Wiernie i radośnie trwajcie w rozpoczętym dziele. św. Aniela Merici


ADWENT 2016

kliknij, aby powiększyć

Czwartek 22.12.2016

Nasz "Akt oddania się Matce Bożej"

W kaplicy naszej Królowej byliśmy już nieraz. Wiemy, że jest ona przyozdobiona wotami przez wieki przynoszonymi przez ludzi za uproszone łaski, za wysłuchane modlitwy. Przedwczoraj słyszeliśmy o najcenniejszym wotum, jakie na Jasnej Górze zostawił papież Jan Paweł II - przestrzelony i zakrwawiony pas sutanny po zamachu na jego życie. Wotum papieży Jana Pawła II oraz, Benedykta XVI oraz Franciszka umieszczone są tuż przy obrazie Matki Bożej. A na ścianach kaplicy wiszą laski pozostawione przez niewidomych, sznury korali i bursztynów. Każde wotum to historia jakiegoś człowieka, historia jego nawrócenia, czy cudu, jaki zdarzył się w jego życiu.
Bardzo długo przy Cudownym Obrazie na Jasnej Górze wisiały kule pewnej pani, która do kaplicy Matki Bożej weszła o kulach, a wyszła ... na własnych nogach. To było ponad 30 lat temu. Pani Janina od wielu, wielu lat była bardzo ciężko chora. Chodziła o kulach, a lekarze mówili, że w ogóle przestanie chodzić, że będzie całkowicie sparaliżowana i do tego jeszcze straci wzrok. Pani Janina najbardziej martwiła sie o swoje małe dzieci. Modliła się, by znalazł się dobry człowiek, który się nimi zaopiekuje, bo mąż - ich ojciec - podczas choroby pani Janiny zostawił rodzinę i odszedł. I wyobraźcie sobie, pewnej nocy przyśniła się jej Matka Boża, która wołała: "Przyjdź do Mnie na Jasną Górę". Pani Janina wyraźnie słyszała te słowa: "Przyjdź do Mnie na Jasną Górę". Jak tu jechać? Myślała. W takim stanie? A jednak z pomocą siostry zdecydowała się. Długo siedziała w kaplicy na Jasnej Górze i wpatrywała się w oczy Maryi... Nawet nie zauważyła, kiedy upuściła kule. To było niesamowite. Siostra tak się wystraszyła, że szybko podała kule chorej. Ale pani Janina już ich nie potrzebowała. Po powrocie oczywiście poszła do lekarza, zrobiono badania i stwierdzono... całkowite ustąpienie choroby. Pani Janina potem kilka razy przychodziła do Maryi z pielgrzymką i zawsze, kiedy wchodziła do kaplicy, spoglądała na swoje kule wiszące obok Cudownego Obrazu. Ale to jeszcze nie koniec. Kilka lat później całkowicie odzyskała wzrok wyniszczony przez chorobę. Takie cuda wyprasza dla wierzących i modlących się Matka Boża. Wszystkie są potem opisywane i razem z dokumentami lekarzy przechowywane na Jasnej Górze.
Ojciec Melchior, paulin, który zajmuje sie spisywaniem cudów i łask za pośrednictwem Matki Bożej, mówi, że po takich zdarzeniach ludzie nie tylko odzyskują zdrowie ciała, nie tylko ustępuje choroba, na którą lekarze nie znajdowali już lekarstwa. Pan Bóg uzdrawia przede wszystkim dusze. "Bardzo dużo ludzi nawraca się po takich wydarzeniach" - mówi ojciec Melchior.
Uzdrowienia w kaplicy jasnogórskiej to nie jakaś magiczna moc obrazu. To prawdziwe działanie Pana Boga przez wstawiennictwo Jego Matki. Obraz jest tylko narzędziem. Jasna Góra słynie przede wszystkim z cudów dokonujących się w ludzkich sercach, kiedy ludzie po spotkaniu z Maryją zmieniają swoje życie, odzyskują wiarę, sposób patrzenia na siebie, na innych. Po prostu nawracają się i nie chcą już żyć inaczej, tylko jak najbliżej Pana Boga. Ile razy potem w listach pisanych na Jasną Górę opowiadają, że jechali do Częstochowy na wycieczkę, że mieli tylko zwiedzać sanktuarium, tymczasem wyszli z kaplicy innymi ludźmi, że chcieli się spowiadać czasem z całego życia. Św. Jan Paweł II zawsze powtarzał, że gdyby konfesjonały jasnogórskie przemówiły, odsłoniłyby wiele tajemnic ludzkich serc.
Na zakończenie naszych adwentowych rozważań, kiedy mija 1050 lat od Chrztu Polski, wspólnie pomódlmy się Aktem oddania się Matce Bożej:
Matko Boża, Niepokalana Maryjo! Tobie poświęcam ciało i duszę moją, wszystkie modlitwy i prace, radości i cierpienia, wszystko, czym jestem i co posiadam. Ochotnym sercem oddaję się Tobie w niewolę miłości. Pozostawiam Ci zupełną swobodę posługiwania się mną dla zbawienia ludzi i ku pomocy Kościołowi Świętemu, którego jesteś Matką. Chcę odtąd wszystko czynić z Tobą, przez Ciebie i dla Ciebie. Wiem, że własnymi siłami niczego nie dokonam. Ty zaś wszystko możesz, co jest wolą Twego Syna, i zawsze zwyciężasz. Spraw więc, Wspomożycielko wiernych, by moja rodzina, parafia i cała Ojczyzna były rzeczywistym królestwem Twego Syna i Twoim. Amen.

/Teksty rozważań zostały zaczerpnięte z materiałów duszpasterskich "W domu Królowej Maryi" opracowanych przez redakcję "Małego Gościa Niedzielnego"./


kliknij, aby powiększyć

Środa 21.12.2016

Jasna Góra świeci na cały świat

Kiedy Obraz Jasnogórski stawał się sławny z powodu cudów, pielgrzymek, odwiedzin królów, zaczęto robić jego kopie. W XV wieku takie kopie dotarły na Węgry, Słowację, do Czech, Austrii, Niemiec i Rosji. Kiedy paulini tworzyli klasztory na całym świecie, zawsze zabierali ze sobą kopię obrazu z Jasnej Góry. Dla Polaków wyjeżdżających z Polski, by mieszkać za granicą, najcenniejszą pamiątką był wizerunek Maryi Częstochowskiej. Tam, gdzie mieszkają Polacy, bardzo często powstają kościoły pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej. Dziś takie świątynie są na wszystkich kontynentach, prawie we wszystkich krajach Europy, w obu Amerykach, w Afryce, Azji i Australii. W bazylice św. Piotra w Rzymie w podziemiach, tuż obok grobu św. Piotra, znajduje się kaplica Matki Bożej Częstochowskiej. A w Stanach Zjednoczonych największy kościół jest pod wezwaniem Maryi Jasnogórskiej - to tak zwana amerykańska Częstochowa, dzisiaj największe sanktuarium Polonii amerykańskiej. Powstało jako wotum wdzięczności za 1000-lecie chrześcijaństwa w Polsce. W kościołach poświęconych Mary Jasnogórskiej modlą się nie tylko Polacy, ale wszyscy katolicy. Bardzo lubią Afrykanie i czarnoskórzy mieszkańcy Haiti. Jest im bliska, ponieważ jest Czarną Madonną. W Afryce nazywają Ją "swoją Panią". Maryja nie tylko podróżuje z Jasnej Góry na cały świat. Jest też drugi kierunek - to wierni z całego świata przychodzą na Jasną Górę. Tak było od początku. Tu modlili się pielgrzymi z różnych stron, bo słyszeli o cudownej ikonie. Na początku przychodzili zwłaszcza nasi najbliżsi sąsiedzi: Rosjanie, Czesi, Słowacy, Węgrzy i Niemcy. Zwykli ludzie, ale i ważne osobistości: królowie, premierzy, prezydenci, ministrowie a nawet papieże.
Najbardziej rozsławił Maryję Jasnogórską na świecie Jan Paweł II. W 1991 roku zaprosił do Częstochowy młodych z całego świata Światowe Dni Młodzieży. Przyjechało wtedy około półtora miliona młodych ze wszystkich kontynentów. Był jeden mały problem. Z Apelem Jasnogórskim. Papież chciał nauczyć wszystkich tej modlitwy, ale coś nie pasowało. My Polacy możemy śpiewać Maryjo Królowo Polski, ale kiedy jesteśmy we wspólnocie międzynarodowej, tak nie wypada. Więc ułożoną wtedy łacińską wersję Apelu Jasnogórskiego. Zaczyna się od słów: "Maria, Regina Mundi", Maryjo Królowo Świata. Ta wersja przypomina nam więc o tym, że Maryja jest Królową świata. Tak jak szła do domu Elżbiety, tak przyszła przed wiekami do Polski. Nie tylko do nas, ale do wszystkich narodów, by przynieść najcenniejszy Skarb - Jezusa Chrystusa, Zbawiciela. Dlatego nie możemy zapominać, że oprócz naszej kochanej Czarnej Madonny, oprócz naszej Jasnej Góry na świecie są jeszcze inne sanktuaria maryjne. Jest wiele innych domów Królowej. A Maryja jest naszą Królową i zarazem Królową całego świata.
Są sanktuaria maryjne w Lourdes, Fatimie, Loreto i w innych miastach. W tych wszystkich miejscach ludzie modlą się do Maryi, Królowej świata. Mówią Jej, że są z Nią, pamiętają i czuwają.


kliknij, aby powiększyć

Wtorek 20.12.2016

Jan Paweł II - Totus Tuus

Kilka dni temu poznaliśmy wyjątkowego człowieka, który swoje życie zawierzył Panu Bogu, który przyjmował Jego plan, Jego wolę. Nawet wtedy, kiedy władza go więziła, trzymała z dala od ludzi, w odosobnieniu, bez żadnego wyroku. Tylko dlatego, że mówił prawdę, że podtrzymywał ludzi na duchu, że był wierny Bogu.
Dzisiaj poznamy podobnego człowieka, wiernego Panu Bogu i zakochanego w Matce Najświętszej. Zresztą przyjaciela kardynała Wyszyńskiego.
Mowa oczywiście o naszym świętym papieżu, Janie Pawle II.
Karol był małym chłopcem, wtedy nazywano go jeszcze Lolkiem, miał 9 lat, kiedy zmarła jego mama. Było to tuż przed jego I Komunią św. Ciekawe, że kardynał Wyszyński w takim samym wieku przeżył śmierć mamy. Następnego dnia po pogrzebie mamy tata zabrał Lolka i jego brata Edmunda do matki Bożej w Kalwarii Zebrzydowskiej. To było niedaleko ich domu w Wadowicach. A potem jeździł też na Jasną Górę. Najpierw razem z tatą, potem, kiedy był już studentem, razem z kolegami. Gdy został księdzem, przyjeżdżał na Jasną Górę ze studentami, których był duszpasterzem.
Jeden z najstarszych paulinów na Jasnej Górze mówi, że "kiedy po wojnie uważano, że do Częstochowy to jadą tylko powłóczący nogami babcie i dziadkowie, i chorzy proszący o cud, ksiądz Wojtyła jako pierwszy w Polsce, bez sutanny, na rowerach, przyjeżdżał tu z młodzieżą".
Zresztą do dziś ta "młodzież" - teraz już dziadkowie i babcie - przyjeżdża do Częstochowy na Jasną Górę w okolicy 16 października.
Dlaczego właśnie wtedy? W 1978 roku mieli jechać razem na pielgrzymkę, ale kardynał Wojtyła musiał być w Rzymie, na konklawe, bo wybierano nowego papieża. I wrócił dopiero za ... rok, jako papież Jan Paweł II. Przyjechał też na Jasną Górę. Wtedy powiedział, że Polacy przyzwyczaili się ze wszystkimi sprawami swojego życia przychodzić na Jasną Górę. Matce Boże opowiadają o swojej maturze, o tym, jaką żonę albo męża sobie wybrali, że ktoś został księdzem, że urodziło się dziecko. O wszystkim mówią swojej Matce.
Jan Paweł II od dziecka rozmawiał o wszystkim z Matką Bożą. Przynosił tu swoje zmartwienia, radości i prośby. Ale przede wszystkim zawierzył Matce Bożej swoje życie, a potem kiedy został papieżem, Kościół i cały świat. W swoim herbie papieskim umieścił pod krzyżem dużą literę M, a dewizą były słowa: "Totus Tuus", czyli "Cały Twój". Odnosiły się one do matki Bożej z Jasnej Góry. Papież Jan Paweł II był na Jasnej Górze 6 razy. Ani razu podczas swoich pielgrzymek do Polski nie ominął domu naszej Królowej. Każde spotkanie było wyjątkowe, na każde czekał papież i ludzie, którzy razem z nim chcieli się spotkać u Matki Bożej. Na Jasnej Górze Jan Paweł II czuł się u siebie - jak w domu. Często gdy wszyscy myśleli, że już śpi, znajdywali go w kaplicy u Matki Bożej albo w kaplicy zakonnej, jakby za "plecami" Cudownego Obrazu. Tam często się modlił niezauważony. Słyszał przy tym modlitwy i śpiewy wiernych. Podczas pierwszej pielgrzymki w 1979 roku Matka Boża otrzymała od papieża złotą różę - najwyższe papieskie odznaczenie. Otrzymują ją znaczące sanktuaria świata. Róża znajduje się tuż przy Cudownym Obrazie Matki Bożej. Taką samą otrzymała Matka Boża w Kalwarii Zebrzydowskiej, tam, gdzie mały Karol poszedł z tatą po śmierci swojej mamy.
Wyjątkowa byłą trzecia pielgrzymka Jana Pawła II do Polski. Było to 2 lata po tym, jak przed bazyliką św. Piotra w Rzymie zamachowiec chciał zabić polskiego papieża. Jan Paweł II 19 czerwca 1983 roku oddał Maryi najbardziej osobiste wotum: przestrzelony i zakrwawiony pas sutanny, który miał założony tamtego tragicznego majowego dnia. Kiedy Ojciec Święty składał to wotum w kaplicy Matki Bożej, powiedział wprost do Maryi takie słowa: "W dniu 13 maja minęły dwa lata od tego popołudnia, kiedy ocaliłaś mi życie. Było to na Placu św. Piotra. Tam w czasie audiencji został wymierzony do mnie strzał, który miał mnie pozbawić życia. (...) Dziś pragnę tu, na Jasnej Górze, pozostawić jako wotum widomy znak tego wydarzenia, przestrzelony pas sutanny".
To wotum było tak osobiste dla Jana Pawła II, że nie chciał, by pielgrzymi zakrwawiony, przestrzelony pas jego sutanny oglądali. I przez długie lata wotum pozostawało ukryte w godnym i bezpiecznym miejscu. Dopiero w 2004 roku, czyli rok przed swoją śmiercią, Ojciec Święty zgodził się, by ten niezwykły dar pokazać pielgrzymom. Pas znajduje się teraz w widocznym miejscu, na ołtarzu, w kaplicy Matki Bożej Jasnogórskiej. Teraz, gdy Jan Paweł II jest święty, pas ze śladami krwi stał się najcenniejszą jasnogórską relikwią.
Trzecim dowodem miłości Jana Pawła II do Matki Bożej Jasnogórskiej były ofiarowane złote korony, które papież pobłogosławił 1 kwietnia 2005 r. - dzień przed swoją śmiercią. Do koron papież dołączył pierścień, który zwykle wręczał kardynałom w Rzymie. Pierścień, jak życzył sobie Ojciec Święty, znajduje się w środku korony Matki Bożej, między napisami Totus Tuus.
Trzeba dodać, że papież Franciszek też podarował Maryi złotą różę - to przecież pamiętamy, bo było to 5 miesięcy temu, gdy Franciszek przyjechał na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa. Podobnie papież Benedykt XVI przywiózł złotą różę Maryi. A z tą różą historia jest o tyle ciekawa, że miał ją przywieźć papież Paweł VI w 1966 roku, ale, jak pamiętamy, nie wpuściły go wtedy do Polski władze. I tak po czterdziestu latach Matka Boża dostała papieską różę dokładnie w Dzień Matki, 2006 roku.


kliknij, aby powiększyć

Poniedziałek 19.12.2016

Aresztowanie obrazu

Rozpoczynamy czwarty tydzień rozważań adwentowych "W domu Królowej". Pięknie, już w całej okazałości, od wczoraj palą się wszystkie świece na wieńcu adwentowym - to dobry znak. Wyraźnie już widać światło Betlejem. A prowadzi nas światło z Jasnej Góry - Matka Boża jest naszą przewodniczką do Pana Jezusa.
Ostatnio słyszeliśmy o Jasnogórskich Ślubach Narodu, które były ważnym zobowiązaniem. Prymas Polski, kardynał Wyszyński, dobrze o tym wiedział i jeszcze w więzieniu pomyślał, że trzeba ludziom pomóc, by to, co przyrzekali, umieli wprowadzać w codzienne życie.
Przygotował program na 9 lat. Była to tak zwana Wielka Nowenna. Zaczęła się w 1957 roku, a skończyła się w 1966 roku. Każdego roku wprowadzano w życie jeden temat z aktu Jasnogórskich Ślubów Narodu, i tak Polska chrześcijańska przygotowywała się do bardzo ważnego wydarzenia, jakim było tysiąclecie chrztu Polski. Do Polski na te wielkie uroczystości miał przyjechać papież Paweł VI, ale komunistyczna władza nie zgodziła się na to.
I znowu, tak jak 10 lat wcześniej, obok ołtarza stało puste krzesło, tym razem dla papieża. Prymas Wyszyński odmówił wtedy "Akt oddania Polski w macierzyńską niewolę Maryi", a dokument podpisało 56 polskich biskupów. Ten wyjątkowy akt znajduje się w ołtarzu, w takiej specjalnej tubie, tuż obok cudownego obrazu Matki Bożej. Ale to jeszcze nie wszystko. Jeszcze przed Wielką Nowenną Matka Boża z Jasnej Góry wyruszyła na pielgrzymkę po Polsce, by z bliska zobaczyć, jak żyją ludzie, jakie mają kłopoty, co ich cieszy. W Toruniu wykonano kopię cudownego obrazu i Maryja mogła wyruszyć w drogę. Była to tak zwana peregrynacja.
Matka Boża szła przez Polskę, przez miasta, miasteczka i najmniejsze wsie. Ludzie byli szczęśliwi. To było wielkie święto. W parafiach przygotowywano się przez rekolekcje, nabożeństwa, spowiedź. Przystrajano domy, ulice, na granicy parafii obraz witały orkiestra, banderie konne.
Wyobrażacie sobie złość komunistów? Nie mogli tego znieść i w 1966 roku, we wrześniu, już po uroczystościach na Jasnej Górze z okazji tysiąclecia chrześcijaństwa w Polsce postanowili obraz... aresztować. Historia jak z filmu kryminalnego. Posłuchajcie nagrania:
"Zatrzymano nas w pustym polu, w miejscowości Liksjany (...). Od strony Pasłęka nadjechały kolumny milicji na motocyklach, w mercedesach, radiowozach. (...) Ci z motocyklów ruszyli w naszą stronę. Stanęli w pewnej odległości. Księża otoczyli wóz z obrazem. Chwila wyczekiwania. Nad nami krążył helikopter jak na froncie wojennym. Zażądali sprawdzenia naszego wozu. (...)
Po chwili, jak gdyby nigdy nic, milicja porwała samochód z obrazem. Zebrali się ludzie, wszyscy płakali. W taki sposób władza ludowa aresztowała Matkę Boską".
Zawieźli obraz na Jasną Górę i zakazali Matce Bożej pielgrzymowania po Polsce. Mało tego, postawili swoich ludzi, by w dzień i w noc... pilnowali obrazu.
W Warszawie natomiast, w parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu, dokąd właśnie miała przybyć Matka Boża, wystawiono w kościele... puste ramy obrazu. Od tego czasu do kolejnych parafii pielgrzymowały ... puste ramy.
Przez 6 lat obraz znajdował się w bazylice jasnogórskiej, w kaplicy św. Pawła Pustelnika, za kratą. Paulini przy kaplicy umieścili taki napis: "Tu znajduje się uwięziony przez władze Obraz, który wędrował po Polsce".
Czy po sześciu latach komuniści odpuścili? Nie, obraz z Jasnej Góry wyniósł ks. Józef Wójcik, wikary z Radomia. Już nie mógł dłużej wytrzymać tej nienormalnej sytuacji i potajemnie, razem z dwiema siostrami zakonnymi, za pomocą dorobionego klucza po prostu wszedł do kaplicy, wyniósł obraz, a zakonnice samochodem wywiozły go z Jasnej Góry do Radomia. Ochrona nie domyśliła się, że ksiądz i siostry zakonne mogą coś takiego zaplanować. Potem próbowano to wyjaśnić, znaleźć sprawców, ks. Wójcika przesłuchiwano, ale w końcu komuniści sami zrezygnowali.
Najważniejsze, że Matka Boża odwiedziła ponad 8 tysięcy kościołów i kaplic. A teraz trwa kolejna peregrynacja kopii cudownego obrazu. Kolejne parafie mogą już w pokoju i radości przyjmować Maryję. Aktualnie odwiedza Ona diecezję łowicką. Pewnie i do nas też kiedyś zajrzy...


kliknij, aby powiększyć

Piątek 16.12.2016

Prymas Stefan Wyszyński

Dzisiaj usłyszymy o człowieku, który Matkę Bożą kochał wyjątkowo i kiedy tylko miał okazję, możliwość, przychodził do Niej na Jasną Górę.
Miał tylko 9 lat, gdy zmarła jego mama. Dobrze pamiętał, że jeździła często do Wilna, do Matki Bożej Ostrobramskiej. Tata natomiast na Jasną Górę. Często razem wieczorami odmawiali różaniec.
W takiej rodzinie wychowywał się przyszły ksiądz, biskup, kardynał i prymas Polski. Nazywał się Stefan Wyszyński.
Kiedy miał przyjmować święcenia kapłańskie, tak ciężko zachorował, że biskup zastanawiał się nawet, czy w ogóle powinien być święcony. Ostatecznie święcenia miał sam, w dzień swoich urodzin, 3 sierpnia, na Jasnej Górze, choć pochodził z Lubelszczyzny. Ale ks. Stefan Wyszyński bardzo tęsknił za swoją mamą i pewnie dlatego przy Matce Bożej na Jasnej Górze chciał mieć prymicje, czyli odprawiać swoją pierwszą Mszę św. Podobnie jak święcenia biskupie, które też były na Jasnej Górze. Podczas owej pierwszej Mszy św. ks. Kardynał Wyszyński powiedział takie piękne słowa: "Chcę mieć Matkę, która stanie przy każdej mojej Mszy św., tak jak stała pod krzyżem swego Syna. Matkę, która nie umiera..." A kiedy został biskupem, Matkę Bożą z Jasnej Góry umieścił w swoim herbie. I mówił: "Matka Boża Jasnogórska w moim herbie to nie ozdoba, to program mego biskupiego i prymasowskiego życia".
W dolnej części herbu miał wypisane słowa: "Soli Deo" - Samemu Bogu. Bo chciał służyć tylko Bogu i wszystko, co go spotkało, do Boga odnosił. We wszystkim widział Jego rękę i Jego wolę - opowiadają ci, którzy go dobrze znali. I w małym kwiatku, który po zimie budzi się do życia, i w sytuacji, kiedy był aresztowany przez komunistów.
Prawie trzysta lat po potopie szwedzkim zalał Polskę nowy potop, tym razem ze Wschodu. Były to czasu PRL-u. Nie byliśmy wtedy Rzeczpospolitą Polską, tylko Polską Rzeczpospolitą Ludową (PRL). Przez prawie 40 lat polska władza rządziła pod dyktando Związku Radzieckiego.
Wschodnim dyktatorom nie podobało się, że ludzie w Polsce jeżdżą na Jasną Górę, że chodzą do swoich kościołów, że słuchają księży zamiast nich. Dlatego gdzie tylko się dało, zakładali podsłuchy, śledzili niektórych księży i ludzi, którzy chodzili do kościoła. Nigdy nie było wiadomo, czy ktoś nagrywa, czy podsłuchuje.
A już na pewno na każdym kroku śledzeni byli tacy ludzie jak kardynał Wyszyński, który nie bał się mówić prawdy i zawsze podtrzymywał ludzi, wiernych na duchu. Stał się on duchowym przywódcą Polaków.
Bardzo się to nie podobało władzy, a przede wszystkim władzom Związku Radzieckiego. Mówił, że prymas robi im krecią robotę, że wszystko im psuje. I w końcu we wrześniu 1953 roku, bez żadnego wyroku, bez nakazu, aresztowano prymasa. Przyjechał samochód, kazali wsiadać i ... pojechali. Nikt nie wiedział dokąd. Wyobrażacie to sobie? Coś niepojętego.
Prymas 3 lata przebywał w więzieniu. Nie w takim prawdziwym, ale w odosobnieniu, z dala od ludzi. Chodziło o to, żeby przestał mówić, żeby ludzie nie słyszeli jego nauk, żeby zapomnieli. Dla niepoznaki co kilka miesięcy miejsce odosobnienia było zmieniane. Ksiądz prymas nie wiedział, czy go kiedyś wypuszczą, czy go wywiozą na Syberię, czy to już jego ostatnia droga... Nie wiedział.
Kiedy przebywał w Stoczku Warmińskim, sam postanowił zostać... niewolnikiem, ale nie władz PRL-u, tylko Matki Bożej. I 8 grudnia 1953 roku osobiście oddał się w Jej niewolę. Na kartce napisał tak:
"Oddaję się Tobie, Maryjo, całkowicie w niewolę, a jako Twój niewolnik poświęcam Ci ciało i duszę moją. Pragnę przez Ciebie, z Tobą, Tobie i dla Ciebie stać się niewolnikiem całkowitym Syna Twojego, któremu Ty, o Matko, oddaj mnie w niewolę, jak ja Tobie oddałem się w niewolę".
W całkowitej wolności oddał prymas swoje życie w ręce Matki Bożej. Wszystko przyjmował jako wole Bożą. Zresztą ten spokój prymasa, zawierzenie Bogu i Matce Bożej, bardzo denerwował komunistów. Oni tego nie rozumieli.
W październiku 1955 roku wywieźli prymasa Wyszyńskiego z Prudnika do Komańczy, w Bieszczady. Wtedy właśnie pomyślał on o tym, co stało się po potopie szwedzkim, we Lwowie, prawie 300 lat wcześniej. Gdy prymas jechał prawie tym samym szlakiem co król Jan Kazimierz, pomyślał: "Muszą powstać nowe śluby, odnowione. Tym razem to naród ma zawierzyć swój los Maryi".
Ale nie pomyślał prymas Wyszyński, że to on ma pisać nowy tekst. Był przecież w więzieniu. Ale paulini z Jasnej Góry nalegali, że nie kto inny, tylko on powinien to zrobić. I kilka stron Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego powstało w ciągu jednej nocy, z 15 na 16 maja 1956 roku. 26 sierpnia - w święto Matki Bożej Częstochowskiej - śluby zostały odczytane.
Podczas uroczystości obraz matki Bożej niesiono w procesji, a ludzie ze łzami w oczach wołali: "Matko, przyjdź do nas". Odnowione Śluby Jasnogórskie odczytał jeden z biskupów, wszyscy odpowiadali kilka razy: "PRZYRZEKAMY".
Przy ołtarzu stał... pusty fotel dla prymasa. Na Jasnej Górze miał być prymas, ale niestety był w więzieniu. Postawiono więc pusty fotel z herbem oraz bukiet kwiatów biało-czerwonych.
Kardynał Stefan Wyszyński, prymas Polski. Kochani, to nazwisko musimy zapamiętać do końca życia. Był to człowiek wyjątkowy w dziejach Polski i naszego Kościoła. Teraz jest sługą Bożym, a to oznacza, że pewnie niedługo będzie ogłoszony błogosławionym.
Z pewnością słyszeliście o takiej modlitwie jak Apel Jasnogórski. Właśnie w tym roku, gdy prymas Wyszyński został aresztowany, 8 grudnia jeden z ojców paulinów zapoczątkował odmawianie Apelu codziennie o 21.00 w intencji uwolnienia prymasa Wyszyńskiego. Kiedy po trzech latach komuniści wreszcie go uwolnili, on sam pokochał tę modlitwę. I kiedy tylko mógł, osobiście prowadził Ją na Jasnej Górze. Potem pokochał ją też bardzo kardynał Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II.
Ta tradycja trwa do dzisiaj. Każdego wieczoru o 21.00 w kaplicy Cudownego Obrazu wierni gromadzą się na Apelu. Na początku śpiewają pieśń "Bogurodzica". Potem trzy razy wymawiają słowa Apelu: "Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam o Tobie, czuwam!".
Następnie słuchają krótkiego rozważania, po czym podawane są intencje, które powierza się Maryi. Na zakończenie odmawia się modlitwę "Pod Twoją obronę" i wszyscy otrzymują błogosławieństwo. Całość trwa około 15 minut.
A skąd wzięła się ta modlitwa, jaki jest jej początek? Historia jest niezwykła, posłuchajcie:
"Pilot Władysław Polesiński podczas próbnego lotu usłyszał nagle w słuchawkach polecenie: "Ląduj!". Myślał, że to głos z wieży kontrolnej, ale okazało się, że nikt takiego komunikatu nie nadawał. "Przesłyszałem się" - pomyślał pilot i leciał dalej. Chwilę później znowu usłyszał to samo polecenie: "Ląduj!". Wylądował więc. Wyszedł z samolotu. A gdy zmierzał w stronę hangaru, usłyszał potężny huk. Odwrócił się i zobaczył, że to jego samolot eksplodował. Spojrzał na zegarek. Była dokładnie 21.00".
Po powrocie do domu pilot opowiedział żonie, co się stało. Okazało się, że o tej samej godzinie żona i dzieci modlili się do Matki Bożej Częstochowskiej, aby nic mu się nie stało. Odtąd kapitan Polesiński zawsze o 21.00 gromadził podległych sobie żołnierzy na wieczornym apelu i dziękował Bogu za ocalenie.
Ten zwyczaj przejął ks. Leon Cieślak, pallotyn, podczas II wojny światowej. Prosił wtedy młodzież warszawską, aby o 21.00 zawsze modliła się do Maryi Jasnogórskiej o ratunek dla ojczyzny. To on ułożył słowa: "Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam".
Jestem przy Tobie - znaczy jesteśmy razem z Maryją, patrzymy na Nią. Jak kogoś kocham, to z nim jestem, jestem blisko.
Pamiętam - znaczy, że nie zapominamy o Maryi i Jezusie. Pamiętamy o miłości Boga do nas, o tym, co Bóg uczynił dla Maryi i dla nas.
Czuwam - znaczy to, że nie śpię, jestem czujny, czyli nie słucham złych pokus. Mam oczy otwarte, aby pomagać innym, aby służyć Bogu i czynić dobro.


kliknij, aby powiększyć

Czwartek 15.12.2016

Pielgrzymki - pieszo do Maryi

Od pierwszego dnia modlitwy adwentowej poznajemy dom naszej Królowej Maryi. Poznaliśmy już mieszkańców tego domu, wciąż poznajemy bogatą historię i ludzi, którzy chętnie do domu naszej Królowej przychodzili.
W czasie wojny Niemcy zakazali organizowania pielgrzymek, ale ludzie i tak przychodzili. Niby każdy sam, indywidualnie... Bramy Jasnej Góry były zawsze i dla każdego otwarte. Ludzie nie zaprzestali tego, co trwało na Jasnej Górze od wieków. Pielgrzymowano tam od chwili, gdy tylko rozeszły się wieści o Jasnej Górze, o tym, że jest tam Matka Boża w cudownym obrazie, że przez Nią ludzie wypraszają wiele łask. Zaczęto przychodzić do Jej domu.
Podobno pierwsza zorganizowana pielgrzymka szła na Jasną Górę z Krakowa w 1434 roku. Pielgrzymi przynieśli wtedy odnowioną ikonę Matki Bożej. Było to cztery lata po tym, jak bandyci zniszczyli obraz. Odnowiony obraz niesiono uroczyście z samego Krakowa.
Jednak do najstarszych pielgrzymek należą m.in. pielgrzymki kaliska i warszawska. Z Warszawy pielgrzymka wyruszyła już po raz 305. Pierwszy raz na początku XVIII wieku i potem każdego roku, nieprzerwanie. Przychodzili do Maryi nawet podczas wojny, mimo że Niemcy tego zabronili. Pielgrzymka warszawska przyszła nawet podczas powstania warszawskiego. Pod koniec XIX wieku z pielgrzymką warszawską postanowił wyruszyć do Częstochowy Władysław Reymont. To słynny polski pisarz. Podobnie jak Henryk Sienkiewicz, o którym też tu wspominaliśmy, otrzymał za swoją twórczość literacką Nagrodę Nobla. I ten właśnie pisarz wyruszył na pielgrzymkę. Prze dziesięć dni znosił trudy pielgrzymowania. Na początku bez przekonania przyglądał się wszystkiemu, obserwował, notował, a kiedy już docierali do celu, zauważył, że nie tylko ludzie, z którymi szedł, są inni niż na początku drogi, ale i w nim też coś się zmieniło.
Posłuchajcie, co Reymont napisał w książce "Pielgrzymka do Jasnej Góry", która powstawała podczas pielgrzymki warszawskiej.
"Dałem się porwać strumieniowi i płynę. Dokąd, nie pytam, bo mi dobrze. Czuję, jakbym się zrastał nimi. (...) Nikt mnie nie zna i nie pyta o to, kim jestem. Jestem bratem, cyfrą ogólnej liczby pielgrzymów, a nie panem N lub X, który się nie może pokazać bez maski jakiej takiej. (...) Jestem tylko tętnem jednym tego serca, co ma przeszło cztery tysiące głów. Będę chory, to mnie wsadzą na wóz i powiozą. Będę biedny, to mnie nakarmią, zbiorą wytarte grosze i dadzą. I prosto to zrobią, i szczerze (...)
Zapominam chwilami, kto jestem, wydaje mi się, że zawsze tak żyłem i zawsze żyć będę".
Zmieniał się nasz słynny pisarz podczas drogi. Powoli odzyskiwał wiarę, którą gdzieś na drogach swojego życia zgubił. A spotkanie z Matką Bożą w kaplicy Cudownego Obrazu przypieczętowało wszystko, co przeżył podczas drogi.
Wyobraźcie sobie, że do matki Bożej każdego roku przychodzi nawet 350 pielgrzymek. Najwięcej w sierpniu. Tysiące, tysiące ludzi. Każda pielgrzymka ma swój szlak. Jedni idą 50 kilometrów, inni 120, a ze Szczecina ponad 600 kilometrów.
Najdłużej idzie pielgrzymka z Helu. Ludzie wędrują prawie trzy tygodnie i mają do pokonania około 640 kilometrów.
Piesze pielgrzymki tysięcy wiernych na Jasną Górę to coś absolutnie wyjątkowego. Czegoś takiego nie ma nigdzie w Europie, a nawet na świecie.


kliknij, aby powiększyć

Środa 14.12.2016

Ukryty obraz - II wojna światowa

Mamy czternasty dzień grudnia. Do Wigilii pozostało nam dokładnie 10 dni. W tym Adwencie Maryja pokazuje nam drogę, jest naszą Przewodniczką do Jezusa. Z Nią na pewno trafimy do celu.
Przypominamy o prośbach, obietnicach, czy podziękowaniach skierowanych do Matki Bożej. Wrzucamy je do specjalnej skarbony stojącej przy naszej dekoracji.
Dzisiaj zobaczymy, co działo się w domu naszej Królowej 20 lat po odzyskaniu niepodległości. W Polsce i w całej Europie robiło się coraz bardziej niespokojnie. Coraz częściej mówiono o kolejnej wojnie, o napaści niemieckiej. Paulini na Jasnej Górze obawiali się o największy skarb - o obraz Matki Bożej. Zrobili naradę i jeszcze przed rozpoczęciem wojny, w ostatnich dniach sierpnia, w największej tajemnicy postanowili cudowny wizerunek ukryć na ... Jasnej Górze. Co zrobili? Wyjęli obraz z ram, zawinęli, zabezpieczyli i schowali w bibliotece pod ogromnym stołem. Stół stoi w bibliotece do dziś. Jest tak wielki i szeroki, że nie możliwe jest, by go stamtąd wynieść. Do ram w ołtarzu włożyli kopię cudownego obrazu. Niemcy wiele razy podczas wojny wchodzili do biblioteki i do głowy im nie przyszło, że stoją tuż przy największym skarbie Jasnej Góry. Kilak dni później stało się to, czego wszyscy się bali. Posłuchajcie nagrania.
"1 września, w pierwszy dzień wojny, eskadry samolotów wojskowych miały bombardować kościół z obrazem Czarnej Madonny w Częstochowie. Piloci nie wykonali zadania. Mówili, że otrzymali złe szkice. W miejscu celu było wielkie jezioro. Dowództwo orzekło, że to sabotaż i pilotów oddano pod sąd. Jeszcze tego samego dnia po południu wysłano drugą eskadrę. Ci też zawiedli. W miejscu celu widzieli wielki bór leśny. Następnego dnia rano, 2 września 1939 roku, wysłano trzecią eskadrę. Tym razem załoga składała się z oficerów SS, ochotników. W połowie trasy stery odmówiły posłuszeństwa. Samoloty poleciały w różnych kierunkach, nie osiągając celu. Nikt z tej eskadry do bazy nie wrócił". Nastał znowu trudny czas dla całej Polski.
Wojsko niemieckie przez całą wojnę, aż do stycznia 1945 roku, przebywało na Jasnej Górze. Niemcy wchodzili do kaplicy, do klasztoru, kiedy chcieli. Ale nie po to, by się modlić. Chociaż zdarzało się, że niektórzy rozpoznawali to wyjątkowe miejsce. Podobno byli i tacy, których poruszyło spojrzenie Matki Bożej. A kilku nawet na Jasnej Górze się spowiadało. Najstarsi paulini powtarzają, że Hans Frank, generalny gubernator, czyli najważniejszy niemiecki urzędnik w okupowanej Polsce, którego wszyscy bali się prawie tak jak samego Hitlera, a który na Jasnej Górze był trzy razy i widział modlących się tam ludzi, wypowiedział takie słowa: "Gdy wszystkie światła dla Polski zgasły, to wtedy zawsze jeszcze była Święta z Częstochowy i Kościół".
I tak rzeczywiście było. Mimo że Niemcy zakazali organizowania pielgrzymek w czasie wojny, ludzie sami wciąż przychodzili modlić się przez wstawiennictwo Matki Bożej. Bramy Jasnej Góry zawsze i dla każdego otwarte - jak dom Mamy. Podobnie jak podczas zaborów Jasna Góra była miejscem nadziei. Jak to mówił Papież Jan Paweł II - "Tutaj zawsze byliśmy wolni". Po wojnie zaczęli na Jasną Górę przychodzić ludzie uratowani z różnych sytuacji, grożących śmiercią. W podziękowaniu przynosili wota: różańce zrobione z chleba, kawałki drutów kolczastych z terenu obozu, maleńkie pateny, puderniczki i medaliony, w których ukrywano hostie.
Każdego roku do Matki Bożej pielgrzymują byłe więźniarki z niemieckiego obozu w Ravensbrück. Przychodzą, by dziękować za to, że przeżyły. Zamordowano tam bowiem setki tysięcy harcerek, uczennic gimnazjum, studentek, nauczycielek. W tym roku już po raz siedemdziesiąty przyjechały na Jasną Górę. Żyją jeszcze tylko cztery. Jest też na Jasnej Górze mała przestrzelona do połowy książeczka do nabożeństwa. Podczas wojny nosił ją w kieszeni marynarki pewien mężczyzna. Kula zatrzymała sie na obrazku matki Bożej Częstochowskiej. Takich świadectw na Jasnej Górze można usłyszeć setki. Jeśli kiedykolwiek tam pojedziecie, koniecznie musicie iść do skarbca, do muzeum, żeby pamiątki z tamtego czasu zobaczyć i posłuchać tamtych historii. Bo dzięki Bogu mimo zamierzeń Niemców Jasna Góra nie została zbombardowana, nie zniszczono żadnych pamiątek narodowych. Wszystko pozostało na miejscu.


kliknij, aby powiększyć

Wtorek 13.12.2016

Królowa wolnej Polski

Wczoraj wspominaliśmy taki czas w historii naszej Ojczyzny, kiedy utraciła ona niepodległość, i wtedy tylko wiara w Boga i w opiekę Matki Bożej dawała Polakom siłę i nadzieję. Trzej nasi sąsiedzi - jak pamiętamy - podzielili Polskę między siebie i zniknęliśmy z map świata.
Ludzie organizowali powstania - listopadowe, styczniowe - żeby tylko odzyskać niepodległość. Niestety, nie udało się. Szansa pojawiła się dopiero, gdy nasi zaborcy przestali się ze sobą dogadywać. Nie umieli się porozumieć i wybuchła I wojna światowa. Na szczęście Jasna Góra nie ucierpiała wtedy za bardzo. Po czterech latach, w 1918 roku, wojna się skończyła, a Polska odzyskała niepodległość. Przez cały ten czas ludzie jednoczyli się u Matki Bożej. U Niej wypraszali wolność. Jeden z ojców paulinów napisał w swojej książce, że Jasna Góra była wtedy dla Polaków jakby elektrownią, która dawała ludziom energię i moc. Dlatego po odzyskaniu niepodległości biskupi poprosili papieża Piusa XI, żeby pozwolił w Polsce obchodzić święto Królowej Polski. Przez jednego z naszych królów - jak pewnie pamiętacie - Maryja została już ogłoszona Królową Polski, miała nawet korony, ale nie było jeszcze święta ku czci naszej Królowej.
Niestety, tylko dwa lata Polacy cieszyli się z odzyskania niepodległości. W roku 1920 nasza wolność znowu została zagrożona. Do Polski próbowali wedrzeć się Rosjanie. Wydawało się, że nasze wojska są bez szans. Przeciwnik ze wschodu był pewny zwycięstwa. Podchodził już pod samą Warszawę. Marszałek Piłsudski, który wtedy stał na czele naszego państwa, powiedział, że w tej bitwie może pomóc tylko Pan Bóg, że wszystko w Jego rękach. Generał Haller w kościele Najświętszego Zbawiciela prosił o pomoc Matkę Bożą Częstochowską. Od 7 sierpnia we wszystkich kościołach stolicy i na Jasnej Górze trwała modlitwa. Tysiące ludzi błagało Maryję o ratunek. Niektórzy już mówili, że Rosjanie wejdą do Warszawy i to będzie koniec państwa polskiego. Tymczasem 15 sierpnia 1920 roku - w ostatnim dniu nowenny - niespodziewanie nastąpił zwrot. "Maryja wysłuchała naszych próśb. to prawdziwy cud!" - usłyszeli ludzie na Jasnej Górze. Wszyscy płakali z radości. Zwycięską bitwę nazwano "Cudem nad Wisłą".
Cała Polska dziękowała Panu Bogu. Kilka lat później na Jasną Górę przyjechały kobiety, by podziękować naszej Królowej, że wyprosiła nam wolność po latach zaborów i zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej, oraz wręczyć Jej insygnia królewskie (symbole władzy).
U stóp Matki Bożej złożyły złote berło i złote jabłko ozdobione drogocennymi kamieniami, na którym widniał napis: "Królowo Korony Polskiej Królestwa Twego strzeż".
Posłuchajcie, co wtedy powiedziały:
"Zebrane u stóp Jasnogórskiej Królowej dla złożenia wotum wdzięczności za zmartwychwstanie Polski i Cud nad Wisłą - kobiety z całej Polski ślubują stać wiernie i czujnie na straży świętej wiary katolickiej i czystości ducha narodowego, zarówno przy ognisku domowym, jak i w życiu publicznym. Chcemy, by w Polsce panował Chrystus, nauka Jego i zasady; chcemy, aby prawo Boże panowało w naszych rodzinach, w szkołach, gdzie wychowują się nasze dzieci, w sejmie i senacie, gdzie obmyślają ustawy, w urzędach, gdzie ustawy się stosuje. Strzec będziemy świętości rodziny chrześcijańskiej, oparte na nierozerwalności sakramentu małżeństwa, zwalczać będziemy pogańskie obyczaje i bezbożne prawa".
Wiadomo, że obietnic trzeba dotrzymywać, dlatego teraz niech każdy pomyśli o swojej mamie, babci, cioci, pani w szkole i o wszystkich kobietach w Polsce, aby były wierne obietnicom, które przed wielu laty zostały Maryi złożone.


kliknij, aby powiększyć

Poniedziałek 12.12.2016

Światło w nocy zaborów

Na wieńcu adwentowym zapłonęła już trzecia świeca. To znak, że rozpoczęliśmy trzeci tydzień Adwentu. Przychodzicie na modlitwę z lampionami, które rozjaśniają noc, które przypominają, że przygotowujemy Jezusowi drogę do naszych serc. Pokazujemy: "Panie Jezu, popatrz, tu jesteśmy! Przyjdź do nas, prosimy".
Do lampionu, który świeci w ciemności, można porównać Jasną Górę, dom naszej Królowej.
Dziś posłuchajmy o nocy, która zapadła w Polsce na ponad 120 lat. Był to straszny, ciemny, smutny ponadstuletni czas. Jedynym światełkiem nadziei była właśnie Jasna Góra. Polska znalazła się pod panowaniem zaborców, czyli tych, którzy nam Polskę zabrali. Jana góra początkowo była pod panowaniem Prus, a potem Rosji.
Przez ponad 120 lat Polacy nie mieli państwa. To były bardzo ciężkie i smutne czasy niewoli dla naszego narodu. Można powiedzieć, że to była taka długa ciemna noc. Zaborcom nie wystarczyło, że zabrali nam polskie ziemie. Bardzo starali się, by Polacy zapomnieli o Polsce. Chcieli, by stali się Niemcami, Rosjanami lub Austriakami.
Nie mieliśmy wtedy króla, rządu, sejmu, ale na Jasnej Górze mieliśmy nadal Królową. Do Częstochowy wciąż przychodziły pielgrzymki, i to ze wszystkich zaborów. Tam, przy swojej Matce i Królowej, spotykali się Polacy. Przed cudownym obrazem modlili sie o wolność dla ojczyzny.
Obraz Maryi Jasnogórskiej był we wszystkich polskich domach. Pojawiał się na sztandarach powstańców, którzy walczyli o niepodległość. Wielu Polaków za miłość do ojczyzny zostało zesłanych przez cara rosyjskiego na daleką Syberie. Wtedy zawsze zabierali ze sobą obraz Maryi Jasnogórskiej, by przypominał im o ojczyźnie.
W czasach zaborów, kiedy nie mieliśmy państwa, żyli też i tworzyli najlepsi polscy poeci.
Najważniejsze dzieło Adama Mickiewicza, "Pan Tadeusz", zaczyna się od słów: "Panno Święta, co Jasnej bronisz Częstochowy...". Nasz wieszcz wspomina, że jako dziecko został cudownie uzdrowiony dzięki modlitwie do Maryi.
Juliusz Słowacki modli się w wierszu pt. "Hymn o wolność dla Polski": "Bogarodzico, Dziewico! Słuchaj nas, Matko Boża, to ojców naszych śpiew. (...) Bogarodzico! Wolnego ludu śpiew, zanieś przed Boga tron".
Także Henryk Sienkiewicz, który otrzymał literacką Nagrodę Nobla, swoje powieści pisał w czasach zaborów. Jako wotum podarował Maryi Jasnogórskiej swoje pióro, a w pamiątkowej "Księdze jasnogórskiej" ten wielki pisarz wpisał takie słowa: "W Częstochowie na Jasnej Górze bije nieśmiertelne serce polskiego ludu".
Można by wymienić jeszcze wiele nazwisk polskich pisarzy, malarzy i innych artystów, którzy podtrzymywali ducha narodu swoją twórczością. Łączyły ich to, że w swoich dziełach odnosili się do Matki Bożej Częstochowskiej. Poświęcili Jej wiele utworów, które miały najczęściej formę modlitwy, błagania Maryi o pomoc w odzyskaniu wolności.
W końcu modlitwy Polaków zostały wysłuchane. W 1918 roku Polska uzyskała niepodległość.
Najlepszym podsumowaniem dzisiejszego tematu mogą być słowa naszego św. Papieża Jana Pawła II, które w 1983 roku wypowiedział na Jasnej Górze. Posłuchajcie.
"Podczas poprzedniej pielgrzymki do Ojczyzny w 1979 roku powiedziałem na Jasnej Górze, że tutaj zawsze byliśmy wolni. Trudno inaczej wyrazić to, czym stał się obraz Królowej Polski dla wszystkich Polaków w czasie, kiedy ich Ojczyzna została wymazana z mapy Europy jako niepodległe państwo. Tak. Tu, na Jasnej Górze, gdzie mieszkała Królowa Polski, w jakiś sposób zawsze byliśmy wolni. O Jasną Górę opierała się też nadzieja narodu oraz wytrwałe dążenie do odzyskania niepodległości, wyrażane w tych słowach: "Przed Twe ołtarze zanosim błaganie - Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!"
Zapamiętajcie to zdanie: "Tutaj zawsze byliśmy wolni". "Tutaj", czyli na Jasnej Górze. Kochani, my dzisiaj mamy wolną Ojczyznę, mamy swój kraj. Nie musimy błagać: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!", ale śpiewamy: "Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie".
jednak wolności ciągle musimy się uczyć. Bo być wolnym to wcale nie taka prosta sprawa. Być wolnym, to nie znaczy robić, co się chce, bo wtedy można narobić mnóstwo głupstw. Człowiek zamiast wolny może stać się niewolnikiem grzechu. Być wolnym znaczy słuchać Boga. Kiedy człowiek słucha Boga, poznaje prawdę. Bóg nam oświeca drogę, pokazuje, gdzie jest dobro, a gdzie zło.
Maryja zawsze słuchała Pana Boga. Mówiła: "Niech mi się stanie według Słowa Twego". I to jest droga prawdziwej wolności. Słuchać Boga i iść za Jego wskazówkami. Tej wolności nikt nam nie może zabrać.
Prośmy dziś Maryję, żeby nam pomogła, byśmy byli ludźmi wolnymi.


kliknij, aby powiększyć

Piątek 9.12.2016

Maryja otrzymuje papieskie korony

Wczoraj usłyszeliśmy o tym, jak król Jan Kazimierz w katedrze lwowskiej, przed obrazem Matki Bożej Łaskawej złożył ślubowanie, że Maryja będzie Królową Polski. Oczywiście dla Polaków już dużo wcześniej Maryja Jasnogórska była Królową, ale takie uroczyste potwierdzenie tego przez króla miało ogromne znaczenie. Ślubowanie króla Jana Kazimierza nastąpiło wtedy, gdy w naszym kraju działo się źle. Wprawdzie pokonaliśmy Szwedów, potop się zakończył, ale szybko przyszły kolejne wojny. Poza tym Polacy też byli ze sobą skłóceni. Nasza Ojczyzna była coraz bardziej bezbronna wobec wrogów, a im słabsze było nasze państwo, tym częściej nasi przodkowie pielgrzymowali na Jasną Górę. U Królowej Polski modlili się za Polskę. Patrzyli na cudowny obraz i ... czegoś im brakowało. Brakowało Maryi znaku królewskiego panowania. Na cudownym obrazie - ikonie nie było koron. Wymyślono więc, żeby je symbolicznie nałożyć. Zwyczaj nakładania koron na obrazy Maryi czy Jezusa jest bardzo stary. Ludzie w ten prosty sposób chcą pokazać swoją miłość do Maryi i Jezusa. To był też akt poddania się, zgody na to, aby Maryja i Jej Syn panowali nad nami.
Pierwsze koronacje obrazów maryjnych odbywały się tylko w Rzymie. Polacy bardzo pragnęli, by na obrazie jasnogórskim pojawiły się korony, które poświęci sam papież. Sprawa była wyjątkowa, ponieważ do tej pory - poza Rzymem - żaden obraz nie otrzymał papieskich koron. Ojcowie Paulini napisali więc specjalny list do papieża. Wtedy to był Klemens XI. Poprosili w nim o papieskie korony dla jasnogórskiej Królowej Polski. Ojciec Święty zgodził się. Poświęcił korony dla Maryi i Jezusa, i przysłał na Jasną Górę. 8 września 1717 roku odbyła się uroczysta koronacja. Na Jasną Górę ściągnęły tysiące ludzi.
W przyszłym roku minie dokładnie 300 lat od tego wydarzenia. Jasna Góra już 8 września tego roku, czyli w dniu urodzin Matki Bożej, rozpoczęła świętowanie tej okrągłej rocznicy. Dlatego i my przypominamy sobie tę historię.
Niestety w 1909 roku, czyli prawie 200 lat po korowaniu naszej Królowej, korony podarowane przez papieża Klemensa zostały skradzione. Było to wtedy, gdy Polska była pod zaborami. Nie wiadomo kim byli złodzieje. Nigdy ich nie znaleziono. Nie znaleziono też skradzionych koron. Polacy szybko postarali się o nowe. Podarował korony również papież, wtedy Pius X, i już w następnym roku znalazły się one na obrazie. Te, które widzimy na dekoracji adwentowej podarował polski papież św. Jan Paweł II. Na koronie Matki Bożej widnieją słowa: "Totus Tuus" - to znaczy "Cały Twój". Jan Paweł II miał taką dewizę życiową, takie motto życiowe: "Cały Twój, Maryjo". I te właśnie słowa widnieją na koronie Matki Bożej, którą papież pobłogosławił na dzień przed swoją śmiercią 1 kwietnia 2005 roku.
Na koniec jeszcze jedna ważna rzecz. Uwaga, skupcie się! Maryja tak naprawdę nie potrzebuje korony ze złota i drogocennych kamieni. Ona i tak jest Królową bez naszych koron na obrazie, bo w niebie ukoronował Ją sam Pan Jezus. Kiedy dowiedziała się, że ma być Matką Syna Bożego, odpowiedziała krótko: "Oto ja służebnica Pańska". I przez całe życie wypełniała te słowa. Wiernie służyła Bogu i ludziom. Bez wielkiego rozgłosu. Była wierna Bogu aż po krzyż.
I to jest właśnie prawdziwie królewska droga życia. Tego uczy nas Ewangelia: Kto słucha Boga, kto Mu służy pokornie i wiernie ten żyje jak król. Bo przez swoje święte życie może usiąść na tronie samego Boga. To jest niezwykłe! Maryja jest Królową, bo była Służebnicą Boga. Nazywamy Ją Królową Polski, bo chcemy żeby była naszą Patronką, Opiekunką, żeby nam pokazywała sposób na królewskie życie. Wierzymy, że Maryja wyjątkowo służy naszemu narodowi, że chce nam pomagać. Dlatego do adwentowej skarbony wrzucamy nasze modlitwy, postanowienia. Wierzymy, że Maryja zaniesie je przed tron Boga.


kliknij, aby powiększyć

Czwartek 8.12.2016

Maryja Królową Polski

Wczoraj poznaliśmy historię bohaterskiej obrony i cudem uratowanej Jasnej Góry. Pamiętamy, że sama Maryja obroniła ukochane sanktuarium Polaków. Bo po ludzku sądząc, obrońcy Jasnej Góry nie mieli żadnych szans. Było ich zaledwie trzystu, a najeźdźców trzy tysiące.
Wieść o zwycięskiej obronie Jasnej Góry dotarła również do króla Jana Kazimierza, który w tym czasie przebywał w Głogówku na Śląsku. Król odczytał to jako znak z nieba. Zrozumiał, że nie może się poddawać, ale musi stanąć na czele polskich wojsk i pokonać wroga. I, co bardzo ważne, uświadomił sobie, że Maryja z Jasnej Góry opiekuje się narodem polskim. Postanowił działać.
Nie mógł wtedy udać się wprost na Jasną Górę, bo wokół wciąż krążyły wojska szwedzkie, więc ruszył w stronę Lwowa, który kiedyś należał do Polski. We Lwowie, król Jan Kazimierz, swoje pierwsze kroki skierował do katedry. Po uroczystej Mszy Świętej uklęknął przed ołtarzem, przed obrazem Matki Bożej Łaskawej w obecności przedstawiciela papieża, senatorów, szlachty, mieszczan i chłopów i złożył uroczyste ślubowanie. Było to 1 kwietnia 1656 roku. Tę datę trzeba obowiązkowo zapamiętać. Król uznał, że Maryja ma być odtąd Królową Polski i zobowiązał się wobec Niej do kilku rzeczy. Posłuchajmy fragmentu ślubowania króla Jana Kazimierza:
"Wielka Boga Człowieka Matko, Najświętsza Dziewico. Ja, Jan Kazimierz, za zmiłowaniem Syna Twojego, Króla królów, a Pana mojego i Twoim miłosierdziem król, do Najświętszych stóp Twoich przypadłszy, Ciebie dziś za Patronkę moją i za Królową państw moich obieram. Tak samego siebie, jak i moje Królestwo (...) i wszystkie moje ludy Twojej osobliwej opiece i obronie polecam., Twej pomocy i zlitowania w tym klęsk pełnym i opłakanym Królestwa mojego stanie przeciw nieprzyjaciołom Rzymskiego Kościoła pokornie przyzywam. (...)
Przyrzekam, że po wszystkich ziemiach Królestwa mojego cześć i nabożeństwo ku Tobie rozszerzać będę. (...) Przyrzekam ponadto i ślubuję, że po nastaniu pokoju, wraz ze wszystkimi stanami wszelkich będę używał środków, aby lud Królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków wyzwolić. Ty zaś, o najlitościwsza Królowo i Pani, jakoś mnie, senatorów i stany Królestwa mego myślą tych ślubów natchnęła, tak i spraw, abym u Syna Twego łaskę wypełnienia ich uzyskał".
Słowa dość trudne, ale trzeba wiedzieć, co jest w tym ślubowaniu najważniejsze. Po pierwsze, król Jan Kazimierz ogłosił, że Maryja jest Królową Polski. Można powiedzieć, że król zawarł ślub między Polską a Maryją, I odtąd zaczęto nazywać Matkę Bożą "Królową Korony Polskiej". Dzisiaj, gdy Polska nie jest już królestwem, mówimy po prostu "Królowa Polski". Po drugie, król obiecał, że będzie szerzył cześć dla Maryi w całym państwie. I po trzecie, król ślubował także, że postara się o większą sprawiedliwość w państwie.
Na pamiątkę tego ślubowania w Litanii Loretańskiej mamy wezwanie "Maryjo, Królowo Polski, módl się za nami", a trzeciego maja obchodzimy specjalne święto Maryi, Królowej Polski. Chociaż śluby Jana Kazimierza miały miejsce we Lwowie, to jednak nigdy nie było wątpliwości, że Królową Polski powinna być nazwana Maryja Jasnogórska. W Sali Rycerskiej w klasztorze paulinów na Jasnej Górze znajduje się tablica, gdzie słowa ślubów Jana Kazimierza są wypisane. I uwaga! Nadal ten ślub, te słowa, nas obowiązuje. Polska ma za Królową Maryję, Matkę Boga. Jest to Królowa tak dobra, jak mama.
Kiedyś święty Jan Paweł II powiedział, że mamy Królową, która jest Matką i Matkę, która jest Królową. Ma nad nami taką władzę jak mama, która kocha i chce, żeby dzieci były jej posłuszne. Nie musimy się Jej bać, ale powinniśmy Jej słuchać i kochać ją. "Zróbcie wszystko, co mój Syn wam powie" - to jest Jej królewskie polecenie. Kiedy Bóg jest w naszym życiu na pierwszym miejscu, żyjemy naprawdę po królewsku.


kliknij, aby powiększyć

Środa 7.12.2016

Cudowna obrona Jasnej Góry

Cuda, o których mówiliśmy wczoraj, były darami dla pojedynczych ludzi. Dziś chcemy wam opowiedzieć o największym cudzie, jaki wydarzył się na Jasnej Górze. To był dar dla całej Polski, dla całego narodu.
Było to w XVII wieku. Polskę atakowało wtedy wielu wrogów (Szwecja, Rosja, Turcja). W 1655 roku na nasz kraj najechały wojska szwedzkie. W krótkim czasie Szwedzi zalali Polskę. Nie wodą oczywiście, ale swoimi wojskami. Cały kraj znalazł się w niewoli szwedzkiej. Król Jan Kazimierz schronił się na zamku w Głogówku na Śląsku. Tymczasem wojska szwedzkie podeszły pod wały Jasnej Góry. Szwedzi zażądali, by wpuścić ich do klasztoru. Ku swojemu zaskoczeniu napotkali zdecydowany opór. Przeorem, czyli przełożonym klasztoru, był wtedy ojciec Augustyn Kordecki, który grzecznie, ale stanowczo, odmówił Szwedom otwarcia bram klasztoru. To ich bardzo rozzłościło i w odpowiedzi rozpoczęli oblężenie. Byli pewni, że błyskawicznie zdobędą Jasną Górę, dowódca Szwedów wyraził się z pogardą: "ten kurnik".
"Mijały dni, tygodnie. Szwedzi z armat ostrzeliwali mury Jasnej Góry. Przez 6 tygodni klasztoru broniło trzystu ludzi, a atakowało 3 tysiące żołnierzy wroga. A w kaplicy dzień i noc zanoszono modlitwy do Maryi. Na zmianę przed ołtarzem leżeli krzyżem rycerze, mieszczenie i mnisi, błagając Boga o zmiłowanie. Słowa modlitwy "Pod Twoją obronę uciekamy sie święta Boża Rodzicielko" nabrały mocnego znaczenia.
Wszystkim dodawał ducha nieustraszony ojciec Kordecki. Widziano go wszędzie. Modlił się żarliwie w kaplicy, z krzyżem obiegał wały, pocieszał wątpiących, opatrywał rannych. Szwedzi byli coraz bardziej wściekli. Próbowali nawet podkopać mury i klasztor wysadzić w powietrze, ale że zbudowany był na skale - nie dali rady.
Najgorszy atak nastąpił w sama Wigilię Bożego Narodzenia. Szwedzi ruszyli na Jasną Górę wszystkimi siłami, ale obrońcy wytrzymali tę nawałę. W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia zrezygnowali i wycofali się spod Jasnej Góry. Przeor Kordecki zaintonował hymn "Ciebie, Boże, wielbimy". A potem ufundował przepiękną monstrancję jako wotum za ocalenie". Po ludzku sądząc, obrońcy Jasnej Góry nie mieli żadnych szans. Przewaga wroga była dziesięciokrotna. Nikt nie miał wątpliwości - to był cud! Sama Maryja obroniła ukochane sanktuarium Polaków. Wiadomość o bohaterskiej obronie i cudem uratowanej Jasnej Górze szybko rozniosła się po całej Polsce. To było jak głos trąby, który obudził Polaków ze snu. Do tej pory ludzie byli skłóceni, ale kiedy dowiedzieli się, że Szwedzi podnieśli rękę na największą świętość, wszyscy zjednoczyli się przeciwko wrogom i szybko ich pokonali. Zrozumieli też, że Maryja Jasnogórska jako Matka i Królowa dana jest ku obronie narodu polskiego.
My też dzisiaj musimy toczyć rożne bitwy. Szwedzi nam już dzisiaj nie zagrażają i nie musimy walczyć za pomocą broni, armat, czy czołgów. Ale musimy pokonywać wroga, którym jest szatan. Na pewno nieraz słyszycie takie pokusy: "Po co chodzisz do kościoła?"; "Po co wstajesz rano na Roraty?"; "Nie słuchaj rodziców, rób, co chcesz" i tak dalej. Zły duch ciągle nas kusi do złego i zniechęca do czynienia dobra. Dobro wydaje się nam trudniejsze niż zło. A Pan Jezus mówi, że droga szeroka i łatwa prowadzi do piekła, a bardziej stroma i wąska prowadzi do nieba.
Czasem musimy także bronić imienia Pana Boga, Maryi lub Kościoła przed ludźmi, którzy wyśmiewają się z naszej wiary. Wiary nie wolno się wstydzić! Tak jak obrońcy Jasnej Góry z dumą powinniśmy przyznawać się, że jesteśmy katolikami, że kochamy Jezusa i Maryję.
Jest taka ważna cecha człowieka, a mianowicie męstwo. To też dar Ducha Świętego. Męstwo pomaga w chwili próby, czyli w czasie ataku, dobrze, właściwie, odważnie się zachować. Nasze życie musi być taką twierdzą jak Jasna Góra, żeby żaden wróg nas nie pokonał. Możemy być tak mężni i odważni jak ojciec Kordecki. Trzeba tylko ufać Bogu.


kliknij, aby powiększyć

Wtorek 6.12.2016

Księga cudów i łask

Wspominamy dziś dobrego, świętego biskupa, który żył bardzo dawno, ponad 1700 lat temu. Przez wiele lat był biskupem w Mirze, to dzisiaj południe Turcji. Znany był z wyjątkowej dobroci, otwartego serca dla każdego biednego i potrzebującego jakiejkolwiek pomocy. Legenda głosi, że nocą, kiedy nikt nie widział, biskup Mikołaj wrzucał do domów biednych ludzi albo pieniądze, albo inne potrzebne rzeczy. Na pamiątkę tego do dzisiaj pozostał zwyczaj obdarowywania dzieci z okazji Jego święta.
Legendy mówią nawet o cudach wypraszanych przez biskupa Mikołaja. Podobno kiedyś swoją modlitwą podczas gwałtowanej burzy na otwartym morzu uratował rybaków od utonięcia. A trzej ludzie zamordowani przez hotelarza, ponieważ nie mieli pieniędzy na opłacenie noclegu, zostali przez Mikołaja wskrzeszeni.
Podobne, i jeszcze większe, cuda od sześciuset lat wypraszają ludzie u Matki Bożej na Jasnej Górze.
Od chwili umieszczenia cudownego obrazu Matki Bożej w klasztorze Paulini obserwowali, że wokół dzieją się nadzwyczajne i niewytłumaczalne rzeczy. Widzieli ludzi przychodzących tu nie tylko z całej Polski, ale i z krajów sąsiednich, którzy odchodzili stąd inni. Na szczęście dość szybko wszystko skrupulatnie, bardzo dokładnie zapisywali.
Zanim jednak powstały pierwsze księgi jasnogórskich cudów i łask w innych kronikach istniał zapis o najstarszym uznanym cudzie uzdrowienia na Jasnej Górze.
Był rok 1392. Do Matki Bożej z Wilna, oddalonego o jakieś 700 kilometrów od Częstochowy, przyprowadzono niewidomego malarza Jakuba Wężyka. Wyobrażacie sobie? W czasach, gdy nie było samochodów, pokonał odległość jak z Zakopanego do Gdyni. Wszystko po to, by spotkać się z Maryją. I co się okazało?
Podczas żarliwej modlitwy w kaplicy jasnogórskiej malarz odzyskał wzrok. Podobno potem królowa Jadwiga zaprosiła malarza Jakuba Wężyka do Krakowa na zamek wawelski, gdzie przebywał już do końca życia.
Nikt nie potrafi tak słuchać jak Matka Boża. Ona słuchała Boga od dziecka. I dzisiaj Maryja słucha ludzi. A potem wszystkie prośby, to, co mówią do Niej sercem zanosi przed tron swojego Syna.
Niedawno ukazała się książka o najnowszych, cudownych zdarzeniach, a w Radiu Jasna Góra jeden z Paulinów codziennie o nich opowiada. Posłuchajcie. "Z czasem do opisywanych cudów ludzie zaczęli dołączać zdjęcia. Pierwszym opisanym cudem ze zdjęciem jest historia małego Janka, który przyjechał z rodzicami na Jasną Górę bardzo ciężko chory. Lekarze nie umieli mu pomóc. Już w drodze powrotnej - jak opisywali rodzice - ich dziecko było bardzo radosne, jakby nigdy nie chorowało. W tej samej księdze opisane jest uzdrowienie pięcioletniej Józi Kostro. Mama przyjechała z nią 3 lipca 1908 roku z parafialną pielgrzymką spod Łomży. Trzymała na rękach swoją niewidomą od urodzenia córeczkę, kiedy nagle dziewczynka odezwała się: "Mamusiu, ja widzę Matkę Bożą, widzę Ciebie, mamusiu". Wydarzenie było tak niezwykłe, że pisano o niej nawet w prasie zagranicznej".
Maryja słuchała słów Boga i wypełniała je, i wciąż słucha wszystkich, którzy do niej przychodzą.
My mamy z tym czasem problem. Spróbujmy do niedzieli mniej mówić, a więcej słuchać. Mamy, taty, pani w szkole, kolegów w klasie. Nie chodzi o to żeby słyszeć, bo uszy mają wszyscy. Chodzi o to, żeby się uważnie wsłuchać.


kliknij, aby powiększyć

Poniedziałek 5.12.2016

Zraniony obraz
oraz królowie w domu Królowej


Za nami już pierwszy tydzień Adwentu. Czekając na Pana Jezusa, przygotowujemy serca na Jego przyjście. W tym roku przeżywamy Adwent razem z Maryją Jasnogórską, Królową Polski. Ona ciągle wskazuje nam drogę - Jezusa, swojego Syna. On jest prawdziwym Królem naszych serc.
Maryja wciąż przynosi każdego z nas przed oblicze swojego Syna, szczególnie wtedy, gdy jesteśmy "sparaliżowani" naszymi grzechami, chorobą, smutkiem, kiedy brakuje nam sił. Maryja wszystkie nasze sprawy zanosi do Jezusa, bo wie, że tylko On najlepiej je rozwiąże. Wskazuje nam do Niego drogę, jest naszą Przewodniczką.
Zwróćmy uwagę na twarz Maryi. Na prawym policzku Matki Bożej są 3 blizny. Dwie rozszerzają się w kierunku szyi, a trzecia, pozioma, przecina je na wysokości. Oprócz tych jest jeszcze 6 blizn na szyi Maryi. O tych bliznach mało kto wie, bo nie widać ich dobrze, ponieważ przysłania je ozdobna sukienka. Rysy na obrazie Matki Bożej Częstochowskiej są bolesną "pamiątką" wydarzeń z XV wieku. Były to czasy panowania Władysława Jagiełły. Jasna Góra stawała się coraz bardziej sławna. Ludzie pielgrzymowali tu coraz częściej, ofiarowali Maryi wota. Często cenne przedmioty ze złota, srebra, ozdobione szlachetnymi kamieniami.
Takie skarby zaczęły kusić złodziei. A klasztor nie był jeszcze wtedy murowany, tylko drewniany, i przede wszystkim nie miał murów obronnych. I właśnie w 1430 roku, podczas Świąt Wielkanocnych, na klasztor napadła banda złodziei. Opisał to tragiczne zdarzenie wielki polski historyk Jan Długosz, który żył w tym czasie. Posłuchajcie.
"Niektórzy ze szlachty polskiej, wyniszczeni marnotrawstwem i obciążeni długami, mniemając, że klasztor częstochowski na Jasnej Górze, posiadał wielkie skarby i pieniądze, zebrawszy z Czech, Moraw i Śląska łotrzyków w dzień świąteczny wielkanocny napadli na klasztor paulinów. A nie znalazłszy w nim spodziewanych skarbów, sięgnęli ręce do naczyń i sprzętów kościelnych, kielichów, krzyżów i ozdób. Nawet obraz Najchwalebniejszej Pani odarli z złota i klejnotów, którymi go ludzie pobożni przyozdobili. Nie poprzestając na tej grabieży, twarz obrazu mieczami na wylot przebili, a ołtarz, na którym był pogruchotali".
Była to straszna historia. Podczas tego napadu klasztor został spalony, a zakonnicy mieszkający w nim zabici. Złoczyńcy dopuścili się napadu, kradzieży, zniszczenia i zabójstwa, a także grzechu świętokradztwa. Wtedy napastnicy chcieli ukraść nie tylko skarby, ale i sam obraz. Jednak wyobraźcie sobie, że kiedy już wyjeżdżali z Jasnej Góry z wozami pełnymi łupów, kilkaset metrów za klasztorem ich konie nagle... stanęły. Nie chciały dalej ruszyć. Nie pomagały krzyki ani bicie koni. Wtedy jeden ze zbójców z okropną złością rzucił obraz na ziemię. Obraz rozpadł się na trzy części. A inny złoczyńca uderzył jeszcze szablą w twarz Maryi.
Tam, gdzie to się stało, wytrysnęło źródło. Ludzie postawili krzyż, a potem kościół św. Barbary i kaplicę, w której znajduje się cudowne źródełko.
W całej Polsce wszyscy przejęci byli tragicznymi wydarzeniami na Jasnej Górze. Król Władysław Jagiełło również. Sam był wielkim czcicielem Matki Bożej Jasnogórskiej. Kilka lat wcześniej napisał specjalny dokument, który do dziś znajduje się w klasztorze. Obiecał w nim, że bierze klasztor pod swoją królewską opiekę. Król Jagiełło sprowadził zniszczony obraz do Krakowa i zaprosił najlepszych malarzy z Polski i z zagranicy, aby naprawili ikonę. Artyści poskładali obraz, odnowili, ale ślady po ciosach zadanych Maryi przez złoczyńców pozostały. Niektórzy mówią, że malarze nie potrafili usunąć i zamalować blizn. Twierdzą, że Bóg chce, aby ślad tej zbrodni pozostał na zawsze na obrazie, żeby kolejne pokolenia upominał i przypominał o tym wydarzeniu.
Rany na twarzy Matki Bożej przypominają nam, że Maryja zawsze cierpi, kiedy grzeszymy. Tak jak mama, która czasem nawet płacze, kiedy jej dziecko źle się zachowuje, kiedy jest nieposłuszne. To bardzo boli każdą mamę.
Przypominajcie sobie o tym zawsze, kiedy będziecie patrzeć na obraz Matki Bożej Częstochowskiej, na blizny na Jej twarzy. Pamiętajcie, że rani nie tylko szabla, miecz, ale czasem większy ból sprawiają nasze słowa, zachowanie czy nawet obojętność.
O odnowę obrazu jasnogórskiego zatroszczył się Władysław Jagiełło. Był on pierwszym królem Polski, który zaopiekował się jasnogórskim klasztorem. Na Jasną Górę pielgrzymowali też inni nasi władcy i królowie Polski. Prosili oni Maryję o łaski dla siebie i dla całego kraju. Wielu z nich zostawiało tam bardzo cenne wota. Władysław Jagiełło razem ze swoim rycerstwem prosił Maryję o pomoc przed słynną bitwą pod Grunwaldem. Wojsko przed samą bitwą z Krzyżakami śpiewało hymn "Bogurodzica". To najstarsza pieśń religijna, która przez jakiś czas była nawet naszym hymnem, pierwszą pieśnią narodową.
Jagiełło po zwycięskiej bitwie dziękował Maryi. Cudowny obraz na Jasnej Górze kazał ozdobić złotą blachą z promieniami dookoła głowy. Nasz kraj był wtedy w Europie potęgą. Syn Jagiełły, Kazimierz Jagiellończyk, od razu po koronacji przyjechał na Jasną Górę.
Kolejnym królewskim pielgrzymem był Zygmunt Stary. Na Jasnej Górze zostawił srebrny krzyż z napisem: "Zygmunt z Bożej łaski król Polski, 1510". Po zwycięstwach w bitwach z Rosjanami ofiarował zdobyte chorągwie i monstrancje.
Inny słynny król Stefan Batory, ofiarował Maryi swój miecz z rękojeścią wykładaną turkusami oraz różaniec.
Jednak chyba największe przywiązanie do Jasnej Góry okazywał król Zygmunt III Waza. To ten król, który stolicę Polski przeniósł z Krakowa do Warszawy. On rozpoczął budowę murów obronnych wokół klasztoru. Dzieło dokończył jego syn, król Władysław IV Waza. Dzięki temu Jasna Góra zamieniła się w twierdzę. Okazało się to bardzo przydatne za czasów króla Jana Kazimierza, kiedy to Jasną Górę próbowali zdobyć Szwedzi.
Musimy jeszcze wspomnieć jednego króla Polski - Jana III Sobieskiego. Był on słynnym wodzem. Kiedy Turcy zaatakowali Europę, Sobieski wyruszył pod Wiedeń. Przed wyprawą zatrzymał się na Jasnej Górze. Paulini podarowali mu wtedy obraz Matki Bożej, który zabrał ze sobą. Pod Wiedniem Sobieski odniósł wielkie zwycięstwo. Po bitwie jako wotum dla Maryi ofiarował namiot wodza tureckiego i inne zdobyte kosztowności.
Wszyscy kolejni królowie odwiedzali Jasną Górę. Tylko jeden król Polski, Stanisław August Poniatowski, nie był u Maryi Jasnogórskiej. Podobno zapowiedział, że przyjedzie, wszyscy byli przygotowani na jego przybycie, ale niestety, król nie pojawił się. Okazało się, że był on ostatnim polskim królem. Za jego panowania Polska utraciła niepodległość. Jasna Góra stała się dla Polaków duchową stolicą naszej ojczyzny. U Maryi Częstochowskiej wszyscy królowie szukali opieki. My też dołączamy do królewskich pielgrzymów. Kimkolwiek będziemy, ważne jest, że aby dobrze służyć ojczyźnie, trzeba prosić o siły Maryję. Ona wszystkie nasze prośby zanosi do Jezusa.
Dziś pomódlmy się do Matki Bożej Jasnogórskiej w intencji naszego prezydenta.


kliknij, aby powiększyć

Piątek 2.12.2016

Wota

Przypomnijmy sobie, co zdarzyło się w domu, o którym przed chwilą usłyszeliśmy w Ewangelii według świętego Mateusza. Do Pana Jezusa podeszło dwóch niewidomych, głośno prosząc, by im przywrócił wzrok. "Wierzycie, że mogę to uczynić?" - zapytał ich Jezus, a oni przytaknęli.
Gdy Pan Jezus dotknął oczu niewidomych - otworzyły się. Pan Jezus ich uzdrowił, ale bardzo prosił, by nikomu o tym nie mówili. Ale jak tu milczeć, kiedy nareszcie zobaczyli światło, kolory, twarze ludzi. Byli tak szczęśliwi, że jak tylko wyszli z domu, od razu wszystkim o tym opowiadali.
Pan Jezus dziś też uzdrawia. Często uzdrowienia czy inne łaski wypraszają nam święci i przede wszystkim Matka Boża. Tak też było od samego początku na Jasnej Górze. Ludzie modlili się przed Jej cudownym wizerunkiem, a Ona wypraszała potrzebne łaski. W jednej z książek o Jasnej Górze opisana jest taka historia. Posłuchajcie.
"Zakonnicy, jeden za drugim, z rękami wsuniętymi w szerokie rękawy habitów i pochylonymi głowami, zaczęli wychodzić z kaplicy. Nastała cisza. Po chwili do kaplicy wszedł chłopiec. Za nim kobieta z dzieckiem na rękach zawiniętym w chustę. Za nią weszło kilka osób. Zatrzymali się przy drzwiach. Kobieta podeszła bliżej, całkiem blisko. Pełna wiary w to, co niemożliwe, uklękła tuż przed obrazem i pochyliła głowę nisko, niemal do ziemi. Dziecko nawet nie drgnęło.
Po chwili spojrzała na obraz Matki Najświętszej. W przejmującej ciszy rozległ się jej ledwie słyszalny szept: "Ty trzymasz Synka na ręku i ja trzymam synka na ręku"... Na dziecko poleciały łzy. Jedna po drugiej. Kobieta kołysała zawiniątko w przód, w tył, w przód, w tył. Coraz bardziej, jakby chciała je ofiarować, podać Matce Najświętszej. W pewnej chwili... dziecko... zapłakało cicho, wyciągnęło ręce do swej mamy, a ona patrzyła, jakby nie wierzyła w to, w co uwierzyła, zanim tu przyszła".
Niezwykła historia, prawda? Jedna z pierwszych, jaka wydarzyła się przy obrazie Matki Bożej na Jasnej Górze. Od samego początku, kiedy tylko ikona pojawiła się na jasnej Górze, ludzie przychodzili do Matki Bożej ze swoimi sprawami, opowiadali o swoim życiu, a Ona słuchała i opowiadała swojemu Synowi i wypraszała dla nich łaski. Na Jasnej Górze są dziesiątki tysięcy wotów. Wiszą jeden przy drugim - różańce, korale z bursztynu, złote serduszka, a nawet kule niepełnosprawnych, laski niewidomych i modele statków czy odlewy uzdrowionych części ciała. Te przedmioty pokazują, ile modlitw zostało wysłuchanych.
Pewnie każdy z Was chciałby szepnąć Maryi o swoich sprawach. Może ktoś czuje się samotny, nie umie dogadać się z kolegami w klasie, może rodzice często się kłócą, może mama martwi się, jak przygotuje święta, a może ktoś bliski jest bardzo ciężko chory. Przy naszej dekoracji stoi coś, co wygląda jak skarbonka, szkatułka... Co to jest? Niech to będzie skarbonka. Ale nie na pieniądze, ale na skarby pochodzące wprost z Waszego serca. Na Jasnej Górze ludzie zostawiają bardzo często swoje prośby i podziękowania. My na Jasną Górę teraz nie pojedziemy, ale właśnie w tej szkatułce może swoje prośby zostawić.
Pomyślcie wieczorem, jaki dar oprócz próśb przyniesiecie Matce Bożej, może macie jakieś postanowienia, jakąś obietnicę czy podziękowanie. Na zakończenie Adwentu naszą skarbonkę złożymy w stajence przy żłóbku, a od razu po świętach Bożego Narodzenia wszystkie prośby, podziękowania, obietnice prześlemy do Matki Bożej na Jasną Górę.


kliknij, aby powiększyć

Czwartek 1.12.2016

Paulini

Dziś pierwszy czwartek grudnia. Każdego miesiąca w pierwszy czwartek modlimy się za kapłanów i o nowe powołania kapłańskie i zakonne. Tak się dobrze składa, że dziś właśnie będziemy mówić o paulinach, czyli zakonnikach. Od setek lat są oni opiekunami i strażnikami Jasnej Góry. Jak paulini znaleźli się z Częstochowie?
To było w 1382 roku, czyli pod koniec XIV wieku. Książę Władysław Opolczyk planował zostawić obraz w Opolu, ale ostatecznie zdecydował, że zawiezie go do Częstochowy. Tam, na wzgórzu, był kościół pod wezwaniem Matki Bożej. Potem z Węgier sprowadził 16 paulinów i zbudował dla nich klasztor. Paulini zamieszkali przy kościele i nazwali to miejsce Jasną Górą. Podobno tak też nazywał się węgierski klasztor, z którego przywędrowali.
Ale drugim powodem nazwania tego miejsca Jasną Górą było to, że przy cudownym obrazie ludzie wypraszali coraz więcej łask. Paulini widzieli, że z tego miejsca ludzie odchodzą inni. I górę starej Częstochowy nazwali Jasną Górą, gdzie Matka Boża "jaśnieje cudami".
Od tamtego czasu, czyli od XIV wieku, zakonnicy w białych habitach służą Maryi i strzegą Jej cudownej ikony. Dbają o pielgrzymów, oprowadzają ich, odprawiają Msze, spowiadają od rana do wieczora, opiekują sie zakrystią, zajmują się kaplicą, dyżurują na furcie, czyli przy wejściu do klasztoru. Są gospodarzami sanktuarium. Jedno zadanie mają bardzo oryginalne. Kilku z nich trzy razy w ciągu dnia rzuca swoje zajęcia i biegnie do cudownej kaplicy. Tam, na chórze po lewej stronie, tworzą mini orkiestrę z trąbek i innych instrumentów dętych i o szóstej, dwunastej oraz o czternastej grają tzw. intrady, czyli krótkie utwory, specjalnie napisane na moment zasłonięcia i odsłonięcia obrazu Maryi w kaplicy. Posłuchajmy teraz intrady "Na powitanie Królowej". Niektórzy mówią, że najpiękniejszej.
Pomódlmy się za paulinów i o nowe powołania kapłańskie i zakonne, żeby nigdy nie zabrakło ludzi, którzy oddają swoje życie, by służyć Panu Bogu i Kościołowi.


kliknij, aby powiększyć

Środa 30.11.2016

Maryja wskazuje drogę - Jezusa

Dzisiaj będziemy uczyć się patrzenia. To znaczy przypatrzymy się dokładnie wizerunkowi Maryi i Jej Syna. Wielu ludzi patrzy bowiem i nie widzi tego, co jest ważne. Chcemy popatrzeć bardzo uważnie na obraz Maryi, żeby rozumieć to, co widzimy, to, co przedstawia.
Ikona z Jasnej Góry namalowana jest na desce lipowej, ma ponad 120 cm wysokości i ponad 80 cm szerokości. Przedstawia ona Maryję i Dzieciątko, które Matka podtrzymuje na lewej ręce. Taki układ postaci spotykamy też na innych wizerunkach. Ten sposób przedstawiania, taki rodzaj ikony, nazywa się HODEGETRIA. Co oznacza to greckie słowo? Hodos - to znaczy droga, a hodegetria to przewodniczka albo wskazująca drogę.
Patrząc na obraz zwróćcie uwagę na prawą dłoń Maryi. Na kogo wskazuje Matka Boża? Na Jezusa, Swojego Syna, na Zbawiciela świata. On jest dla nas drogą, prawdą i życiem. Popatrzcie również na twarz Matki Najświętszej. Jakie są Jej oczy? Jej twarz jest bardzo piękna i młoda. Trochę smutna, zatroskana, poważna. Kiedy mama jest smutna lub poważna? Kiedy ma kłopoty ze swoimi dziećmi, kiedy martwi się o was, czy wyrośniecie na dobrych ludzi, czy coś złego was nie spotka... Mama zawsze troszczy się o swoje dzieci. A Maryja jest nie tylko Matką Jezusa, jest też naszą Matką. Kiedy więc patrzy na nas, często ma powód do zmartwienia. Spróbujmy teraz połączyć spojrzenie Maryi i gest Jej prawej dłoni. Co mówi Matka Boża? Martwi się o nas i wskazuje nam na Jezusa.
Mówi: "Zróbcie to, co mówi Jezus, bądźcie Mu posłuszni. A On da Wam Ewangelię, czyli Dobrą Nowinę, i wam pobłogosławi".
Ciekawie o Maryi pisze Jan Długosz: "Obraz Maryi (...) o przeładnym wyrazie twarzy, która spoglądających przenika szczególną pobożnością - jakbyś na żywą patrzył". Wszyscy, którzy często modlą się w kaplicy na Jasnej Górze mówią, że obojętnie, w jakiej części kaplicy stoisz, masz wrażenie, jakby Matka Boża na ciebie patrzyła.


kliknij, aby powiększyć

Wtorek 29.11.2016

Legenda o obrazie

Lampiony przypominają nam, że w Adwencie czekamy na Jezusa, który jest Światłem świata. Mówiliśmy wczoraj o tym, że na polskiej ziemi jest taka jedna góra, której nazwa wiąże się ze światłem. Można powiedzieć, że to miejsce jest takim wielkim lampionem, który świeci od ponad 600 lat. Wiele razy, kiedy w Polsce panowały ciemności, czyli wojny albo zabory, tam, na tej górze, płonęło światło nadziei.
Obraz jasnogórski kryje w sobie wiele tajemnic. Będziemy je stopniowo odkrywać. Pierwsza tajemnica: kto namalował ten obraz? Artyści, którzy malują zwykłe obrazy, na ogół je podpisują, żeby wszyscy o nich wiedzieli, żeby ich podziwiali, żeby stali się sławni. Ze starymi obrazami Maryi, Pana Jezusa lub świętych jest inaczej. Otóż często takie wizerunki malowali mnisi, zakonnicy lub zakonnice, albo ludzie świeccy, ale żyjący bardzo blisko z Panem Bogiem. Oni nigdy nie podpisywali się na takich obrazach, bo chcieli, aby ludzie modlili się przed tymi wizerunkami, a nie podziwiali tylko ich piękno. Pewien typ obrazów nazywamy ikonami. Najczęściej malowano je na deskach pokrytych złotem. Może ktoś ma w domu jakąś ikonę, zapytajcie rodziców. Te obrazy są dla nas oknami na niebo. Tak je często nazywano, bo dzięki nim możemy patrzeć w stronę Jezusa, Maryi i Świętych. A Oni patrzą na nas. Obrazy pomagają nam się modlić, dzięki nim możemy łatwiej zwracać się do Maryi i do Jezusa. Pamiętajcie o tym. Obraz Matki Bożej Częstochowskiej jest taką właśnie ikoną, przeznaczoną do świątyni, przedstawiającą Maryję z Dzieciątkiem. Wiadomo, że w 1382 roku obraz znalazł się na Jasnej Górze pod opieką paulinów. Podarował go książę Władysław Opolczyk. Ale ciekawe, skąd książę wziął ten obraz? I to jest właśnie zagadka. Nikt tego nie wie. Istnieje jednak piękna stara legenda. Słuchajcie uważnie, ponieważ w każdej legendzie jest trochę prawdy: "Po wniebowzięciu Maryi chrześcijanie z Jerozolimy prosili Łukasza, by namalował matkę Jezusa. Ludzie wiedzieli, że wierny uczeń i towarzysz Pawła jest też malarzem i tworzy piękne ikony. Na desce ze stołu, przy którym Maryja ze swoją rodziną codziennie zasiadała do posiłków, przy którym pracowała i modliła się, Łukasz namalował Jej wizerunek tak, jak Ją zapamiętał".
Nie wiemy czy św. Łukasz kiedykolwiek namalował obraz Maryi farbami. Ale wiemy, że na pewno namalował go słowami. Bo to właśnie On w Ewangelii zostawił nam najwięcej wiadomości o Maryi. Można powiedzieć, że "napisał" obraz Matki Pana Jezusa.
Obraz Matki Bożej Częstochowskiej od początku otoczony był wielką czcią i zasłynął cudami. Z Jerozolimy trafił do Konstantynopola, a stamtąd na Ruś, do miasta Bełz. To miasto dostało się w ręce polskiego księcia Władysława Opolczyka. Kiedy napadli na nie Tatarzy, książę dzielnie się bronił i prosił Maryję o pomoc. W pewnej chwili zamek otoczyła mgła i nieprzyjaciel zupełnie się pogubił. Dzięki temu książę wydostał się z zamku i zabrał ze sobą obraz. Wtedy złożył ślub, że wybuduje kościół i klasztor oraz umieści tam obraz. Wybrał Jasną Górę. Dlaczego właśnie to miejsce? O tym dowiemy się w kolejne dni.


kliknij, aby powiększyć

Poniedziałek 28.11.2016

W domu Matki Bożej

Adwent to czas, który przygotowuje nas do Bożego Narodzenia, czyli do spotkania z Jezusem. A do ważnego spotkania - jak wiadomo - trzeba się przygotować. Wyobrażacie sobie, gdyby ktoś dowiedział się, że za miesiąc ma spotkać się z prezydentem albo z papieżem? ... Już widzę te przygotowania... Niektórzy to chyba nawet spać by nie mogli. A my? Przygotowujemy się teraz, w czasie Adwentu, na spotkanie z samym Bogiem, więc przygotowania muszą być nadzwyczajne. Przede wszystkim trzeba słuchać tego, co mówi do nas Pan Bóg. Sama Matka Boża nam powiedziała: "Zróbcie wszystko, co Jezus wam powie".
W tym roku na spotkanie z Panem Jezusem nie pójdziemy sami. Adwentową drogą pójdzie z nami sama Matka Boża, mama Jezusa. Ona, podobnie jak my, czekała na urodzenie swojego Syna. Ona jest patronką każdego Adwentu.
Na naszej adwentowej dekoracji widnieje napis: "W domu Królowej". Nie chodzi oczywiście o zwiedzanie pałacu królowej angielskiej, chociaż jest on tak ogromny, że byłoby o czym mówić przez cały Adwent. Poznamy miejsce dużo, dużo ważniejsze, najważniejsze dla nas. Poznamy najważniejsze sanktuarium Polaków. Tym miejscem jest Jasna Góra - tam znajduje się dom naszej Królowej Polski. Posłuchajcie uważnie, jak o nim mówił św. Jan Paweł II, kiedy po raz pierwszy przyjechał na Jasną Górę jako papież:
"Przyzwyczaili się Polacy wszystkie niezliczone sprawy swojego życia, różne jego momenty ważne, rozstrzygające, chwile odpowiedzialne, jak wybór drogi życiowej czy powołania, jak narodziny dziecka, jak matura, czyli egzamin dojrzałości, jak tyle innych... wiązać z tym miejscem, z tym sanktuarium. Przyzwyczaili się ze wszystkim przychodzić na Jasną Górę, aby mówić o wszystkim swojej Matce - Tej, która tutaj nie tylko ma swój obraz, swój wizerunek, jeden z najbardziej znanych i najbardziej czczonych na całym świeci - ale która tutaj w jakiś szczególny sposób jest. Jest obecna. (...) Przyzwyczaili się do tego Polacy". (4 czerwca 1979 r.)
Święty Jan Paweł II mówił jeszcze wtedy, że aby usłyszeć, z jakimi sprawami przychodzą Polacy do Matki Bożej, "trzeba przyłożyć ucho do tego miejsca", do Serca Matki i Królowej. I właśnie tak zrobimy. Podczas spotkań adwentowych będziemy przykładać ucho do Serca Matki Bożej, naszej Królowej, do Jej domu na Jasnej Górze, i będziemy słuchać, co się tam przez wieki wydarzyło, kto tam mieszka, kto opiekuje się Jej domem, kto do Niej przychodzi.
Niech światło z Jasnej Góry - Matka Boża, nasza Królowa - wskazuje nam drogę do spotkania z Panem Jezusem w Boże Narodzenie. Jutro opowiem o najważniejszej mieszkance wzgórza jasnogórskiego, o Matce Bożej. Pozdrówmy Ją słowami archanioła Gabriela i prośmy, by szła razem z nami adwentową drogą: "Zdrowaś, Maryjo..."