt tam nie pójdzie, zanim nie umrze" - płakała Teresa. Na szczęście mama potrafiła uspokoić swoją kochaną córkę. Wkrótce Teresa wymyśliła coś nowego. Co takiego, o tym będzie jutro.
A w domu zapytajcie mamę lub tatę, dlaczego wybrali dla Was takie imię, jakie nosicie i poproście, żeby opowiedzieli Wam historię Waszych patronów.

(Materiały duszpasterskie na Roraty 2014 opracowane przez redakcję "Małego Gościa Niedzielnego".)