Wiernie i radośnie trwajcie w rozpoczętym dziele. św. Aniela Merici


ADWENT 2017

"Strażnik Skarbów"

kliknij, aby powiększyć

Piątek 22.12.2017

Święty Józef

W jednej z modlitw eucharystycznych ksiądz tak zwraca się do Boga: "Niech On nas uczyni wiecznym darem dla Ciebie, abyśmy otrzymali dziedzictwo z Twoimi wybranymi, przede wszystkim z Najświętszą Dziewicą, Bogurodzicą Maryją, ze świętymi apostołami i męczennikami, i wszystkimi świętymi, którzy nieustannie orędują za nami u Ciebie".
Słyszycie? Święci nieustannie orędują za nami u Boga. Nieustannie się za nas modlą. A szczególnie wtedy, gdy ich o to prosimy. I w tych sprawach, o które prosimy. Szczególne miejsce wśród świętych zajmuje bohater i patron naszego Adwentu - św. Józef. Jest jednym z największych świętych i wyprasza nam u Boga wiele łask.
A skąd to wiemy? Ano stąd, że wielu ludzi potwierdza, że pomógł im św. Józef. Często są to sprawy związane z codziennym życie, czasem są to zdarzenia tak "mocne" jak historia ze schodami w Santa Fe, o której słyszeliśmy. Opieki św. Józefa doświadczają czasami całe grupy ludzi, tak jak to zdarzyło się podczas wojny księżom uwięzionym w obozie koncentracyjnym w Dachau. Posłuchajcie.
Ta historia zdarzyła się, gdy II wojna światowa dobiegała końca. Prawie cała Europa była uwolniona od Niemców, ale Dachau wciąż jeszcze znajdowało się w ich rękach. W tamtejszym obozie koncentracyjnym, oprócz innych więźniów, przebywało w straszliwych warunkach wielu księży, w większości Polaków.
Gdy front zbliżał się do Dachau, sytuacja stała się krytyczna. Esesmani zaczęli wyprowadzać grupy więźniów i rozstrzeliwać ich za obozem. Księża, widząc, co się dzieje, postanowili odprawić nowennę do św. Józefa. Przez 9 dni prosili św. Józefa o cud ocalenia. W ostatnim dniu nowenny 800 kapłanów i osoby świeckie odmówili akt oddania się w opiekę św. Józefa. Więźniowie zobowiązali się, że po wyzwoleniu będą szerzyć cześć św. Józefa i że będą pielgrzymować do jego sanktuarium w Kaliszu.
nie wiedzieli, ze wyrok na nich już zapadł. Dowódca SS Heinrich Himmler wydał tajny rozkaz, w którym nakazał likwidację obozu. Oznaczało to, że wszyscy więźniowie mają zostać zabici. 29 kwietnia na dany znak do obozu mieli wkroczyć żołnierze i zrównać z ziemią wszystko - zabudowania wraz z ludźmi. Nieoczekiwanie jednak do obozu z kilka stron, kilka godzin przed zaplanowaną akcją, dotarli Amerykanie. Stało się to tak nagle, że personel obozu nie zdążył uciec.
Po oswobodzeniu obozu księża i świeccy zaśpiewali Bogu z wdzięcznością hymn "Te Deum". Nie mieli wątpliwości, że przeżycie zawdzięczają wstawiennictwu św. Józefa.

Oswobodzeni dotrzymali słowa. Po raz pierwszy pielgrzymowali do sanktuarium św. Józefa w Kaliszu trzy lata po wojnie, w 1948 roku, i potem robili to każdego roku, dziękując za ocalenie.
Święty Józef interweniuje nie tylko w tak dramatycznych sytuacjach, ale też w zwykłych, życiowych sprawach, takich jak znalezienie pracy czy mieszkania. Wielu ludzi, prosząc Józefa o pomoc, robi to podobnie jak my w tym czasie: wysyła do niego listy.
Zrobili tak na przykład pan Jarek ze swoją żoną, kiedy ich stary samochód trzeba było coraz częściej naprawiać i w końcu trzeba go było zmienić, Na nowe auto nie było ich stać, Postanowili polecić sprawę św. Józefowi. Napisali do niego list z konkretną prośbą, opisali, jaki samochód chcieliby kupić, ile ma mieć lat, jakie paliwo, a nawet w co ma być wyposażony. List z modlitwą zanieśli do parafii pod wezwaniem św. Józefa. Ale sami też zaczęli szukać. Przejrzeli setki ogłoszeń, już nawet mieli dokonać zakupu, ale wciąż coś nie pasowało. Po jakimś czasie zaczęli nowennę do św. Józefa w całkiem innej intencji. I zupełnie niespodziewanie, po kilku miesiącach poszukiwań znaleźli... samochód. Dokładnie taki, o jakim pisali do św. Józefa, i na dodatek całkiem blisko ich domu. Rodzina jest pewna, że św. Józef zadziałał, że znalazł im to, czego szukali.
Takie rzeczy zdarzają się często. Możecie o nich przeczytać również w styczniowym numerze "Małego Gościa". Święty Józef wie, co to znaczy mieć kłopoty z powodu braku mieszkania, z powodu braku pracy. Wie, co znaczy dbać o dom, o rodzinę. I pomaga - a wtedy wzrasta chwała Boża. Dlatego ludzie tak chętnie i często św. Józefowi opowiadają o swoich sprawach i przez niego proszą Boga, by zaradził ich problemom.
I tak oto św. Józef z opiekuna Świętej Rodziny stawał się z wieku na wiek opiekunem całego świata. Ale na tym nie koniec. Do Rzymu zaczęły przychodzić setki listów z prośbami, by papież, a wtedy był to Pius IX, oficjalnie ogłosił św. Józefa Patronem Kościoła i całego świata.
"Nie ma nikogo, kto byłby bardziej odpowiedni do wypełnienia tego zadania niż św. Józef" - pisano w listach, które Pius IX otrzymał wtedy od biskupów i wiernych z całego świata. 8 grudnia 1870 roku Ojciec Święty w specjalnym dekrecie ogłosił św. Józefa patronem Kościoła powszechnego. Nieprzypadkowo papież wybrał ten dzień. Chciał podkreślić więź łączącą Maryję z Józefem za sprawą Boga.
Wezwijmy na koniec św. Józefa, opiekuna i obrońcę Kościoła:
Święty Józefie, Przeczysty Stróżu Dziewicy, módl się za nami.
Święty Józefie, Troskliwy Obrońco Chrystusa, módl się za nami.
Święty Józefie, Opiekunie Kościoła Świętego, módl się za nami.


kliknij, aby powiększyć

Czwartek 21.12.2017

Maryja i Jezus przy swoim opiekunie

Józef wypełnił misję, którą mu powierzył Bóg. Odpowiedział na Boże wezwanie. Dziś posłuchamy o jego śmierci. Wprawdzie ewangeliści nie piszą, kiedy dokładnie umarł Józef, ale musiało się to wydarzyć wtedy, gdy mieszkał w Nazarecie razem z Maryją i Jezusem. Bo potem, gdy Jezus jest już dorosły, Ewangelie ani razu nie wspominają o Józefie.
Józef umierał w obecności Jezusa i Maryi. Z tego powodu stał się patronem dobrej śmierci.
Jest taka pobożna, bardzo stara opowieść o śmierci św. Józefa. Posłuchajcie.
Józef otrzymał wiadomość od anioła: w tym roku umrzesz. ta wiadomość zatrwożyła Józefa, dlatego udał się do świątyni Pańskiej, by pokutować i modlić się. Po powrocie do Nazaretu Józef zachorował i w głośnej modlitwie robił rachunek sumienia ze wszystkich swoich czynów. Wyrzucał sobie, że kiedy dowiedział się, że Maryja spodziewa się Syna, to chciał Ją oddalić.
Kiedy Jezus zobaczył leżącego Józefa pełnego trwogi, podszedł do niego i powiedział:
- Bądź pozdrowiony, mój kochany ojcze Józefie.
- Bądź pozdrowiony, mój kochany synu! Oto moja dusza uspokoiła się we mnie, gdy usłyszałem Twój głos - odpowiedział Józef. Po czym poprosił Jezusa, by wysłuchał jego grzechów.
- Wysłuchaj mnie dziś, Twojego sługę, gdy Cię proszę wylewając łzy przed Tobą. Wyznaję, że serce wyrzuca mi zbyt ludzkie myślenie o Twojej matce. Wyznaję też, że raz poszarpałem Twoich uchem, gdy jeszcze byłeś dzieckiem. Jezus, słuchając tego wyznania, rozpłakał się. Wyszedł do matki i uspokajał Ją, tłumacząc, że śmierć jest władczynią całej ludzkości i dlatego umrze Józef, i umrze Ona, ale ich śmierć nie jest śmiercią, ale wiecznym życiem. Umrze też Jezus z powodu śmiertelnego ciała, które nosi. Potem razem z Maryją czuwali przy łóżku Józefa. Jezus usiadł u jego głowy, a Maryja u jego stóp. Józef nie był już w stanie rozmawiać, ale patrzył na nich szeroko otwartymi oczyma. Jezus trzymał jego ręce i w ostatniej godzinie zanosił do swojego Ojca Niebieskiego modlitwę. Prosił, by wysłał Archaniołów Michała i Gabriela, i cały chór anielski, który w eskorcie odprowadzi duszę Józefa w krainę śmierci.
- Ojcze, bądź miłosierny dla duszy mojego ojca Józefa, gdy przyjdzie do Twoich świętych rąk, bo jest to godzina, w której potrzebuje on miłosierdzia. Aniołowie wzięli duszę św. Józef, a Michał i Gabriel z rozkazu Jezusa strzegli jej w drodze do Ojca. Jezus podszedł do ciała, zacisnął powieki swego ojca i zamknął jego usta. Następnie odmówił modlitwę nad ciałem swego ojca. Otoczył tez imię Józefa szczególnym błogosławieństwem, zapewniając, że jeśli ktoś nada imię Józef swemu synowi, jego dom zostanie otoczony błogosławieństwem i nie nawiedzą tego domu ani głód, ani zaraza.

Nie wiemy, czy było dokładnie tak. Ale możemy sobie wyobrazić, że Józef umierał w podobny sposób. Co jest ważne? Józef był przygotowany na spotkanie z Bogiem w chwili śmierci. Zrobił rachunek sumienia, żałował za swoje niedoskonałości. Pożegnał się ze swoimi ukochanymi Skarbami, którym służył, czyli z Maryją i Jezusem. Odchodził do nieba otoczony Ich modlitwami, Ich miłością.
Nikt z nas dziś, przed świętami Bożego Narodzenia, nie myśli o śmierci, ale śmierć należy do życia i św. Józef jest nazywany patronem dobrej śmierci. Nie wiemy, ile dni, miesięcy i lat życia jeszcze przed nami, ale warto prosić św. Józefa o szczęśliwą godzinę śmierci i modlić się za tych, właśnie w tej godzinie umierają. Wierzymy, że śmierć jest powrotem do domu Ojca. Dlatego chrześcijanie są ludźmi odważnymi. Nie boją się prosić o dobra śmierć. Prośmy więc Józefa o dobrą śmierć.
"Święty Józefie, pociecho cierpiących i umierających, mój dobry ojcze!
Ty otrzymałeś dar przebywania na ziemi aż do końca swoich dni w towarzystwie Jezusa i Jego Matki, i umarłeś w Ich objęciach. Proszę cię, wyproś mi łaskę dobrej śmierci, abym - podobnie jak Ty - oddał mego ducha przy Jezusie i Maryi.
W ciągu ziemskiego życia bądź mi wzorem i pomocą, abym w godzinę śmierci spokojny, po dobrze wypełnionym powołaniu, z czystym sercem szedł na spotkanie z Ojcem. Amen".


kliknij, aby powiększyć

Środa 20.12.2017

Troska o rodzinę

Pan Jezus 30 lat mieszkał w Nazarecie, zanim rozpoczął swe nauczanie. Tak długo przygotowywał się do wypełnienia swojej misji, czyli głoszenia Ewangelii i założenia Kościoła. Józef jako stolarz uczył Jezusa pracy, nauczył Go wykonywania tego zawodu. Ale praca, choć ważna, nie jest najważniejsza. Święty Józef pomagał też Jezusowi wzrastać w łasce, czyli uczył swojego przybranego Syna, jak ma kochać Boga Ojca i ludzi. Miłość do Boga wyraża sie również w modlitwie. Dziś popatrzmy na Józefa jako nauczyciela modlitwy. Pomyślcie przez chwilę, jak to było w waszym życiu z uczeniem się modlitwy.
Józef i Maryja należeli do narodu wybranego przez Boga. Byli Żydami i od wieków czcili Boga, Stwórcę wszechświata. Pamiętali że On objawił im swoje imię - JAHWE - i wyprowadził ich przodków z niewoli egipskiej. Żydzi czekali na Mesjasza, czyli tego, który przyniesie zbawienie wszystkim ludziom. Józef był człowiekiem pobożnym, sprawiedliwym, czyli wiernym tradycjom swojego narodu. Starał się wypełniać prawo, które Mojżesz przekazał Izraelitom. Chodził do synagogi, czyli miejsca, gdzie Żydzi modlili się i słuchali słowa Bożego. I na pewno razem z Maryją uczył małego Jezusa modlitwy zgodnej z tradycją swojego narodu.
Jednym z żydowskich zwyczajów jest modlitwa z tzw. tałesem, czyli białą chustą z czarnymi pasami i frędzlami na końcach, którą zakłada się na głowę lub na ramiona. Święty Józef uczył małego Jezusa czytać Torę, czyli zwój, w którym zapisano Prawo Mojżeszowe.
Rodzina z Nazaretu na pewno przestrzegała szabatu, czyli dnia świętego, w którym nie wolno pracować. Józef, jako głowa Świętej rodziny, przewodniczył wspólnej modlitwie, zwłaszcza podczas szabatu. Pod jego okiem Pan Jezus wzrastał w łasce Boga, czyli żył w coraz większej przyjaźni, bliskości z Bogiem.
W Piśmie Świętym Starego testamentu jest taka księga z psalmami. Psalmy to modlitwy, które odmawiali Żydzi. Z całą pewnością odmawiali je i Józef, i Jezus.
Każdy z was na pewno słyszał psalmy, bo modlimy sie nimi podczas każdej Mszy Świętej. Często nie zwracamy na nie uwagi, a to przepiękne modlitwy. Posłuchajmy Psalmu 71 z dzisiejszej liturgii słowa:
"Bądź mi skałą schronienia i zamkiem warownym, aby mnie ocalić,
boś Ty opoką moją i twierdzą.
Boże mój, wyrwij mnie z rąk niegodziwca,
Ty bowiem, mój Boże, jesteś moją nadzieją,
Panie, ufności moja od moich lat młodych!
Ty byłeś moją podporą od narodzin;
od łona matki moim opiekunem.
Opowiem o potędze Pana
będę przypominał tylko Jego sprawiedliwość.
Boże, Ty mnie uczyłeś od mojej młodości,
i do tej chwili głoszę Twoje cuda".
Warto nauczyć się modlitwy psalmami. Mamy ich w Biblii aż 150, zebranych w Księdze Psalmów.
Oczywiście św. Józef z czasem musiał zauważyć, że Jezus potrafi się modlić lepiej niż on sam, bo przecież Jezus jako Syn Boży znał swojego Ojca w niebie.
Jan Dobraczyński w swojej powieści "Cień Ojca" tak spróbował opisać tę tajemnicę. Posłuchajcie.
Józef pojmował, że Jezus żyje w jakimś zupełnie własnym związku z Najwyższym. Odmawiali codziennie razem modlitwy dnia, widział, jak Syn modli się w synagodze. Ale był przekonany, że w chwilach zamyślenia, w jakie popadał Jezus, są modlitwy, z którymi zwracał się do Najwyższego sam. Nigdy takiej modlitwy nie słyszał. Nie miał pojęcia, jak ten cudownie urodzony Chłopiec może się modlić do Wszechmocnego. Teraz Jezus modlił się i mówił swą modlitwę głośno. W Józefie walczyła nieśmiałość z poczucia szacunku dla drugiego człowieka, rozmawiającego z Najwyższym, z gorącym pragnieniem usłyszenia bodaj strzępka tajemniczej rozmowy. To pragnienie przemogło. Zrobił kilka kroków. I usłyszał słowa:
- Ojcze - mówił Chłopiec - czy długo jeszcze każesz mi czekać na tę godzinę? Tak gorąco jej pragnę. Taki jestem niecierpliwy. Wiem, że będzie bolesna, a ja lekiem się bólu. Ale wiem, że odkryje ona Ciebie, Twoje miłosierdzie i Twoją miłość. O! Ojcze, tak bardzo tego pragnę! Oni nie wiedzą, jaki jesteś. Boją się Ciebie, ale nie kochają Ciebie. Chcę, abyś był kochany. Rozkaż, niech spełni się czas, który wyznaczyłeś. Ale, Ojcze, niech we wszystkim będzie tylko Twoja wola. Chcę się jej całkowicie poddać. Niech to, co się ma stać, stanie się wtedy, gdy Ty tego zażądasz...
Józef cofnął się. Słowa, które pozwolono mu usłyszeć, oszałamiały.
Pan Jezus stał się potem Nauczycielem modlitwy. To On na prośbę uczniów nauczył nas modlitwy "Ojcze nasz". Ale to św. Józef pomógł Jezusowi nauczyć się modlitwy, wprowadził Go w tradycję i pobożność narodu wybranego. Posłuchajcie teraz ciekawostki. Otóż św. Józef w Biblii nie wypowiada ani jednego słowa. To nie znaczy , że był niemową. Po prostu ewangeliści nie zapisali żadnego zdania czy nawet słowa, które Józef powiedział. To milczenie św. Józefa na kartach Pisma Świętego ma swoje znaczenie. Ono uczy nas, że ważniejsze od mówienia jest słuchanie. W modlitwie jest tak samo. Mniej ważne jest to, bym ja coś mówił do Boga. Ważne, bym starał się raczej nasłuchiwać, co Bóg mówi do mnie. A Pan Bóg mówi przez Pismo Święte, przez sumienie, przez wewnętrzne natchnienia. Aby usłyszeć głos Boga, konieczna jest cisza. Ponieważ św. Józef nic nie mówi, uznano go za patrona kontemplacji, czyli modlitwy, w której nic nie mówimy, tylko słuchamy Pana Boga. Kontemplacja - trudne słowo, ale rzecz bardzo prosta, wystarczy mniej mówić, biegać, zajmować się byle czym, a częściej klękać przed Bogiem. Są takie zakonnice i zakonnicy, którzy większość dnia poświęcają modlitwie, np. siostry karmelitanki.
Skoro więc Józef był nauczycielem modlitwy dla samego Jezusa, to i nas może wiele nauczyć.


kliknij, aby powiększyć

Wtorek 19.12.2017

Nauczyciel Jezusa

"Poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi" (Łk 2,51-52). Mamy te dwa krótkie zdania poświęcone cichemu, zwyczajnemu życiu Świętej Rodziny w Nazarecie. Mówią one jednak bardzo dużo. Zastanówmy się nad tymi zdaniami.
Dom w Nazarecie był pierwszą i najważniejszą szkołą dla Jezusa. Tam "się wychował". Nie wiemy, czy Pan Jezus chodził do szkoły. Być może chodził do takiej przy synagodze. Pismo mówi, że Jezus "wzrastał w mądrości" - to znaczy, że musiał mieć dobrego nauczyciela i wychowawcę. Bo bez pomocy kogoś mądrzejszego nie można samemu stać się mądrym. Pierwszymi nauczycielami Jezusa byli Maryja i Józef. Dla nastoletniego chłopaka bardzo ważny jest przykład ojca. Chłopak potrzebuje wzoru silnego i mądrego mężczyzny. Nastoletni Jezus znalazł taki wzór w św. Józefie. Na pewno wiele się od niego nauczył. Dziś powiemy tylko o jednej rzeczy - o pracowitości. W czasach Jezusa to ojciec przekazywał swojemu synowi naukę zawodu.
W Ewangelii św. Marka napisano, ze Jezus był cieślą. To znaczy, że Jezus nauczył się zawodu od swojego ziemskiego ojca. Świętego Józefa nazywano często Józefem Robotnikiem lub Józefem Rzemieślnikiem. Podkreślamy w ten sposób znaczenie ludzkiej pracy. Józef ciężko pracował, aby utrzymać rodzinę. Ta zwyczajna, ofiarna praca czyni go tak bliskim wszystkim ludziom, którzy ciężko pracują.
Józef musiał zarobić pieniądze na dom, na chleb, na ubranie dla Maryi i Jej Syna. Mówimy, że był żywicielem Świętej Rodziny. Dlatego św. Józef, cieśla z Nazaretu, stał się patronem wszystkich ludzi ciężkiej pracy. W 1955 roku papież Pius XII ustanowił nawet święto św. Józefa Rzemieślnika. Obchodzimy je co roku 1 maja. To święto przypomina wszystkim pracownikom, że w św. Józefie mają wzór uczciwej pracy i potężnego patrona. Zastanówmy się, czego możemy się nauczyć od św. Józefa Robotnika.
1) Musimy pracować solidnie i uczciwie. Nie jest ważne, co robisz: czy jesteś rzemieślnikiem, lekarzem, zamiatasz ulice czy jesteś dyrektorem firmy. Ważne, byś dobrze pracował. Jednym słowem: Józef uczy nas pracowitości, pomaga nam wyganiać z nas lenia. Będziesz w przyszłości dobrym pracownikiem, jeśli dziś jesteś dobrym uczniem.
2) Pracujemy nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla innych. Józef pracował dla Maryi i Jezusa. Pracujemy z miłości do innych. Podobnie wy, uczycie się nie tylko dla siebie, dla dobrych ocen, ale dlatego, ponieważ w przyszłości macie dobrze służyć innym.
3) Święty Józef uczy też szacunku dla ludzkiej pracy. Pomyślcie o waszych rodzicach. Oni nie tylko wykonują pracę zawodową, ale robią jeszcze mnóstwo innych rzeczy: zakupy, sprzątanie, pranie, gotowanie, naprawy domowe... Musimy się uczyć szanować ich ciężką pracę i pomagać im tak, jak umiemy.
4) Józef pracował z Jezusem. My też powinniśmy pracować z Jezusem. W ten sposób nasza praca staje się modlitwą. Mówimy, że praca powinna nas uświęcać. Stajemy się nie tylko lepszymi pracownikami, ale i lepszymi ludźmi. Praca ma być naszą drogą do nieba.
Kiedyś w "Gościu Niedzielnym" czytałem taką opowieść. Posłuchajcie historii pani Doroty. Nie pracowałam od czasów studiów, bo zajęłam się wychowaniem dzieci. Im dłużej siedziałam w domu, tym bardziej traciłam wszelką nadzieję na znalezienie pracy. W pewnym momencie myślałam, że nigdy już nie podejmę żadnej pracy zawodowej. Załamałam się. Napisałam list do św. Józefa, bo, po pierwsze, wiedziałam, że sama nic nie wskóram, a po drugie, to było trochę takie "wystawianie Pana Boga na próbę". Oficjalnie pisałam do św. Józefa, ale wiadomo, Kto za nim stoi. Wiedziałam, że teraz zdaję się na Niego, a On powinien się o mnie zatroszczyć.
Byłam przekonana, że Bóg jakoś zareaguje. gdybym nie dostała tej pracy, wiedziałabym, że to też jest Jego wola. Napisałam list w środę, położyłam go pod ikoną Jezusa i... tego samego dnia był odzew! Dostałam pracę, jak prosiłam. Blisko domu, tak by z dziećmi wszystko grało, i w takim czasie, jaki mi odpowiadał. Byłam w szoku. Z pisaniem takiego listu to dziwne uczucie. Gdy człowiek się modli, to kombinuje sobie, że Pan Bóg usłyszy albo nie, wysłucha albo nie. List to konkret. Pan Bóg ma to na piśmie.

Wierzymy, że św. Józef może i nam pomóc z nieba. Dlatego możemy tak jak pani Dorota pisać do niego listy z prośbą o potrzebne nam dary. Nawet papież Franciszek tak robi. Kiedyś podczas jednego z ważnych spotkań przyznał, że jeśli pojawia się jakiś problem, pisze liścik do św. Józefa i zostawia go pod figurką, którą ma w swoim pokoju. Dzięki temu potem śpi spokojnie, a św. Józef przejmuje sprawy papieża.


kliknij, aby powiększyć

Poniedziałek 18.12.2017

Pielgrzymka do Jerozolimy

Gdy Jezus miał 12 lat, przyszli całą rodziną do jerozolimskiej świątyni. Z Ewangelii wiemy, że Święta Rodzina pielgrzymowała tam co roku na Święto Paschy. Jezus mieszkał wtedy z Rodzicami w Nazarecie, w Galilei, co oznacza, że pielgrzymim, aby dojść do Jerozolimy, musieli pokonać około 150 kilometrów. To prawie tyle, ile wynosi odległość z Lublina do Warszawy. Dwunastoletni Jezus był już samodzielnym chłopcem, więc nie trzymał się cały czas rodziców. I co się wtedy stało? Pismo Święte mówi o tym tak, posłuchajcie.
"Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został młody Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest wśród pątników, uszli dzień drogi i szukali Go między krewnymi i znajomymi. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jeruzalem, szukając Go" (Łk 2,43-45).
Kto szedł w pielgrzymce, ten wie, co to znaczy ujść dzień drogi. To jest naprawdę duży wysiłek. Wyobrażacie sobie, co musieli czuć Rodzice, gdy zorientowali się, że nie ma z nimi ich ukochanego Syna? Gdy wracali z miejsca postoju do Jerozolimy, z pewnością przebyli ten odcinek szybciej. Być może szli od razu w nocy, bo strach i tak nie pozwoliłby im zasnąć. Autor książki "Cień Ojca" tak to sobie wyobraził.
Szli prędko. Maria kroczyła pierwsza. Nie mówiła nic. Słyszał, idąc za nią, jej szybki oddech, jeszcze nigdy nie widział jej taką. To on zwykle bał się, niepokoił, przewidywał, wyobrażał sobie najgorsze. Ona była zawsze spokojna i opanowana. (...) Byli zmęczeni szybkim marszem. Prawie biegnąc w ciemnościach, poobijali sobie stopy aż do krwi o kamienie. (...) [Józef} myślał o tym, co się stało. Przecież Jezus był zawsze taki czuły dla matki. Nie chciał jej sprawiać najmniejszego bólu. Nie był także dzieckiem, które mogło się zabłąkać. Więc co się stało? (...)
[W Jerozolimie] szukali Go cały dzień - bez skutku. (...) Po raz nie wiadomo który szli przez most nad doliną Tyropeon, kiedy Józef usłyszał, że ktoś na niego woła.
- Hej, człowieku z Galilei! Zatrzymaj się. Czy to twój Syn rozmawia z doktorami w Liszekat-ha-Gazit?
- Mój Syn? Widziałeś mego Syna?
- Widziałem galilejskiego Chłopca, który zwrócił się z pytaniem do czcigodnych doktorów, a oni w swej łaskawości zgodzili się odpowiadać...
(...) Podeszli do wejścia. (...) W sali panował półmrok. Na ławach siedzieli dostojni doktorzy w swych powłóczystych szatach. Przed nimi w skromnej postawie ucznia stał Jezus. Doktorzy mówili wolno. (...) Czasami któryś zwracał się do Chłopca. Wtedy On odpowiadał. Mówił zwyczajnie, krótko. Czasem zaczynał od słów: "Mówi Pismo".
Józef i Maryja zatrzymali się w drzwiach/ Maryja na widok Syna nie mogła się powstrzymać. Podbiegła do Jezusa, objęła Go ramionami: - Synu! Jesteś! Tak Cię szukaliśmy! Tak się o Ciebie bałam!
(...) [Wyszli]. Dopiero na dziedzińcu Maryja wybuchnęła słowami żalu: - Coś Ty zrobił Synu!? Jak mogłeś tak postąpić!? Szukaliśmy Ciebie pełni strachu...
Nie spuścił głowy jak ktoś, kto poczuwa się do winy.
- Szukaliście Mnie? Baliście się o Mnie? Przecież powinniście wiedzieć, że moje miejsce jest w domu Ojca!
Musiało to chyba jakoś tak wyglądać. Święty Łukasz pisze, że Maryja powiedziała Jezusowi: "Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie". Skoro Maryja mówiła o "bólu serca", to znaczy, że oboje z Józefem naprawdę bali się o Jezusa. Trzy dni szukania, biegania ze ściśniętym sercem po zatłoczonym mieście. I nagle takie słowa: "Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?" Chyba wtedy po raz pierwszy tak mocno dotarło do nich, że to Dziecko wie, do Kogo należy przede wszystkim. Wie, że Jego Ojcem jest Bóg. I że świątynia - dom Ojca - jest też Jego domem. A jednak, choć dwunastoletni Jezus to wiedział, to jednak czytamy w Ewangelii, że "potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany". Syn Boga jest posłuszny ludziom - niezwykłe, prawda? Ale Bóg taki jest. Nie przyszedł, żeby Mu służono, ale po to, żeby służyć. Skoro tak, to chyba nie będzie niczym nadzwyczajnym, jeśli my także posłuchamy swoich rodziców? Zwłaszcza że mówi o tym przykazanie Boże.
Tego przykazania nie wymyślili ludzie, to sam Bóg nam je dał! To znaczy, że mamy szanować, a także słuchać swoich rodziców. Zauważcie, że Bóg nie wprowadził tam zastrzeżenia, że mamy czcić ojca i matkę, o ile uważamy, że na to zasłużyli. Albo jeśli są dla nas mili i robią to, co my chcemy. Nie. Bóg mówi, że mamy czcić rodziców zawsze. Mamy ich kochać i modlić się za nich. Jest w tym cos bardzo dobrego i to się Bogu podoba. Dlatego proponuję, żebyście w swoich prośbach do św. Józefa pamiętali o rodzicach. W listach, które wkładacie do naszej skrzynki, możecie poprosić o potrzebne im łaski.


kliknij, aby powiększyć

Piątek 15.12.2017

Wypełnienie zwyczaju

"Gdy upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego" (2,22-24).
Józef, posłuszny prawu Starego testamentu, wypełnia swój obowiązek. Posłuchajcie, jak wyobrażał sobie tę chwilę autor książki "Cień Ojca".
Maria i Józef wychodzili z dziedzińca świątyni, gdy zobaczyli zbliżającą się ku nim parę starych ludzi. Mężczyzna szedł przodem. Miał dużą białą brodę, rozpostartą szeroko na piersi. (...)
Maria spostrzegłszy go, zatrzymała się. (...) On wyciągnął swe drżące ramiona.
- Pozwolisz mi wziąć twego Syna na ręce?
- Weź, ojcze - odpowiedziała bez wahania, choć przebiegł ją dreszcz niepokoju.
Symeon wziął Jezusa, uniósł w górę, a potem przytulił do piersi. Wyblakłe oczy starca wpatrywały się pilnie w oczy Dziecka, jakby chciał w nich coś znaleźć. (...) A potem, patrząc w niebo, szeptał: - Dziękuję Ci, Panie, że chciałeś spełnić swoją obietnicę. Teraz mogę odejść spokojny w mrok śmierci, bo widziałem... Bo zobaczyłem Jego, narodzonego na chwałę ludu izraelskiego i po to, by wzeszło światło dla wszystkich przebywających w ciemnościach... Dzięki Ci, Panie. (...)Symeon podał Dziecko Maryi, a potem wyciągnął przed siebie ręce i zwiesił nad jej pochyloną głową.
- Błogosławię ci, córko - powiedział drżący głosem - Niech tobie i twemu mężowi Najwyższy zsyła wszelkie dobro. (...) Niech wam nie zabraknie sił w służbie Najwyższego i niech nigdy nie przygaśnie wasza miłość...
Opuścił ręce, ale dalej patrzył na Maryję: - On narodził się po to, by wielu w Izraelu zobaczyło i poznało Jego blask. Ale wielu popadnie w bunt i znajdzie się w ciemnościach! Tylu pójdzie za głosem sprzeciwu - mówił coraz ciszej, jakby sił zaczęło brakować. - A twoje serce przebije miecz...

Maryja i Józef nie wszystko rozumieli. Ewangelista Łukasz pisze, że "dziwili się temu, co mówiono o Jezusie". Oboje wiedzieli jednak, że Bóg ma nadzwyczajny plan wobec tego Dziecka i że oni otrzymali w Nim bezcenny skarb. Pisze o tym dalej św. Łukasz. "A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta - Nazaretu. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim" (Łk 2,39-40).
"Wypełnili wszystko" - to znaczy, że Józef, jako głowa rodziny, zrobił wszystko, co należało, a Bóg wspomagał go swoją łaską. Józef wtedy na pewno nie miał pojęcia, jak wielkie rzeczy z tego wynikną, ale przecież nie musiał tego wiedzieć. Z nami też tak jest. Musimy iść krok po kroku. Nie wiemy, co będzie jutro, za miesiąc, za rok. Gdybyśmy znali całą drogę, mogłoby to nas przestraszyć i w ogóle byśmy się nie ruszyli.
Święty Józef tak właśnie robił: krok po kroku wypełniał wolę Boga - aż wypełnił wszystko. Dlatego może on być szczególnym patronem tych, którzy są w różnych trudnych sytuacjach. Takich, podczas których lepiej nawet nie wybiegać myślą naprzód.
Taka właśnie sytuacja zdarzyła się w czasie II wojny światowej ks. Józefowi Gaworowi, który później został redaktorem naczelnym "Gościa Niedzielnego". Był młodym kapłanem, gdy znalazł się w obozie koncentracyjnym. Tam, choć wycieńczony i wygłodzony, musiał nosić ciężkie kamienie. Wyobrażał sobie wtedy, że buduje w ten sposób kościół pod wezwaniem swojego patrona - św. Józefa. To dawało mu siłę i pozwoliło przeżyć.
A ja myślę, że on naprawdę ten kościół budował - pewnie zobaczymy w niebie, jaki jest wspaniały.
Przypominam, że wy też możecie opowiadać św. Józefowi o swoich sprawach. Możecie napisać do niego list i włożyć do skrzynki w naszej sali. Na koniec Adwentu prześlemy te listy do sanktuarium św. Józefa w Kaliszu.
Od niedawna sanktuarium to możemy nazywać Narodowym Sanktuarium Św. Józefa. Tak powiedział w tym roku w specjalnym liście papież Franciszek. 3 grudnia tego roku w kaliskim sanktuarium rozpoczął się Nadzwyczajny Rok Jubileuszowy, który potrwa do 6 stycznia 2019 roku. Tak więc jest to idealne miejsce, by tam - pod obraz słynący cudami - trafiły wasze listy. Już od XVII wieku ludzie modlą się w Kaliszu do naszego świętego. Jest taka niezwykła historia związana z powstaniem kaliskiego obrazu. Posłuchajcie.
Pewnie ciężko chory człowiek prosił Boga przez św. Józefa, patrona dobrej śmierci, by zakończył jego cierpienie. Z ludzkiego punktu widzenia nie było już dla niego ratunku. I wyobraźcie sobie, w nocy przyszedł do niego starszy człowiek. Chory od razu rozpoznał w nim ... św. Józefa, który powiedział: "Wyzdrowiejesz, ale każ namalować obraz Świętej Rodziny z napisem >> Idźcie do Józefa<<. A potem ofiaruj go kolegiacie kaliskiej". Chory zrobił dokładnie tak, jak usłyszał we śnie. A kiedy malarz pokazał mu obraz, ucałował wizerunek i ... wróciły mu siły. Ostatecznie został całkowicie uzdrowiony. A obraz umieszczono w kościele, by inni, którzy będą się przed nim modlić, też wypraszali potrzebne łaski za wstawiennictwem św. Józefa.


kliknij, aby powiększyć

Czwartek 14.12.2017

Najświętsze Imię

Imię to nie byle jaka rzecz. Gdy słyszymy nasze imię, reagujemy. Podnosimy głowę, odwracamy się, nasłuchujemy. Imię wyciąga nas z tłumu, sprawia, że jesteśmy kimś innym niż wszyscy. Dzięki imieniu czujemy się ludźmi. Podczas II wojny światowej w obozach koncentracyjnych numerowano ludzi, żeby stracili poczucie, że są sobą, że są kimś, a nie tylko częścią jakiejś ogromnej masy. Imię zawsze było dla ludzi ważne. W Starym Testamencie imię określało tego, kto je nosił. Zwróćcie uwagę na to, że człowiek nadaje imiona wszelkiemu stworzeniu. Bogu nikt nie nadawał imienia. Nikt by się nie ośmielił. Tymczasem św. Józef pewnej nocy usłyszał coś niezwykłego. Anioł powiedział mu, żeby nie bał się wziąć do siebie Maryi. "[Ona} porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów" (Mt 1,20-21).
Czy to nie jest niezwykłe? Józef - człowiek ma nadać imię Synowi Bożemu! Kilka wierzy dalej, w Ewangelii wg św. Mateusza czytamy, że Józef wykonał polecenie i Dziecku, które narodziło się z Maryi, nadał imię. On pierwszy zgodnie z prawem Izraela nazwał Mesjasza imieniem, o którym św. Paweł pisze, że jest ponad wszelkie imię. I że na imię Jezusa zgina się "każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych". W Dziejach Apostolskich czytamy, że "nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni" (Dz 4,12).
I rzeczywiście, gdy Jezus rozpocznie swoją misję, w Jego imię uczniowie będą wyrzucać złe duchy, będą uzdrawiać chorych i będą czynić wielkie cuda i znaki. Ale jeszcze sporo czasu upłynie, zanim to się wydarzy. W Izraelu imię Jezus brzmiało Jeszua. Tak wymawiali to imię Maryja i Józef. Oznacza dokładnie to, w jakim celu przyszedł na ziemię Zbawiciel: po to, aby ludzie zostali zbawieni. zapowiedział to anioł w słowach: "On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów".
Imię Jezus nie było wcale rzadkie w Izraelu. A jednak właśnie to imię stało się jedyne. Józef zrobił to, co do niego należało. Wypełnił obowiązek ziemskiego ojca - nadał imię Jezusowi. Dziś wiemy, że w ten sposób, krok po kroku, wypełniała się wola Boża. Można powiedzieć, że rzeczy wielkie dzieją się wtedy, gdy robimy rzeczy małe. Bo rzadko widzimy, że codzienne zajęcia, które nas czasem męczą, choćby odrabianie zadania domowego, są wielkie. Kiedyś będziemy zbierali wielkie owoce, ale zanim pojawi się owoc, trzeba się troszkę pomęczyć, napracować się i poczekać.
Jeśli ktoś ma z tym trudności, a chce to zmienić, św. Józef na pewno mu pomoże. Tak jak pomógł panu Władysławowi, który przez jakiś czas pracował za granicą na farmie. Historia jest opisana w książce "Cuda świętego Józefa". Posłuchajcie.
Każdego dnia pracownicy mieli półgodzinną przerwę. Większość ucinała sobie wtedy drzemkę, a pan Władysław w tym czasie... odmawiał Koronkę do św. Józefa. Jako jedyny czuwający budził potem kolegów, by punktualnie mogli zacząć dalszą pracę - a właściciele farmy bardzo na to zwracali uwagę. Któregoś dnia jednak Władysław był tak zmęczony, że zasnął podczas odmawiania koronki. W pewnej chwili poczuł, że ktoś szarpie go za ramię. Otworzył oczy i rozgląda się dookoła - wszyscy koledzy śpią, poza nimi nikogo nie ma. Spojrzał na zegarek - to była ostatnia chwila, żeby obudzić kolegów, by wszyscy zdążyli wrócić do pracy.
Jak widać, św. Józef dba też o to, żebyśmy należycie wykonywali nasze obowiązki. On lepiej niż ktokolwiek inny wie, że za te niepozorne rzeczy, jakie robimy - jeśli chcemy je robić dobrze i z miłością - będziemy kiedyś Bogu dziękowali. A żebyśmy nie skończyli tylko na gadaniu, proponuję, żebyśmy dzisiaj, gdy będziemy w domu, zaskoczyli rodziców dobrym wypełnieniem obowiązków.
Kto marudził przy zadaniach domowych, niech je odrobi bez słowa skargi, ale najlepiej jak umie. Kto nie odrabiał zadanych lekcji, tym bardziej niech to zrobi. Kto nie ma z tym problemu, niech zrobi to, z czym ma problem - na przykład niech perfekcyjnie posprząta w swoim pokoju albo niech umyje talerze.
Możecie robić różne rzeczy, ważne jest, żebyście wykonywali wasze obowiązki. I jeszcze jedno - róbcie to ze św. Józefem.


kliknij, aby powiększyć

Środa 13.12.2017

Życie w Nazarecie

Ostatnie zdanie piosenki "Nie boję się" brzmi: "Mama to nie jest to samo, co tato". Nie to samo, bo gdy mama opiekuje się dzieckiem, to ktoś powinien zaopiekować się nimi obojgiem. I tak było w Świętej Rodzinie - Józef był opiekunem. A ponieważ był mężem Maryi, zgodnie z prawem był też ojcem Jezusa. To jemu Bóg powierzył swoje Skarby. Był odpowiedzialnym mężem i ojcem. Nie domagał się od Boga wyjaśnień i nie myślał tylko o sobie. "Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie" (Mt 1,24).
Ale Józef nie oczekiwał też od Boga, że teraz On będzie jego GPS-em, że będzie mu mówił: "Za zakrętem w prawo, potem w lewo, na rondzie trzeci zjazd". Józef robił, co mógł, żeby zabezpieczyć swoją rodzinę, i ufał, że gdy sie pojawi przeszkoda nie do pokonania, wtedy pokona ją Bóg. Wierzył, że Bóg da mu to, co potrzebne.
Pamiętacie, nawet wtedy, gdy Józef nie znalazł dla rodzącej żony wygodnego miejsca w Betlejem, to znalazł stajnię - i to miejsce wystarczyło, żeby na świat mógł przyjść Bóg wcielony.
A dziś ta sytuacja jest pociechą dla wielu ludzi, którzy mają problemy z domem, z mieszkaniem, z utrzymaniem. Bo okazuje się, że w najnędzniejszych warunkach może przyjść największe szczęście.
Święty Józef wie, co to znaczy cierpieć niedostatek - nic też dziwnego, że chętnie pomaga dziś ludziom, którzy mają problemy ze znalezieniem mieszkania lub pracy albo mają inne kłopoty domowe.
Często o pomoc proszą św. Józefa zgromadzenia zakonne. Święta Teresa z Avila, bardzo kochała św. Józefa i powtarzała, że na niego zawsze może liczyć.
A ja wam chcę opowiedzieć o siostrach loretankach z amerykańskiego miasta Santa Fe. Było to dość dawno temu, bo w 1877 roku. Siedem zakonnic, po dwudziestu latach ciężkiej pracy wśród biednych, postanowiło zbudować kaplicę. Ale pojawił się kłopot, bo architekt zmarł przed ukończeniem budowy. W kaplicy brakowało... schodów na chór zakonny. I nie dało się nic z tym zrobić, bo kaplica była za mała, żeby zbudować w niej odpowiednie schody. Siostry przystawiły drabinę, ale wchodzenie po niej i schodzenie nie było łatwe, ani bezpieczne. Nikt nie miał pomysłu, co z tym zrobić. Siostry pomyślały, że tylko św. Józef - cieśla znajdzie na to sposób. Rozpoczęły nowennę, czyli dziewięciodniową modlitwę do św. Józefa. Posłuchajcie co się wydarzyło.
Już następnego dnia po zakończeniu nowenny do klasztoru na osiołku przyjechał starszy siwy mężczyzna. Miał ze sobą w torbie jakieś proste narzędzia stolarskie. Powiedział, że może pomóc zakonnicom w kłopocie. Siostry nie wierzyły, że taki niepozorny człowiek, bez odpowiedniego sprzętu, da radę, skoro nawet wybitni fachowcy byli bezradni. Ale nie miały nic do stracenia. Mężczyzna postawił dwa warunki: chciał pracować sam, bez niczyjej pomocy, i nie życzył sobie, by ktokolwiek przyglądał się jego pracy. Siostry się zgodziły, a on zamknął się w kaplicy na klucz.
Pracował trzy miesiące. Co jakiś czas tylko wychodził z kaplicy, by piłować i moczyć drewno. Po ukończeniu dzieła siostry zobaczyły 33 drewniane stopnie (tyle schodków, ile lat przeżył na ziemi Jezus), wijące się spiralnie w górę, bez wsparcia na jakimkolwiek słupie.

Takich schodów nie ma nigdzie na świecie. A w tych schodach, co więcej, nie ma ani jednego gwoździa. Specjaliści nie potrafili zrozumieć: jakim cudem coś takiego się trzyma? A trzyma się do dziś.
A co z tajemniczym cieślą? Przełożona klasztoru, matka Magdalena, chciała mu zapłacić, a nawet zorganizować przyjęcie na jego cześć, ale mężczyzna... zniknął. W miasteczku nikt takiego człowieka w ogóle nie widział. Ktoś taki nie pojawił się w żadnym z okolicznych tartaków. Na dodatek okazało się, że w promieniu kilku tysięcy kilometrów od Santa Fe nie rosną drzewa, z których pochodzi drewno użyte przy budowie schodów.
Czyżby to sam św. Józef? Czy też może ktoś, kogo św. Józef "przysłał" do sióstr? Nie wiadomo. Tylko siostry były pewne: ich modlitwy zostały wysłuchane. I to w takim stylu, jakiego sobie nawet nie mogły wyobrazić. Możemy chyba powiedzieć: "Wezwij Józefa, gdy zaczynają się schody". Wy też możecie to zrobić. Jak? Możecie się pomodlić, owszem, ale możecie też napisać do św. Józefa list. Powiedzcie mu o waszych "schodach", z czym macie problem, jaki kłopot, jakie zmartwienie.
Możecie też opowiedzieć św. Józefowi o kłopotach waszych rodziców, mamy czy taty. Oni też mają swoje kłopoty. Nie zawsze wszystko wychodzi im tak jak powinno i jak by chcieli. Od jutra będzie tu stała skrzynka na Wasze listy.
Na koniec Adwentu dowiecie się, co z tymi listami zrobimy.


kliknij, aby powiększyć

Wtorek 12.12.2017

Ucieczka do Egiptu

Z Ewangelii według św. Mateusza: "Gdy Mędrcy odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić»" (Mt 2,13).
Wyobrażacie sobie? Wstań, weź i uciekaj - czyli bez przygotowania ruszaj w długą i niebezpieczną drogę do obcego kraju. Jak to mogło wyglądać? Może tak, jak czytamy w powieści "Cień Ojca".
Głos, który usłyszał, sprawił, że usiadł na posłaniu. Był przekonany, że nie spał, ale widocznie musiał spać, bo w grocie nie było nikogo. Słyszał oddechy śpiących: wolniejszy, głębszy oddech Maryi i szybszy, lżejszy oddech Dziecka. W głębi groty za przegrodą dyszał osioł. Gdzieś posapywał pies. Innych dźwięków nie było. A jednak nie położył się z powrotem. Postawił stopy na zimnej ziemi. Słowa, które, wydawało mu się, usłyszał rozbrzmiewające głośno obok, były dopełnieniem słów, które mówiono do niego we śnie. Wstał, podszedł do posłania Maryi.
- Mario, obudź się - powiedział cicho, by nie zbudzić Jezusa. Otworzyła oczy i natychmiast uśmiechnęła się.
- Co się stało Józefie?... To chyba jeszcze noc?...
- Noc. Ale musiałem Cię obudzić. Zobaczyłem kogoś we śnie. To musiał być anioł. To był anioł...
- Co ci powiedział?
- Abyśmy natychmiast uciekali do ziemi egipskiej, bo Herod chce zabić Jezusa... Usiadła.
- O Adonai! - zawołała cicho. Ale już po chwili znowu była opanowana i zdecydowana.
- Idźmy natychmiast.

I rzeczywiście poszli natychmiast. Zaświadcza o tym kolejny fragment Ewangelii według św. Mateusza. Czytamy tam o Józefie. "On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu" (Mt 2,14).
Wszystko to odbyło się tej jednej nocy. Józef nie dyskutował. Nie mówił: "Co tam, chyba mi się przyśniło..., To bez sensu". Do nas też Bóg mówi na różne sposoby, a wykonanie Jego woli wymaga zaufania i "kroku w ciemność". Coś takiego zdarzyło się kiedyś Donaldowi Turbittowi. To Amerykanin, który w USA założył katolicki ruch Mężczyzn św. Józefa, a teraz jeździ po świecie i głosi Ewangelię. Na spotkaniach z nim gromadzą się tłumy. Bywa też w Polsce, bo i u nas działają Mężczyźni św. Józefa. Ale kiedyś nic na to nie wskazywało. Turbitt był strażakiem, potem został biznesmenem. Był bogatym właścicielem trzech firm budowlanych. Pewnej nocy miał sen. Usłyszał, że powinien zrezygnować z tego, co ma, i zająć się tylko ewangelizacją, czyli głoszeniem Jezusa.
O trzeciej nad ranem obudził się z silnym przekonaniem, że Bóg chce, aby przestał zajmować się biznesem. - Ale ja nie jestem jak św. Józef - pomyślał. - Otworzę Biblię i zobaczę, co Bóg chce mi powiedzieć. I przeczytał: "Sprzedaj wszystko, co masz, rozdaj ubogim i pójdź za Mną". Jeszcze raz otworzył Biblię. Rano poprosił żonę, by się pomodliła i otwarła Pismo Święte. Żona pomodliła się, otwarła Biblię i pokazała mężowi zdanie, na które padł jej wzrok: "Sprzedaj wszystko, co masz". Jeszcze tego samego dnia po południu Donald Turbitt sprzedał dwie firmy, a trzecią przekazał synowi. Na jednym ze spotkań z Mężczyznami św. Józefa w Polsce mówił: - Jeżeli nawet anioł pojawia się we śnie i mówi o czymś, czego nie chcesz zrobić, wykonanie tego jest bardzo trudne. Ale kiedy jesteś posłuszny Bogu, zostaniesz za to wynagrodzony. To prawda - posłuszeństwo Bogu zawsze przynosi nagrodę, choć z początku wydaje się bardzo trudne. Może ktoś zapytać, dlaczego anioł nie przyszedł z tym do Maryi, tak jak w czasie zwiastowania? Otóż dlatego, że chronienie matki i dziecka to zadanie mężczyzny. Tak zachowuje się tata - prawdziwy ojciec. Tata broni swojej rodziny. Jest gotów znosić dla niej wszelkie niewygody, a gdy trzeba, poświęca swoje życie. Reaguje zawsze, gdy rodzina jest zagrożona. A jak pozna, że jego rodzina jest zagrożona? Modląc się, nasłuchując. Bez tego trudno usłyszeć głos Boży. Czasem tatusiowie są zagonieni w pracy i zajęci wieloma rzeczami w domu, więc niekiedy dobrze będzie ułatwić im to, co najważniejsze. Proponujemy więc każdemu, kto ma taką możliwość - żebyście dziś poprosili tatę, żeby się z wami wieczorem pomodlił. Choćby krótko, jedno "Ojcze nasz" i "Zdrowaś Maryjo", w intencji waszej rodziny.


kliknij, aby powiększyć

Poniedziałek 11.12.2017

Boże Narodzenie

Józef z nadzieją wchodził do rodzinnego miasta, tymczasem okazało się, że nigdzie nie było dla nich miejsca. Nikogo nie obchodziło, że są bardzo zmęczeni, głodni, że Maryja spodziewa się dziecka. W Betlejem było tylu ludzi, że kolejni wędrowcy byli pewnie tylko kolejnym kłopotem. Posłuchajcie, jak opisuje te chwile autor książki "Cień Ojca".
Żadna furtka nie otworzyła się. Minęli ostatni dom. Potem zaczynały się już pola i łąki. Gdzieś tutaj było pole Dawidowe, które ojciec zostawił mu w spadku. Nagle przypomniał sobie... Tam, na jego polu, dawniej stał mały ubogi dom. Ludzie, którzy tam mieszkali nie należeli do rodu, nie byli nawet Żydami. Przybyli z daleka. Nikt nie chciał ich przyjąć. Tylko Jakub, ojciec, zlitował się nad nimi i pozwolił wybudować dom na starej rodowej ziemi.
- Chodźmy jeszcze kawałek - powiedział.- Tu spróbujemy...
Maria została przy furtce. Była bardzo wyczerpana. Józef zastukał do drzwi.
- Kto tam? - zapytał głos kobiecy.
- To ja, Józef, syn Jakuba.
- Pokój tobie, Józefie.
- Przybyłem dziś do Betlejem. Szliśmy z żoną długo, jesteśmy bardzo zmęczeni i moja żona spodziewa się dziecka, nigdzie nas nie przyjęto... Przyjmiesz nas?
- Dom jest mały i brudny, ale tu za domem w skale jest duża i sucha grota. Trzymamy tam naszego wołu. Chcesz, pójdę z wami. Mój syn rozpali ognisko, w grocie będzie ciepło. Przyniosę Wam jedzenia. Józef odetchnął, podziękował Stwórcy. On pomógł - w ostatnim momencie...I to takie dziwne: grota znajdowała się na jego rodzinnej ziemi...

Ciekawy jest ten opis poszukiwania noclegu przez Józefa. Ciekawe, że nocleg znalazł się na ziemi ojców, zwanej polem Dawida. Ciekawe, że w ciepłej, skalnej grocie był wół. Ciekawe to wszystko... Ale nie wiadomo, jak wyglądało naprawdę. Może tak, może inaczej. Na pewno, jak pisze ewangelista Łukasz, nie było dla nich miejsca w gospodzie. Dzisiaj byśmy powiedzieli: w hostelu albo w przydrożnym hoteliku czy pensjonacie. Posłuchajcie. "Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Powiła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie" (Łk 2,6-7).
Wynikałoby z tego, że Jezus urodził się, zanim jeszcze Józef poszedł do urzędników. Dzięki temu potem zapisał do rejestru ksiąg cesarskich nie tylko siebie i swoją poślubioną żonę Maryję, ale i nowo narodzone dziecko, którego stał się opiekunem, wobec którego wypełniał odtąd obowiązki ziemskiego ojca. Tym samym zapisano, że Jezus należy do ludzi, że jest człowiekiem, że jest obywatelem tego świata, że podlega prawu państwowemu. Jak podaje św. Jan, odtąd mówiono o Jezusie: "Syn Józefa z Nazaretu". Bo przecież nie od razu wszyscy uwierzyli, że oczekiwany Mesjasz już się narodził. Nikomu w mieście nie przyszło do głowy, że w takich warunkach urodził się Ten, który miał ich zbawić. Tylko pasterze, którzy w pobliżu czuwali przy swoich stadach, zauważyli dziwne światło. Na dodatek pojawiła się przy nich jakaś postać. Nigdy kogoś takiego nie widzieli. Bardzo się przestraszyli. Ale anioł ich uspokoił. Powiedział, by się nie bali, bo trzeba się cieszyć, gdyż "w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: znajdziecie Niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie" (Łk 2,11-12). No więc poszli szukać, by przekonać się, czy rzeczywiście w Betlejem stało się to, o czym mówiła postać. I co? I znaleźli. Maryję, Józefa i Niemowlę leżące w żłobie. Dokładnie tak, jak mówił anioł. Ewangelista pisze jeszcze, że wszyscy byli zdziwieni pojawieniem się pasterzy i ich opowieściami o spotkaniu z aniołem. Św. Łukasz dodaje tylko, że "Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu".
Nie ma tu mowy o Józefie, ale pewnie w jego głowie piętrzyły się przeróżne myśli. Kim on ma być dla Jezusa? Dla dziecka, które właśnie urodziła jego żona, Maryja. Dla małego bezbronnego człowieka, którego na ziemię posłał Bóg. To Dziecko niczym nie różniło się od innych niemowląt. Maleńkie, słabe, potrzebujące opieki i miłości. Może według starego zwyczaju podniósł Je, a potem położył na swoich kolanach. I może dopiero wtedy poczuł się jak Jego ojciec.
Na koniec posłuchajcie jeszcze pięknego fragmentu książki.
Nieśmiało, pełen czułości dotknął głowy Marii pochylonej nad żłobem.
- Musisz odpocząć, przespać się - powiedział.- Bądź spokojna, ja nie zamknę oczu. Będę czuwał.
Obróciła ku niemu twarz, potarła wierzchem dłoni jego policzek.
- Wiem, że będziesz czuwał - szepnęła i już składała głowę na słomie, gdy jeszcze zapytała: - Czy będziesz Go kochał, Józefie?
- Jak mógłbym Go nie kochać?
- Masz słuszność: nie mógłbyś. Ani ty, ani nikt... Ale ty - dotknęła palcem piersi Józefa - masz być ojcem. To nasz Jezus...


Pomódlmy się dziś za wstawiennictwem Maryi i św. Józefa za wszystkie rodziny, które teraz, w tych dniach, spodziewają się narodzin dziecka.


kliknij, aby powiększyć

Piątek 08.12.2017

Historyczny spis

Znamy już trochę św. Józefa. Trochę już o nim wiemy. Dzisiaj zobaczymy, że bardzo dobrze sprawdza się w swojej roli. Gdyby to był wyłącznie jego pomysł, nie dałby rady, ale ponieważ pozwolił się prowadzić Panu Bogu, On dawał mu siłę. Posłuchajcie uważnie, co pisze św. Łukasz w Ewangelii:
"W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna" (Łk 2,1-5).
Każdy musiał iść do miasta, z którego pochodził, by tam w odpowiednich księgach zapisać swoje istnienie. Cesarz rzymski Oktawian August chciał wiedzieć, ilu ma mieszkańców, czym się zajmują, jaki mają majątek.
Józef jako człowiek uczciwy, posłuszny prawu Bożemu i ludzkiemu, nie miał wątpliwości, że powinien wyruszyć do Betlejem. Ale jak tu zostawić swoją młodą żonę? Przecież dopiero niedawno zamieszkali razem. Jakoś się już urządzili, Maryja dbała o dom, o swojego męża. Józef pracował w warsztacie. I znowu ktoś burzy ich spokojne życie. Posłuchajcie nagrania:
Maryja podeszła do warsztatu Józefa.
- Nie wiem, czy słyszałaś... Dziś rano goniec czytał rozporządzenie króla, żeby wszyscy udali się do miejsc urodzenia i tam wpisali się do ksiąg rodowych.
- Co o tym myślisz, Józefie? - Myślę, że nie należy się oburzać jak niektórzy... Nasi królowie prosili kiedyś Rzym o opiekę. I Rzymianie, choć są poganami, nie narzucają nam swoich bogów. Pozwalają żyć w naszej wierze i w naszych obyczajach.
- Jeśli chronią od wojny, dali wiele...
- Popierają Heroda, a on jest znienawidzony u nas...
- Skoro uczynił tyle złych rzeczy, trzeba się za niego bardzo modlić...
Józef zamilkł. Nie raz słyszał, że trzeba się modlić, aby Najwyższy ukarał Heroda za jego zbrodnie. A jednak pragnienie Maryi, aby się modlić za złego króla, było mu bliższe. Nie powiedziałby tego pierwszy.
- Więc sądzisz, że powinienem iść do Betlejem? - zapytał.
- Skoro taki jest rozkaz królewski...Jeśli nie pójdziesz, narazisz się na gniew urzędników królewskich.
- Ale przecież nie mogę zostawić Ciebie!
- Myślę, że byłoby słuszne, bym jechała razem z tobą...
- Ty?! Ze mną?! To nie możliwe! To długa droga. I pora zimna.
- Jestem silna, nie boję się.
- Ale Twój stan...!

Zwykle gdy mówili o tej sprawie, wyrażali się tak, jakby wspominali o skarbie, o którym ze względu na jego wartość nie należy głośno rozpowiadać.
- Nie boję się - powtórzyła.
- A jeśli On urodzi się w czasie podróży?
- Może Mu trzeba - powiedziała - urodzić się na ziemi swoich ojców?

I wyruszyli do Betlejem. Przed sobą mieli ponad 150 km drogi. Dla porównania: to dalej niż z Warszawy do Łodzi. A Józef nie miał przecież samochodu, tylko osiołka, na którym przede wszystkim jechała Maryja. Droga była bardzo trudna. Teren górzysty, do tego zimno, przenikliwe wichury i lodowaty deszcz. Zmęczenie dawało się coraz bardziej we znaki. Na dodatek z powodu zarządzonego spisu wszędzie było pełno ludzi i wieczorami trudno było znaleźć miejsce do spania. Nikogo nie obchodziło, że idzie kobieta, która spodziewa się dziecka. Każdy dbał tylko o siebie. Nieraz musieli spać pod gołym niebem. Józef bardzo martwił się o Maryję. Zatrzymywali się coraz częściej i droga do Betlejem wydłużała się coraz bardziej. Skończyły się zapasy jedzenia. Wydawało się, że droga będzie trwała bez końca. Musieli pokonać jeszcze jedno wzniesienie i wreszcie ukazały się pierwsze zabudowania Betlejem. Józef był szczęśliwy i pełen nadziei. Przecież to jego rodzinne strony. Tymczasem okazało się, że nigdzie nie było dla nich miejsca. Ale o tym już w poniedziałek.

Dziś obchodzimy w Kościele uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.
Po grzechu pierwszych ludzi, po nieposłuszeństwie Adama i Ewy wobec Boga, każdy człowiek przychodzi na świat z grzechem pierworodnym, dziedziczy grzech po pierwszych rodzicach. Tylko Maryja jest wyjątkiem wśród ludzi. Tylko Ona od pierwszych chwil swojego życia była wolna od grzechu, mówimy: niepokalanie poczęta.
Pan Bóg, dając Jej tak wyjątkową łaskę, zachowując Ją od zranienia grzechem, przygotował Maryję na to, by mogła być Matką Jego Syna. Od pierwszych chwil swojego istnienia była gotowa na życie z Jezusem, na to, by nosić Go pod swym sercem.
Dzisiejsza uroczystość łączy się z objawieniem Maryi. – To 8 grudnia 1947 r. w Montichiari we Włoszech Maryja powiedziała:
Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia, w południe obchodzono Godzinę Łaski dla całego świata. Dzięki modlitwie w tej godzinie, ześlę wiele łask dla duszy i ciała. (...) Jest moim życzeniem, aby ta Godzina była rozpowszechniona. Przez wstawiennictwo Niepokalanej prośmy o nawrócenie grzeszników i polecajmy Jej opiece nasze rodziny i nas samych.


kliknij, aby powiększyć

Czwartek 07.12.2017

Oblubieniec

Pod koniec pierwszej zwrotki piosenki "Strażnik Skarbów" śpiewamy takie słowa: "Misję miał na ziemi, taka dla świętego, Bóg mu dał za żonę Matkę Syna swego". Pewnie Józef nie spodziewał się, że w dalekiej Galilei, w Nazarecie, w mieście, o którym mówiono czasem z pogardą: "Czy może być co dobrego z Nazaretu?" (J 1,46), mieszka jego przyszła żona. Posłuchajcie, jak w książce "Cień Ojca" opisane jest pierwsze spotkanie Józefa z Maryją.
Józef już miał spuścić wiadro, by zaczerpnąć wody ze studni, gdy usłyszał głos. Obrócił głowę. Po schodach wbiegał dziewczyna, może dziewczynka... Stopy miała bose. Na głowie trzymała dzban. Na widok mężczyzny przestała śpiewać. Zatrzymała się, zdziwiona widokiem nieznajomego. Wydawała się bardzo zwykła. Skórę miała ciemną, jak ludzie pracujący w słońcu. Oczy brązowe, włosy ciemnoblond, odrzucone do tyłu i przewiązane kawałkiem tasiemki. Przy uszach - czerwone wisiorki.
Pytająco spojrzała na Józefa. Uważała, że nie wypada odezwać się pierwszej do nieznajomego mężczyzny. Na Józefa przyszło niezrozumiałe onieśmielenie. Wreszcie podniósł głowę.
- To zwyczajna dziewczyna - pomyślał, ale nie próbował spojrzeć w jej oczy.
- Cóż za dziwne wiadro macie tutaj? Nie macie cieśli, żeby zrobił lepsze?
Zaśmiała się.
- Tak, ten cieśla powinien rąbać drzewo, a nie robić wiadra. Ale i on odszedł z miasta i nie mamy nikogo.
- Nabiorę ci wody, jeśli chcesz...
Bez wahania przyjęła jego pomoc.

Józef wciąż myślał o spotkanej przy studni dziewczynie. Potem w Nazarecie coraz częściej widywali, rozmawiali i Józef był coraz pewniejszy, że taką chciałby mieć żonę. Nie wiedział jeszcze, że to wszystko jest planem Boga, że to Pan Bóg wybrał Maryję dla Józefa, albo Józefa dla Maryi, że to On sprawił, że pewnego dnia się spotkali.
Nie myślał pewnie w ten sposób, choć wiele razy z Bogiem o swoim życiu rozmawiał.
I w końcu zdecydował. Poprosił Maryję, by została jego żoną. A ona?
Ona chciała należeć tylko do Boga. Mimo to Józef chciał z Nią przeżyć życie. Pokochał Ją bardzo. A Jej niezwykła decyzję uszanował. Posłuchajcie uważnie, co stało się niedługo po ślubie Maryi z Józefem. Ewangelista Łukasz pisze tak: "Posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Wszedłszy do Niej, [anioł] rzekł: «Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą,». Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co by miało znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca». Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego okryje Cię cieniem. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym»". (Łk 1,26-35)
Już w pierwszym zdaniu dowiadujemy się ze szczegółami, gdzie został wysłany anioł. Pojawił się w znanej nam już krainie, w Galilei, w mieście Nazaret, gdzie mieszkała Maryja - uwaga! - poślubiona Józefowi z rodu Dawida. To znaczy, że była już ona żoną Józefa, ale jeszcze nie mieszkali razem. Dlaczego? Bo zgodnie ze zwyczajem żydowskim obrzęd zaślubin miał dwa etapy: najpierw zawierano małżeństwo, a dopiero po jakimś czasie mąż sprowadzał żonę do swojego domu. Józef był więc mężem Maryi, ale jeszcze nie mieszkali razem. I wtedy pojawił się anioł z wiadomością nie z tej ziemi, dosłownie.
Powiedział Maryi, że otrzymała szczególną łaskę od Boga - zostanie Matką Jego Syna, a pocznie Go za sprawą Ducha Świętego. Co to znaczy? Że Józef, którego poślubiła, nie będzie Jego ojcem. Co to za wiadomość! Trudno się dziwić Józefowi, który po takiej wiadomości "chciał Ją oddalić". Ale wtedy i do niego Bóg posłał anioła, by dodać mu otuchy. Józef nie chciał przeszkadzać Panu Bogu, choć w pierwszej chwili chciał uciec. Ale przecież wierzył Bogu i powoli chyba zaczynał rozumieć swoje powołanie, bo jak mówi św. Mateusz w Ewangelii: "Wziął swoją Małżonkę do siebie" (1,24). Uszanował to, że tak naprawdę Maryja należała wyłącznie do Boga. Po uroczystym przejściu do domu Józefa zaczęło się zwyczajne życie, jak w wielu izraelskich domach.
Znad swego warsztatu Józef rzucał raz po raz spojrzenie na kręcącą się po izbie Maryję. Miał Ją wreszcie u siebie. Z dziwną łatwością weszła w krąg domowych obowiązków. Poczuł sie otoczony Jej staraniami. Chciała mu pomagać we wszystkim. O żadnej domowej pracy nie musiał nawet wspominać. Wszystko było zrobione na czas. Maryja sprzątała dom i warsztat, prała bieliznę, reperowała odzież, gotowała, obrządzał osła. Nosiła wodę ze źródła i nie pozwalała się wyręczać.
_ Nie, Józefie - mówiła - to kobiety noszą wodę. Nie zwracajmy na siebie uwagi. A ja czuję się dobrze i nie szkodzi mi ten wysiłek.
Ustąpił Jej, jak ustępował we wszystkim. Nie podejmował żadnej decyzji bez zapytania o Jej zdanie, pokonując w sobie męską dumę.
Pięknie szanowali się oboje nawzajem. Pomódlmy się za naszych rodziców, by potrafili zawsze z miłością ze sobą rozmawiać, by Józef i Maryja byli dla nich wzorem.
"Święty Józefie, Opiekunie rodzin, powierzam Ci moich rodziców.
Wprowadź Jezusa do naszego domu, uproś nam łaskę miłości, zgody i pokoju. Amen".


kliknij, aby powiększyć

Środa 06.12.2017

Powiernik tajemnicy Boga

Piękny dzień nam Pan Bóg podarował. To pierwszy prezent, jaki dziś dostaliśmy. Po pierwsze: otworzyliśmy oczy, po drugie: wstaliśmy zdrowi z łóżka, a po trzecie: mogliśmy wyjść z domu, by tu, w szkole, chwalić Boga i zrobić kolejny krok ku Bożemu Narodzeniu. Pewnie domyślacie się, dlaczego tak od razu, na wstępie, mówię o prezentach.
Dziś jest dzień, w którym wspominamy dobrego biskupa Mikołaja, mającego serce otwarte dla najbiedniejszych, dla każdego, kto potrzebował pomocy.
Ale musimy pamiętać, że Tym, który obdarowuje nas najbardziej, i to codziennie, jest Pan Bóg. On był wzorem miłości dla biskupa Mikołaja. I my również prawdziwej miłości możemy nauczyć się tylko od Boga.
Pan Bóg od stworzenia świata chciał dać ludziom wszystko, co najlepsze. Chciał, by człowiek był szczęśliwy, by nie musiał cierpieć ani umierać. Tymczasem ludzie wszystko zepsuli, bo chcieli żyć po swojemu, a nie po Bożemu. Na samym początku, kiedy tylko człowiek otrzymał od Boga wyjątkowy prezent, by żyć z Nim w raju, od razu z niego zrezygnował. Powiedział Panu Bogu: "NIE! Będę żył tak, jak mi się podoba. A przy okazji zobaczę, czy Pan Bóg nie przesadza, czy przypadkiem nie boi się, że będę lepszy od Niego. Bo niby dlaczego z tego jednego drzewa nie mogę zrywać owocu? Co może się stać, jeśli zerwę owoc?".
Może tak myśleli pierwsi ludzie, może inaczej, nie wiem. W każdym razie zrobili po swojemu, a nie tak, jak prosił Pan Bóg. A skoro tak zrobili, nie mogli żyć z Bogiem w raju.
Jednak Pan Bóg - kochający Ojciec - nie obraził się na człowieka, nie zostawił go całkowicie samego. Nie powiedział: "No to teraz, człowieku, radź sobie sam:. Zrobił tak jak kochający rodzice. Gdy kochane dziecko mocno nabroi, dostaje karę, ale to nie znaczy, że rodzice przestają je kochać. Kara jest po to, by pomóc dziecku się poprawić.
I tak też było w raju po pierwszym grzechu, po nieposłuszeństwie, po grzechu pierwszych ludzi. Pan Bóg już wtedy obiecał, że prześle z nieba pomoc. Obiecał, że ostatecznie szatan będzie pokonany, że przegra w walce o człowieka.
Posłuchajcie, co Pan Bóg powiedział wtedy do szatana, po grzechu pierwszych ludzi:
"Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę" (Rdz 3,15).
Bibliści mówią, że w tych słowach Pan Bóg zapowiedział coś bardzo ważnego. Że potomek niewiasty zada szatanowi taki cios, który zdecyduje o jego przegranej. O jaką niewiastę chodzi i o jakiego potomka?
Niewiastą jest Maryja, a Pan Jezus jest Jej Potomkiem, Jej Dzieckiem. Po nieposłuszeństwie pierwszych ludzi, Adama i Ewy, Bóg zapowiedział, że szatan, który stanął między człowiekiem a Bogiem, zostanie pokonany. Obiecał, że pośle Mesjasza, Swojego Syna, by wyzwolił ludzi z niewoli grzechu. To była dobra wiadomość! Pierwsza Dobra Nowina o Zbawicielu! Musicie to zapamiętać: w raju ludzie po raz pierwszy usłyszeli o Zbawicielu. Mijały wieki i Pan Bóg co jakiś czas przypominał przez proroków o swojej obietnicy. Izraelici słuchali uważnie, wiedzieli, że spośród nich Bóg wybierze Matkę dla Swojego Syna. Taki miał plan. A co z ojcem? Pewnie zwróciliście uwagę, że nie ma tam mowy o mężu. To prawda, ale to nie znaczy, że go nie było. Pan Bóg wybrał męża dla Maryi i opiekuna dla Swojego Syna - Józefa. Jego przodkiem był król Dawid, dlatego mówimy, że opiekun Jezusa pochodził z królewskiego rodu. Ale te czasy już dawno minęły ... Potomkowie Dawida się rozproszyli. Jednym się powiodło, inni zbiednieli - tak jak Jakub, ojciec Józefa. Wczoraj usłyszeliśmy, jak bardzo Jakub się martwił, że najstarszy syn wciąż jest sam, że powinien się już ożenić, że jeszcze nie znalazł sobie żony. Tymczasem był w tym wyjątkowy plan Boga. Pan Bóg zaplanował, że Józef będzie na ziemi opiekunem Jego Syna. Jemu dał poznać swoje zamiary i tajemnice. Jemu powierzył swoje najcenniejsze Skarby.
Jakub jednak nie dożył tej chwili. Józefa nie było przy śmierci ojca.
Młodszy brat opowiedział Józefowi o śmierci ojca. Jakub umarł spokojnie, wyziębiwszy się w pierwsze chłody. Przed śmiercią wypytywał o Józefa. Ucieszył się, gdy mu powiedziano, że znalazł wreszcie dziewczynę, z którą pragnie się ożenić. Snuł marzenia o powrocie najstarszego syna na rodzinną ziemię, o jego potomstwie. - Dawna ziemia Dawida ma pozostać własnością Józefa - powtarzał. - Kiedy do Betlejem wróci, wtedy na tej ziemi niech zbuduje dla siebie dom... Józef był wzruszony. Brat sięgnął w zanadrze i wydobył zwinięty w cienką skórkę przedmiot. Rozwinął i Józef zobaczył pierścień. Pamiętał, widział go zawsze na placach ojca. Według tradycji rodzinnej pochodził on od Dawida i zawsze był własnością najstarszego w rodzie. - Ojciec kazał ci go oddać, a potem masz go dać swemu pierworodnemu - powiedział brat. Ojciec mówił jeszcze: - Żałuję, że nie będę mógł przycisnąć do piersi jego syna. Bo on na pewno będzie miał syna...
Swoją przyszłą żonę Józef spotkał w Nazarecie. Była piękną dziewczyną. Miała zaledwie kilkanaście lat. Może 12, może 14... Kiedyś dziewczętom w takim wieku wybierano męża. Józefa wybrał dla Maryi sam Bóg. Kiedy Józef odczytał plan Pana Boga, kiedy dowiedział się, że Maryja spodziewa się dziecka, nie wiedział, o co chodzi, nie od razu to zrozumiał. Nie był pewien, czy da radę. Bał się, czy będzie miał dość siły i odwagi. Chciał nawet - jak dzisiaj byśmy powiedzieli - zerwać z Maryją, "oddalić Ją" - jak mówi Ewangelia. Ale wtedy Bóg posłał do niego Anioła.
"Józefie, synu Dawida, nie bój się przyjąć twej żony Maryi, gdyż to, co się w Niej poczęło, pochodzi od Ducha Świętego". (Mt 1,20)
To było bardzo trudne, ale Józef, człowiek wierzący Bogu, poznał, że Bóg ma dla niego chyba jakieś specjalne zadanie. Kiedy jednak brat przekazał mu rodowy pierścień, znów pojawił się w jego sercu żal. Przecież nigdy nie będzie miał swojego syna! Komu przekaże pierścień?! Józef jednak bardzo kochał Maryję... Nie chciał Jej zostawić. Chciał być z Nią, nawet jeśli powiedziała, że chciałaby należeć tylko do Boga. Zgodził się, uszanował Jej niezwykłą decyzję.
Na koniec pomódlmy się za wszystkich, którzy muszą podjąć trudną decyzję. Najbardziej pomódlmy się za mamy, które dostały największy prezent, jaki tylko może otrzymać kobieta: dowiedziały się, że są mamami. Módlmy się, żeby z radością czekały na urodzenie swojego dziecka.


kliknij, aby powiększyć

Wtorek 06.12.2017

Dom rodzinny

Witam wszystkich, gotowych, by czuwać. Wszyscy chcemy czuwać i być dobrze przygotowanym na przyjście Pana Jezusa, a jest On już bardzo blisko. Wprawdzie to dopiero trzeci dzień Adwentu, ale sami przekonacie się, jak szybko miną te adwentowe dni. Bo Adwent w tym roku mamy najkrótszy z możliwych. Tylko trzy pełne tygodnie. Czwarta niedziela Adwentu to już Wigilia Bożego Narodzenia.
Za przewodnika tegorocznego Adwentu wybraliśmy św. Józefa. Niewiele o Nim napisano w Biblii. W Ewangeliach poświęcono Mu zaledwie 26 wersetów. To naprawdę niewiele. I nie zapisano w Ewangeliach ani jednego Jego słowa. O tym, że pochodził z rodu Dawida, piszą dwaj ewangeliści: Mateusz i Łukasz. Z zawodu Józef był stolarzem. Właściwie Biblia mówi, że był cieślą. Cieśla zajmuje się drewnem. Można powiedzieć, że to taki stolarz ma placu budowy, który wykonuje jakieś drewniane konstrukcje, które potem wypełnia się betonem. Musi umieć wybrać odpowiednie drewno do danej konstrukcji, do budowy drewnianego domu, czy dachu. Stolarz natomiast potrafi z drewna zrobić meble, krzesło, schody, stół, a kiedyś robił też różne narzędzia potrzebne w domu albo do pracy na polu. Tym właśnie zajmował się Józef.
W okolicy Józef znany był przede wszystkim jako wyjątkowo dobry, uczciwy, solidny, ale i pobożny człowiek. Jako Żydowi przekazano Mu wszystkie tradycje związane z religią. A on był im wierny. Chodził do synagogi, czyli świątyni żydowskiej, przestrzegał przykazań Bożych, odmawiał wszystkie obowiązkowe modlitwy, których najpierw - jak to było w żydowskich rodzinach - uczyła go mama. A potem, gdy był już trochę starszy, tata zaczął go uczyć Tory, czyli pięciu pierwszych ksiąg Biblii: Rodzaju, Wyjścia, Kapłańskiej, Liczb i Powtórzonego Prawa. Torę spisał Mojżesz. Nazywa się ją też Księgą Prawa Mojżeszowego, bo jest w niej ponad 600 przepisów. Między innymi ten. Posłuchajcie:
"Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem - Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu. Przywiążesz je do twojej ręki jako znak. Niech one ci będą ozdobą przed oczami. Wypisz je na odrzwiach swojego domu i na twoich bramach" (Pwt 6,4-9).
W takim domu, z takimi tradycjami, żył Józef, przyszły opiekun Jezusa. Pięknie opisał go w swojej książce Jan Dobraczyński. Już sam tytuł książki - "Cień Ojca" - wskazuje, jaki był św. Józef. Dzięki krótkiemu opisowi jego codziennych dni możemy powiedzieć, jakim był człowiekiem. Posłuchajcie.
Dni Józefa płynęły wypełnione pracą w warsztacie. W szabat szedł do synagogi. (...) Zawsze miał wiele roboty. Znany był z solidności i zręczności. A przy tym za robotę nie żądał wiele. Dotrzymywał także obiecanego terminu. W jego warsztacie ciągle świergotał hebel i stukał młot.
Rozlegały się też często głosy dziecinne. W warsztacie zawsze znajdowała się gromadka małych widzów. Patrzyli, jak pracuje, pytali go, a on im odpowiadał. Czasami przywoływał chłopca, wkładał mu w rękę piłkę albo hebel. Pokazywał, jak trzymać, jak władać narzędziem, i dawał do obróbki kawał drewna. Czasami chwalił zręcznego ucznia, czasami kiwał głową i tłumaczył popełnione błędy.
Wszystkie dzieci we wsi nazywały go wujem. Zresztą przynależał mu ten tytuł jako najstarszemu przedstawicielowi rodu.
Ludzie szanowali Józefa, ale jego tata chyba się trochę martwił, bo najstarszy syn, dobry człowiek, dawno już powinien znaleźć sobie żonę, a jakoś ciągle był sam. Józef jednak ufał Panu Bogu, że znajdzie się w końcu odpowiednia dziewczyna, która zostanie jego żoną. Tymczasem Pan Bóg miał wyjątkowy plan dla Józefa. Wybrał go na opiekuna swojego Syna. Jemu powierzył swoje największe zamiary i tajemnice, swoje najcenniejsze Skarby. Kiedy Józef dowiedział się o tym, kiedy odczytał plan Pana Boga, wcale nie był pewien, czy da radę. Bał się, czy będziesz miał dość siły i odwagi.
Pan Bóg znał te wszystkie jego myśli i wątpliwości, dlatego posłał do niego anioła. Ale o tym opowiem wam jutro.


kliknij, aby powiększyć

Poniedziałek 04.12.2017

Józef z rodu Dawida

Rozpoczęliśmy czas Adwentu, czas radosnego oczekiwania. Razem będziemy przygotowywać się na Boże Narodzenie. Bo po to mamy Adwent, żebyśmy znaleźli drogę do Pana Jezusa, żeby On przede wszystkim narodził się w naszych sercach.
Wielu z was przyszło dziś z lampionami - to piękny symbol światła, łaski, którą przyniósł ludziom Pan Jezus. Jego przyjście rozjaśniło ciemności grzechu. Dlatego też na początku każdej Mszy św. roratniej w kościele światła są zgaszone. Wśród ciemności migają tylko lampiony.
Zapala się wszystkie światła dopiero kiedy śpiewana jest "Chwała na wysokości Bogu". Uwielbiamy w tym hymnie Boga za to, że chciał nam posłać swojego Syna, że spośród ludzi wybrał dla Niego Matkę. Msza św. roratnia odprawiana jest właśnie ku czci Matki Bożej. I w Adwencie tylko podczas tej Mszy śpiewamy hymn "Chwała na wysokości Bogu". Nie śpiewa się go nawet w niedziele, żeby mógł z pełną mocą zabrzmieć znowu w dzień Bożego Narodzenia.
Przy ołtarzu stoi też specjalny symbol przypominający Maryję oczekującą na narodziny swego Syna, Jezusa. Tę ozdobioną świecę zapala się tylko na Roratach. To jeden z symboli adwentowych. Mamy wielkie szczęście, że w naszym kraju zwyczaj Mszy św. roratnich przetrwał. A początki sięgają... XIII wieku. Prawie od ośmiuset lat odprawiane są w Polsce Roraty! Mało który kraj może się taką tradycją pochwalić. To były czasy św. Kingi i księcia Bolesława Wstydliwego. Trzy wieki później na Roraty chodzili też królowie Zygmunt Stary, Zygmunt August, królowa Bona, Anna Jagiellonka i jeszcze później Marysieńka Sobieska, żona króla Jana III Sobieskiego. Na Wawelu, przy kaplicy Zygmuntowskiej utworzono nawet grupę śpiewaków - dzisiaj byśmy powiedzieli: zespół albo scholę - których nazywano rorantystami. Śpiewali oni podczas Rorat specjalne pieśni. Przed rozpoczęciem Mszy św. roratniej do ołtarza podchodził król, stawiał na środku ołtarza świecę, a po nim, też ze świecami, podchodzili kolejno: prymas, senator, ziemianin, rycerz, mieszczanin i chłop. Ksiądz odbierał świecę i zadawał pytanie: "Jesteś gotów na sąd Boży?". Każdy odpowiadał; "Gotów jestem na sąd Boży".
To miało wszystkim przypominać, że oprócz tego Adwentu przed Bożym Narodzeniem, który właśnie rozpoczęliśmy, każdy ma swój osobisty "adwent" życiowy, który skończy się w chwili śmierci. Wtedy, gdy spotkamy Pana Jezusa. Adwent, który rozpoczęliśmy wczoraj, przez który przygotowujemy się do świąt Bożego Narodzenia, przypomina nam pierwszy "adwent".
Przez proroków Pan Bóg zapowiadał przyjście Mesjasza. Nie będę wam opowiadał o wszystkich, ale na przykład przez proroka Micheasza powiedział tak: "A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności" (Mi 5,1).
A skąd wiemy, że Król Izraela to Pan Jezus? Bo Micheasz mówi, że Król, który ma się narodzić, istnieje od wieczności, a tak możemy powiedzieć tylko o Bogu. Wyobraźcie sobie, Micheasz mówił to prawie osiem wieków, czyli osiemset lat, przed narodzeniem Pana Jezusa. Inni prorocy, między innymi wielki prorok Izajasz, zapowiadali nawet to, w jakiej rodzinie przyjdzie na świat Mesjasz. Mówili, że będzie On potomkiem Dawida. I to się sprawdziło, wypełniło, bo właśnie z rodu Dawida pochodził ziemski opiekun Pana Jezusa, którym był święty Józef.
Pan Bóg chciał, by Jego Syn, Jezus, urodził się na ziemi jak każdy człowiek i żeby wychował się w rodzinie, dlatego wybrał dla Niego ziemską Matkę, Maryję, która Pana Jezusa urodziła, i Józefa pochodzącego z królewskiego rodu Dawida, który się Jezusem i Maryją opiekował.
Na naszej adwentowej dekoracji przedstawiony jest św. Józef razem z Jezusem i swoją żoną Maryją. Widnieje tam też napis: Strażnik Skarbów. Zwróćcie uwagę, że słowo "Skarbów" napisane jest na dekoracji wielkimi literami. To dlatego, żeby podkreślić, że nie chodzi o diamenty, szmaragdy czy rubiny. Ale o skarby bezcenne... Może już ktoś się domyśla... Chodzi o Syna Bożego i Jego Matkę.
To wielka rzecz - być strażnikiem TAKICH Skarbów. Na ziemi nigdy przedtem ani nigdy potem nie było cenniejszych Skarbów. I tymi Skarbami właśnie miał się zaopiekować Józef z rodu Dawida, który będzie naszym przewodnikiem na adwentowej drodze.
Tak się dobrze składa, że wczoraj w sanktuarium św. Józefa w Kaliszu rozpoczął się Nadzwyczajny Rok Jubileuszowy. Ogłosił to papież Franciszek w specjalnym liście. Będziemy jeszcze do tego wracać.