Wiernie i radośnie trwajcie w rozpoczętym dziele. św. Aniela Merici


ADWENT 2018


"Z Duchem Twoim"

kliknij, aby powiększyć

Piątek 14.12.2018

Wierność - Chiara Corbella Petrillo

Dziś poznamy Chiarę Corbellę Petrillo. Była ona wyjątkowo wierna Panu Bogu. Jej historia jest niezwykła i wydarzyła się całkiem niedawno.
Chiara była Włoszką, mieszkała w Rzymie. Gdyby dziś żyła, miałaby dopiero 34 lata. Jej mąż Enriko mówił, że była przepiękną kobietą: "Była jak księżniczka, bardzo elegancka, wesoła, zawsze z szerokim uśmiechem, lubiła ludzi, grała na skrzypcach, wszyscy dobrze się przy niej czuli".
Jako młoda dziewczyna chciała poznać dobrego chłopaka, z którym założyłaby rodzinę i miała dużo dzieci. Pojechała z pielgrzymką do Medjugoria, by o to prosić Matkę Boża. Tam spotkała Enrico i jakoś tak od razu wiedziała, że to będzie jej mąż. Sześć lat uczyli się bycia razem, przygotowywali się do małżeństwa.
Po ślubie Chiara jak najszybciej chciała być mama. Oboje zresztą bardzo tęsknili za dzieckiem. Pierwsza urodziła się Marysia. Niestety, jeszcze przed urodzeniem okazało się, że dziecko ma poważną wadę: nie ma części mózgu. Marysia nie miała żadnych szans. Po urodzeniu żyła tylko pół godziny. Lekarka była zaskoczona, gdy Chiara powiedziała, że "Bóg nigdy nie popełnia błędu!".
Enriko i Chiara wierzyli, że drugie dziecko będzie zdrowe. Po roku na świat miał przyjść chłopiec. Myśleli, że będzie mocniejszy. Ale Dawid też był chory. Trudno sobie wyobrazić cierpienie młodych rodziców. Jednocześnie zadziwiał wszystkich ich wielki pokój. Chiara za wszystko dziękowała Bogu. "Dawid jest taki, jakiego chciał go mieć Bóg" - mówiła. Chiara wierzyła, że Pan Bóg wie lepiej, że On ma najlepszy plan, że On inaczej niż ludzie rozumie szczęście. Rok po śmierci Dawida miał urodzić się Franio. Wszystko było dobrze aż do piątego miesiąca, kiedy okazało się, że... Chiara jest poważnie chora. Żeby Franio mógł rosnąć bezpiecznie pod jej sercem, lekarze zgodzili się, żeby leczenie Chiary rozpocząć dopiero po urodzeniu synka.
Franio urodził się całkowicie zdrowy. Szczęście rodziców gasiła tylko choroba Chiary, która, niestety, była oporna na leczenie. Kiedy Chiara wiedziała, że lekarze nie potrafią już nic zrobić, że jej dni na ziemi są policzone, napisała list do swojego małego synka. Posłuchajcie: "Kochany Franusiu, stałeś się wielkim podarunkiem dla naszego życia. Chcę Ci powiedzieć, że każdy żyje po to, żeby kochać i być kochanym, a kiedy umrze, pozna Boga - prawdziwą Miłość. Tylko Bóg może Cię tego nauczyć. Cokolwiek będziesz czynił, będzie miało sens tylko wtedy, gdy będziesz to spełniał z myślą o życiu wiecznym. Gdy bedziesz naprawdę kochał, zauważysz, że nic do Ciebie nie należy, bo wszystko jest darem. My kochaliśmy Marię i Dawida, tak, jak kochamy Ciebie. Ale wiemy, że nie należycie do nas. Bo wszystko, co masz, jest podarunkiem od Boga i nie należy do Ciebie. Mój synu, Bóg nigdy Ci niczego nie zabierze. A jeśliby zabrał, to po to, żeby dać Ci w zamian o wiele więcej... Dzięki Twojemu rodzeństwu, Marii i Dawidowi, zakochaliśmy się w życiu wiecznym. Wiemy, że Ty jesteś kimś szczególnym i że masz na ziemi wielkie zadanie do spełnienia. Pan chciał Cię od wieczności i On Ci pokaże drogę, którą masz iść. Tylko otwórz Mu swoje serce. Zawierz Jemu. To Ci się opłaci. Twoja mama Chiara".
Chiara poszła do nieba, żeby zaopiekować się Marysią i Dawidem. Miała 28 lat. Franek został z tatą.
I trzeba dodać, że wcale nie była odważna ani przebojowa. Podobno kiedy chodziła do szkoły, nigdy nie zgłaszała się na ochotnika. Nie była odważna, ale miała wielką wiarę, a to całkiem co innego, bo wiara to znaczy, że zależysz od Boga, od Niego dostajesz siłę, a odwaga, że próbujesz sobie radzić sam.
Chiara nie przeżyła jakiegoś wielkiego nawrócenia, zawsze była wierzącą, rodzice wychowali ją po katolicku, tak, jak Was. Jednak tak chyba jest, że przychodzi moment, kiedy trzeba zdecydować: idę za Bogiem, wierzę Mu na 100 procent, czy idę swoją drogą i walczę sam. Wtedy wiara dojrzewa. I tak było u Chiary. Ona wierzyła, że Jego plan jest najlepszy, że nawet największe nieszczęście dzieje się po coś.
Prośmy o łaskę wiary dla nas wszystkich, abyśmy u Pana Boga szukali pomocy, kiedy przychodzą kłopoty.


kliknij, aby powiększyć

Czwartek 13.12.2018

Pokój - błogosławiona Poznańska Piątka

Kolejny, niezwykły owoc Ducha Świętego, wypracowało w sobie pięciu wspaniałych chłopaków.
Żyli w tym samym czasie, po 1918 roku, kiedy Polska po 123 latach odzyskała niepodległość. Ludzie byli tak szczęśliwi, że są wolni, że prawie każdy był gotowy zrobić coś dla ojczyzny, dla innych. To było oczywiste. Większość rodzin, mimo tylu lat zaborów, zachowała wartości chrześcijańskie. Z takich rodzin, gdzie była codzienna modlitwa, gdzie co niedzielę chodziło się do kościoła, gdzie dom był pełen miłości, pochodziła piątka chłopaków: Franek, Czesiek, dwóch Edków i Jarosz. Poznali się w oratorium u salezjanów w Poznaniu. Mieli wtedy po około 10 lat. Zaprzyjaźnili się i tworzyli zgrana paczkę. Razem spędzali każdą wolną chwilę: grali w piłkę, śpiewali w chórze, występowali w przedstawieniach teatralnych, pomagali chorym i potrzebującym, ale też razem modlili sie w oratorium. To był ich drugi dom.
Wszystko się zmieniło, gdy wybuchła wojna. Oni byli jeszcze nastolatkami, a tu znowu trzeba było walczyć o wolność. Nie siedzieli jednak z założonymi rękami. Postanowili działać przeciw Niemcom w tajnej organizacji. Ktoś ich jednak zdradził i zostali aresztowani przez gestapo, czyli niemiecką policję.
Dla piątki chłopców z Poznania zaczęły się prawdziwe tortury. Nie mogli być pewni, czy przeżyją. Niemcy nie odpuszczali.
Piątce z Poznania siłę dawały modlitwa i wiara, że jest Ktoś większy od Niemców. Wiara pomogła im zachować spokój, kiedy zostali skazani na śmierć. Nie mieli cienia wątpliwości, że po drugiej stronie czeka na nich kochający Bóg. Byli spokojni. Przed śmiercią każdy się wyspowiadał i przyjął Komunię Świętą. Zdążyli jeszcze napisać niezwykle piękne listy do swoich rodzin. Posłuchajcie, co napisał Franek: "Moi Najukochańsi Rodzice i Rodzeństwo. Nadeszła chwila pożegnania z Wami, i to właśnie w dniu 24 sierpnia, w dzień Maryi Wspomożycielki Wiernych. Byłem właśnie przed chwilą u spowiedzi świętej, za chwilę przyjmę Najświętszy Sakrament. Dobry Bóg bierze mnie do Siebie. Nie żałuję, że w tak młodym wieku schodzę z tego świata. Teraz jestem w stanie łaski, a nie wiem, czy później byłbym wierny mym przyrzeczeniom Bogu danym. Kochani Rodzice i Rodzeństwo, bardzo Was przepraszam raz jeszcze z całego serca za wszystko złe i żałuję za wszystko z całego serca. Przebaczcie mi, idę do nieba. Do zobaczenia. Módlcie się czasem za mnie. Zostańcie z Bogiem. Wasz syn, Franek".
Pokój - ten niezwykły owoc Ducha Świętego wypracowali w sobie ci chłopcy. Nazywamy ich krótko Poznańską Piątką, błogosławioną Poznańską Piątką, bo w 1999 roku, razem z innymi męczennikami papież Jan Paweł II beatyfikował tych chłopców.
Bez wiary, bez pomocy Ducha Świętego nie daliby rady, nie potrafiliby zachować takiej pogody ducha, tak spokojnie znosić tych wszystkich cierpień, oddalenia od domu, i umierać w tak młodym wieku. Być może ten pokój udzielał się również innym, ich rodzicom, rodzeństwu.
Pan Jezus mówi: "Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój...". To od nas zależy, ile pokoju będzie wokół nas. Nie wystarczy o pokoju mówić, trzeba go mieć w sercu i zarażać nim innych. Bo pokój na świecie zaczyna się w nas, w Tobie i we mnie.
Przez wstawiennictwo błogosławionej Poznańskiej Piątki prośmy, byśmy umieli wprowadzać pokój wszędzie tam, gdzie spotykamy się z ludźmi.


kliknij, aby powiększyć

Środa 12.12.2018

Łagodność - błogosławiona Laura Vicuna

Dzisiaj poznamy kogoś, kto wypracował w sobie owoc łagodności.
W Ameryce Południowej, a dokładnie w Chile, mieszkała dziewczynka nieco młodsza od Matteo. Nazywała się Laura Vicuna. Była bardzo wrażliwa i nad życie kochała swoja mamę, zwłaszcza, że nie miała już taty, bo umarł, kiedy Laura miała trzy lata. Mamie nie było łatwo, zaczęło brakować pieniędzy i w końcu razem z córeczkami Laurą i Julią musiała się wyprowadzić z domu rodzinnego. Pojechała do Argentyny. Tam poznała dziwnego człowieka Manuela Morę. Dziewczynki bardzo go nie lubiły, bo często krzyczał, a kiedy przychodził pijany, próbował przytulać Laurę. Mama broniła córek, jak umiała, i próbowała im tłumaczyć, że przynajmniej mają gdzie mieszkać i za co żyć.
Któregoś dnia na religii siostra tłumaczyła przykazania i powiedziała, że jeżeli kobieta i mężczyzna żyją bez ślubu kościelnego, popełniają grzech ciężki. Laura bardzo się przejęła. Od dawna się tego domyślała... Przypomniała jej się Pierwsza Komunia i mama, która wtedy nie przyjęła Pana Jezusa. Zastanawiała się, co mogłaby zrobić, żeby ratować jej duszę? Nikomu nie mówiła o swoim zmartwieniu. Rozmawiała o tym tylko z Panem Bogiem. Posłuchajcie, co mówiona Laurze w kolegium, do którego uczęszczała: Od pierwszych dni po przybyciu do kolegium Laura wyróżniała się swoim myśleniem i pobożnością przewyższającymi jej wiek. We wszystkim była zwykła i normalna. Choć była jeszcze dzieckiem, wydawała się dojrzała. W jej pobożności, co było szczególnie widoczne podczas modlitwy, nie było niczego sztucznego ani żadnej przesady. Z tą samą uwagą wykonywała inne swoje obowiązki. Zwykle mawiała: "Modlić się, bawić czy spać - dla mnie to jest to samo. Wykonując, co mi polecono, wykonuję to, czego chce Pan. To najlepsza modlitwa".
Laura bardzo martwiła się o swoją mamę... Miała tylko 13 lat i niewiele mogła zrobić... Czy naprawdę jednak niewiele? Modlitwa to przecież najwięcej, co możemy dać drugiemu człowiekowi.
Mama żyła w grzechu, czyli niezgodnie z prawem Bożym. Bolało to Laurę tak bardzo, że pewnego dnia powiedziała Panu Bogu, by zabrał jej życie i dał siłę mamie, by odeszła od Manuela.
I wyobraźcie sobie, niebawem ze zdrowiem Laury zaczęło się dziać coś dziwnego. Nie pomagały ani odpoczynek, ani lekarstwa. Mama nie rozumiała, co się dzieje, tylko Laura przeczuwała, że Pan Bóg odpowiedział na jej prośbę. Już wtedy nie mieszkały z Manuelem, bo mama bała się o dorastające córki. Pewnego dnia jednak pojawił się w miasteczku i chciał u nich nocować. Laura się zbuntowała: "Jeśli on zostanie, ja wyjdę" - powiedziała. Manuel wpadł w szał. Wybiegł za nią na ulicę i pobił tak strasznie, że gdyby nie ludzie, pewnie by ją zabił. Laura słabła z każdym dniem i tydzień później umarła. Ale przed śmiercią powiedziała jeszcze mamie o swojej tajemnicy, o swoim układzie z Panem Bogiem.
Mama Laury odeszła od Manuela, a na pogrzebie córki po raz pierwszy od wielu lat przyjęła Komunię Świętą.
Dokładnie 30 lat temu papież Jan Paweł II ogłosił Laurę Vicunę błogosławioną. Powiedział wtedy, że Laura uczy nas odważnej miłości Boga i wytrwałej modlitwy za rodziców i przyjaciół, szczególnie tych zagubionych na drodze do Boga.
Prośmy o łagodność dla siebie, byśmy o trudnych sprawach rozmawiali przede wszystkim z Panem Bogiem.


kliknij, aby powiększyć

Wtorek 11.12.2018

Dobroć - Matteo Farina

Dzisiaj zaczynamy drugi etap naszych spotkań z Duchem Świętym. Znamy już Jego dary a od dziś poznawać będziemy owoce. Wiadomo, że Ducha Świętego otrzymujemy podczas chrztu, potem umacnia nas swoimi darami w sakramencie bierzmowania, ale żeby pojawiły się owoce tych darów, musimy mieć serce i głowę otwarte na działanie Ducha Świętego, na Jego natchnienia, podpowiedzi do właściwego zachowania czy do podjęcia właściwej decyzji. Bo wtedy z Duchem Twoim, Boże wszystko jest możliwe!
Kiedyś w "Małym Gościu" był artykuł o chłopcu, nastolatku, który mieszkał na południu Włoch. Jak większość kolegów kibicował Juventusowi. Bardzo lubił chemię i informatykę. Śpiewał w szkolnym zespole rockowym. Wszędzie było go pełno. Był duszą towarzystwa. Interesował się problemami innych, potrafił doradzić kolegom, stanąć w obronie dziewczyn. Był bardzo lubiany, zawsze uśmiechnięty i miał czasem zaskakujące pomysły.
Wyobraźcie sobie, że udało mu się namówić członków rodziny, by zamiast kupować prezenty świąteczne, przekazali pieniądze na pomoc misjonarzom w Mozambiku.
Chłopiec nazywał się Matteo Farina. Bardzo chciał zarażać innych miłością, dobrocią. Posłuchajcie, co kiedyś zapisał: "Boże mój, mam dwie ręce. Spraw, abym jedną zawsze trzymał się mocno Ciebie, abym podczas próby nie oddalił sie od Ciebie, ale trzymał się jeszcze mocniej. A drugą ręką, jeśli to zgodne z Twoją wolą, chciałbym służyć światu. Tak, jak poznałem Ciebie dzięki innym, chciałbym, żeby ten, który nie wierzy, poznał Ciebie dzięki mnie. Dziękuję za życie. Dziękuję za wiarę. Dziękuję za miłość. Chcę być jak najczystsze lustro i odbijać Twoje światło, by wpadało do serca każdego człowieka. Chcę jak najlepiej wypełniać Twoje plany. Bez unoszenia się pychą czynić dobro w ciszy i zastanawiać się nad popełnionym złem. Jestem Twój".
Kiedy Matteo miał 10 lat, miał dziwny sen. Znajdował się w ogrodzie, gdzie po jednej stronie była zieleń, drzewa, łąki, kwiaty, a po drugiej tylko ziemia. Matteo widział siebie w tym śnie jako suche drzewo. W pewnym momencie pojawił się mężczyzna, który kazał mu pozbyć się grzechów i wytłumaczył, że pustka w ogrodzie, to ludzie niewierzący w Boga, grzeszący i smutni. Na koniec chłopcu ukazał się ojciec Pio w brązowym habicie i powiedział: "Opowiedz wszystko swojej rodzinie. Jeśli rozumiesz, że tylko ten, kto nie ma grzechu, jest szczęśliwy, powinieneś to uświadomić innym".
I taki chciał być Matteo - dobry dla wszystkich. I taki był do końca życia. Kiedy miał 12 lat, nagle bardzo rozbolała go głowa. Lekarz skierował go na badania. Okazało się, że to rak. Zaczęło się trudne leczenie, operacje głowy. Matteo trudno było pogodzić się z takim cierpieniem. Pomógł mu ksiądz, którego przypadkowo spotkał. Zapisywał jego słowa. Między innymi te: "Zawieszasz się na Bogu i odnajdujesz nadzieję". Matteo nie wyzdrowiał. Jeśli była poprawa, to na chwilę i znowu nawrót choroby. Kiedy umarł miał 18 lat. Ci, którzy go znali, byli pewni, że był wyjątkowy. Na Facebooku do grupy przyjaciół "Matteo Farina" należy ponad 3,5 tys. osób i cały czas dołączają nowe. Bardzo szybko po jego śmierci, a umarł 9 lat temu, rozpoczął się proces, który ma ogłosić Matteo błogosławionym.
Owocem Ducha, jaki wypracował w sobie Matteo jest dobroć.
Prośmy o dobre serca, abyśmy umieli być dobrzy dla wszystkich jednakowo.


kliknij, aby powiększyć

Poniedziałek 10.12.2018

Dar umiejętności - prorocy, dar bojaźni Bożej - apostołowie i uczniowie

W historii byli tacy ludzie, którzy mieli wyjątkową zdolność, umiejętność poznania i słuchania Boga, przez których Bóg mówił do ludzi. Byli to prorocy. Stwierdzamy to w wyznaniu wiary: "Wierzę w Ducha Świętego (...), który mówił przez proroków".
Jednym z największych proroków Starego Testamentu był Jeremiasz. Wyobraźcie sobie, że Pan Bóg wybrał go do tego zadania jeszcze przed urodzeniem. To niesamowite. A potem sam mu o tym powiedział. Posłuchajcie, jak to było: "Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię. Nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię. Jeremiasz rzekł: "Panie Boże, przecież nie umiem mówić, jestem młodzieńcem!" Pan odpowiedział: "Nie mów: Jestem młodzieńcem, gdyż pójdziesz, do kogokolwiek cie poślę, i będziesz mówił, cokolwiek tobie polecę. Nie lękaj się, bo jestem z tobą, by cię chronić". I wyciągnąwszy Pan moich ust i rzekł mi: "Oto kładę moje słowa w twoje usta. Spójrz, daję ci dzisiaj władzę nad narodami i nad królestwami, byś wyrywał i obalał, byś niszczył i burzył, byś budował i sadził" (Jr 1, 5-10).
Wydawałoby się, że to wielkie wyróżnienie. Owszem, ale wiele razy przekonał się Jeremiasz, że dar, który otrzymał, nie zapewnia mu łatwego życia. Bo przekazywanie słów Boga nie zawsze jest łatwe.
Prorok nieraz musiał cierpieć z tego powodu, bo ludzie nie zawsze chcieli słyszeć prawdę. Kiedy w imieniu Boga wzywał ich do nawrócenia, ostrzegał przed nieszczęściami, jeśli się nie nawrócą, oni woleli słuchać fałszywych proroków, bo tamci obiecywali łatwe życie. Nie słuchali nawet, gdy Jeremiasz zapowiadał narodowi izraelskiemu niewolę. Nie obchodziło ich, co mówił, nawet wtedy, gdy zapowiedzi zaczęły sie spełniać.
W końcu stało się najgorsze. Jerozolima została zdobyta, a świątynia zburzona. Izraelici trafili do niewoli babilońskiej. Nie musiało się tak stać. Wystarczyło, że ludzie posłuchaliby Boga, mówiącego do nich przez Jeremiasza. Oni nie wierzyli, że z Duchem Twoim, Boże wszystko jest możliwe!
Bóg dzisiaj też do nas mówi przez takich Jeremiaszów. Przez rodziców, nauczycieli. Ważne, by ich nie tylko słuchać i robić swoje, ale usłyszeć i wypełnić to, co Bóg mówi przez proroków, których do nas posyła.
Każdy z nas też może być takim prorokiem. Kiedy ma odwagę postępować według zasad naszej wiary, tak, jak uczy Jezus, kiedy ma odwagę upomnieć, widząc, że ktoś krzywdzi młodszego, słabszego, wyśmiewa się z koleżanki, obmawia, plotkuje, zawsze odpisuje na lekcjach, jest nieuczciwy.
Bycie prorokiem może być trudne, ale w takich sytuacjach Duch Święty szczególnie nas umacnia.
Prośmy o dar umiejętności, abyśmy więcej wiedzieli, dalej widzieli i kierowali sie zasadami wiary.

Ostatnim darem Ducha Świętego jest bojaźń Boża Czyżby chodziło o to, że Pana Boga mamy się bać? Nie, tu nie chodzi wcale o odczuwanie strachu. Chodzi o nastawienie, o postawę szacunku względem Boga. Bojaźń Boża jest trochę podobna do daru pobożności, czyli całkowicie ufam Panu Bogu, oddaję Mu w opiekę swoje życie i chcę Go zawsze trzymać za rękę. Jeśli masz bojaźń Bożą, to nie chcesz grzeszyć, ale nie dlatego, że boisz się kary, ale dlatego, że wiesz, Twoje grzechy zasmucają najlepszego Ojca.
Nikt nie dorówna naszemu Bogu. On stworzył wszystko i może wszystko, ale jednocześnie jest Bogiem Ojcem, który daje siłę każdemu, kto Mu zaufa. Taki jest nasz Bóg. Wielki, niepojęty, a jednocześnie bardzo bliski człowiekowi i kochający. O takim Bogu nauczali uczniowie Pana Jezusa. I wiele razy z tego powodu mieli kłopoty. Kapłani ze świątyni jerozolimskiej byli oburzeni ich nauką o Jezusie, szczególnie wtedy, kiedy mówili, że On umarł i zmartwychwstał. Nie potrafili tego pojąć. Tak samo, jak cudownych uzdrowień. Posłuchajcie fragmentu: "Zebrali się przełożeni i starsi, i uczeni w Jerozolimie. Postawili Piotra i Jana w środku i pytali: >>Czyją mocą albo w czyim imieniu uczyniliście to?<<. Wtedy Piotr napełniony Duchem Świętym powiedział: >>Przełożeni ludu i starsi! Jeżeli przesłuchujecie nas dzisiaj w sprawie dobrodziejstwa, dzięki któremu chory człowiek uzyskał zdrowie, to niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, którego ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych, że przez Niego ten człowiek stanął przed wami zdrowy<<" (Dz 4, 5-10).
Kiedy Piotr i Jan tłumaczyli, że uzdrawiają mocą Pana Jezusa, uczeni i kapłani niewiele z tego rozumieli. Brakowało im spotkania z Bogiem. Oni nie przeżyli tego, co apostołowie i uczniowie. Nie spotkali Jezusa. Nie mieli w sobie Ducha Bożego. Posłuchajcie jeszcze jednego nagrania, gdzie Piotr i Jan wyjaśnili, dlaczego nauczają i uzdrawiają w imię Jezusa: "Widząc odwagę Piotra i Jana, dziwili się. Rozpoznawali w nich towarzyszy Jezusa. A widząc, że stoi z nimi uzdrowiony człowiek, nie znajdowali odpowiedzi. >>Co mamy zrobić z tymi ludźmi? - pytali jeden drugiego. - Dokonali jawnego znaku, oczywistego dla wszystkich mieszkańców Jerozolimy. Przecież temu nie możemy zaprzeczyć. Aby jednak nie rozpowszechniało się to wśród ludu, zabrońmy im surowo przemawiać do kogokolwiek w to imię!<<. I zakazali im w ogóle przemawiać i nauczać w imię Jezusa. Lecz Piotr i Jan odpowiedzieli: >>Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych bardziej słuchać was niż Boga? Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli<<" (Dz 4, 13-20).
Nie możemy milczeć, bo wiemy, jaki jest nasz Bóg. Bojaźń Boża to również postawa, gdy nie przejmuję się tym, co inni pomyślą, kiedy przyznaję się do mojego Boga.
Prośmy o dar bojaźni Bożej, abyśmy jeszcze bardziej kochali Boga.


kliknij, aby powiększyć

Piątek 07.12.2018

Dar pobożności - Dawid

Kolejnym, szóstym w kolejności, darem Ducha Świętego jest dar pobożności.
To Duch Święty uczy nas wołać do Boga: "Ojcze...". to Duch Święty sprawia, że chcemy żyć blisko Pana Boga.
W historii Izraela był taki człowiek, którego serce bardzo podobało się Panu Bogu. Pismo Święte nazywa go nawet człowiekiem według serca Bożego. Mowa tutaj o Dawidzie.
Zanim Dawid został królem Izraela, był pasterzem owiec. Nikomu nawet do głowy by nie przyszło, że to on jest wybrany i dostanie ważne, wyjątkowe zadanie. Dzisiaj byśmy powiedzieli: nikt nie brał pod uwagę jego kandydatury. Posłuchajcie, co mówi Pismo Święte: "Rzekł Pan do Samuela: "(...) Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla. (...) Namaścisz tego, którego ci wskażę". Samuel uczynił tak, jak polecił mu Pan, i udał się do Betlejem. (...) Tam Pan rzekł do Samuela: "Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce". Następnie Jesse przywołał Abinadaba. "Ten nie został wybrany przez Pana" - rzekł Samuel. Potem Jesse przedstawił Szammę. Samuel jednak oświadczył: "ten też nie został wybrany przez Pana". I Jesse przedstawił jeszcze siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył: "Nie ich wybrał Pan" i zapytał: "Czy to już wszyscy młodzieńcy?". "Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce" - odpowiedział Jesse. Samuel powiedział: "Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie". Przyprowadzono go: był rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. Pan rzekł: "Wstań i namaść go, to ten". "Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Począwszy od tego dnia Duch Pański opanował Dawida." (por. 1 Sm 16, 1-13)
Uwaga, w tej pięknej historii dwie rzeczy są ważne. Po pierwsze, Pan Bóg patrzy na serce, na wnętrze człowieka, na jego duszę, a nie na wygląd, czy ktoś jest blondynem, czy ma włosy kręcone, czy jest rudy, czy piegowaty - to bez znaczenia. I po drugie, gdy Samuel namaścił Dawida na króla, czyli gdy stało się tak, jak chciał Bóg, a nie Jesse, Duch Pański opanował Dawida, prowadził go, a Dawidowi zależało, by przede wszystkim pełnić wole Boga, bo z Duchem Twoim, Boże wszystko jest możliwe!
Mimo, że poprzednik Dawida, stary Saul, wciąż go prześladował, on traktował go z należytym szacunkiem. Co ciekawe, gdy Dawid grał na cytrze, zły duch, który męczył starego króla Saula, odstępował od niego. Dawid odważył się - co dotąd nikomu sie nie udało - stawić czoła Goliatowi, potężnemu, uzbrojonemu wojownikowi filistyńskiemu, który budził postrach u wszystkich. Tymczasem Dawid pokonał go kamieniem z procy. Wszystkie decyzje podejmował z Panem Bogiem. I w niczym nie chciał przekraczać Jego przykazań. A kiedy popełnił ciężki grzech, szczerze żałował i błagał o przebaczenie.
Dawid był pobożny, szczerze kochał Boga. Panu Bogu podobało się serce Dawida, dlatego zapowiedział błogosławieństwo jego domowi - to z jego rodu będzie pochodził Mesjasz.
Prośmy o dar pobożności, byśmy szczerze, jak dzieci kochali Pana Boga.


kliknij, aby powiększyć

Czwartek 06.12.2018

Dar męstwa - Gedeon

Dziś kolejny dar i postać.
Jest w Starym Testamencie historia Gedeona, który żył w czasach, gdy Izraelici byli gnębieni przez Madianitów. Ludzie ci rabowali wszystko, nie pozostawiali Izraelitom niczego. Gedeon wiedział, że trzeba to zmienić, że ktoś musi się sprzeciwić. Ale kto stanie na czele? Przecież nie on, słaby i strachliwy. Gedeon nie znajdował w sobie odwagi i męstwa. A poza tym myślał: "Dlaczego Bóg nam nie pomoże? Dlaczego Bóg opuścił Izrael? Kiedyś nas wyzwolił od faraona, a teraz...?
Wystraszony Gedeon, próbuje zadbać o siebie i najbliższych, gromadzi zboże, aby je ukryć prze prześladowcami, gdy nagle pojawia się jakiś tajemniczy nieznajomy. Posłuchajcie, co mówi o tym Biblia: "Gedeon młócił zboże, aby je ukryć przed Madianitami, gdy ukazał mu się Anioł Pana. "Pan jest z tobą, dzielny wojowniku!" - powiedział. Odpowiedział mu Gedeon: "Wybacz, panie mój! Jeżeli Pan jest z nami, skąd pochodzi to wszystko, co się nam przydarza? Gdzież są te wszystkie dziwy, o których opowiadają nasi ojcowie, mówiąc: >>Czyż Pan nie wywiódł nas z Egiptu?<<. a teraz Pan nas opuścił i oddał w ręce Madianitów". Wtedy zwrócił się ku niemu Pan: "Idź z tą siłą, jaką posiadasz, i wybaw Izraela z ręki Madianitów. Czyż nie Ja ciebie posyłam?" "Wybacz, Panie mój! - odpowiedział Gedeon. - Jakże wybawię Izraela? Ród mój jest najbiedniejszy w pokoleniu Manassesa, a ja jestem ostatni w domu mego ojca". "Ponieważ Ja będę z tobą, pobijesz Madianitów jak jednego męża" - odpowiedział Pan. "Pokój z tobą! Nie bój się niczego!"(por. Sdz 6, 11 - 16.23)
Anioł nazwał wystraszonego Gedeona dzielnym wojownikiem. Gedeon nie rozumiał, o co chodzi. Jak to? To chyba jakaś pomyłka. I wtedy Pan Bóg potwierdził słowa Anioła i powiedział do Gedeona wprost: "Idź z tą siłą, jaka posiadasz, i wybaw Izraela z ręki Madianitów".
Gedeon nadal nie rozumie i zaczyna tłumaczyć: przecież jestem biedny, nie jestem nikim ważnym, nie mam siły, nie mam odwagi, nie umiem. Nie słucha Boga, widzi tylko trudności. Pan Bóg nie zaprzecza, bo to wszystko prawda, ale przecież nie swoją mocą ma działać Gedeon. Pan Bóg da mu potrzebne siły i moc. Gedeon musi tylko zrobić pierwszy krok i zaufać Panu Bogu.
Tu nie trzeba rozumieć, trzeba zaufać. Gedeon w końcu uwierzył Panu Bogu. Zaufał, że z Bogiem wszystko jest możliwe. Wystraszony i ostrożny Gedeon, zajmujący się tylko swoim dobytkiem, stał się nowym człowiekiem. W walce z Madianitami okazał się odważnym dowódcą. Zorganizował świetny wywiad, zdobył cenne informacje. Razem ze swoim sługą zakradł się do obozu Madianitów i pod namiotami podsłuchiwał, o czym rozmawiają. Potem trzystu wojownikom dał trąby i gliniane dzbany. Nocą, przy namiotach Madianitów zaczęli trąbić i tłuc dzbany. Powstał taki hałas, że najeźdźcy spanikowali w ciemnościach i nawzajem nacierali na siebie mieczami, myśląc, że to nieprzyjaciel. W końcu wystraszeni uciekli. Co sie okazało? Z Duchem Twoim, Boże wszystko jest możliwe!
Oprócz odwagi otrzymanej od Boga Gedeon wykorzystał jeszcze swój spryt. Izraelici byli zachwyceni i postanowili ogłosić go królem.
Trudno czasem pojąć, że do wielkich czynów Bóg powołuje ludzi słabych i niepozornych. Bo męstwo, to nie mięśnie, ale łaska, dar Ducha Świętego, który pokonuje wszelki strach. I z Nim potrafię zrobić rzeczy, o jakich mi sie nie śniło.
A skoro Bóg jest ze mną, to nie muszę sie bać, że ktoś mnie wyśmieje, bo idę do kościoła, bo robię zawsze znak krzyża przed jedzeniem, bo bronię kolegi, który sam nie umie się obronić, bo pomagam koleżance, której nikt w klasie nie lubi, bo umiem odmówić kolegom, gdy mama potrzebuje mojej pomocy w domu.
To jest męstwo, którym obdarowuje Duch Święty, gdy Go o to prosimy.
Prośmy o dar męstwa, abyśmy z Bogiem nie bali się niczego.


kliknij, aby powiększyć

Środa 05.12.2018

Dar rozumu - Abraham, dar rady - Mojżesz

Dziś przyjrzymy się dwóm kolejnym darom Ducha Świętego: darowi rozumu i darowi rady.
Dar rozumu czasami jest mylony z darem mądrości. Wczoraj słyszeliśmy, że dar mądrości pomaga patrzeć na świat, na ludzi oczami Pana Boga. Dar rozumu natomiast pomaga rozumieć to, co mówi Pan Bóg. Co to oznacza?
Kiedy słuchasz Słowa Bożego, to czujesz, że Bóg mówi do Ciebie, rozumiesz Jego słowo i wiesz, jak zastosować je w życiu. Nie zawsze jednak tak jest...
W Biblii znajdziemy historię Abrahama, któremu pod dębami Mamre ukazał się Bóg w postaci trzech ludzi. Może byli to Aniołowie, może Trójca Święta...? W każdym razie Abraham zwraca się do nich: "Panie". Posłuchajcie, co patriarcha usłyszał: "Pan ukazał się Abrahamowi pod dębami Mamre, gdy siedział u wejścia do namiotu w najgorętszej porze dnia. Abraham dostrzegł trzech ludzi idących naprzeciw. Wyszedł im na spotkanie, a oddawszy im pokłon, rzekł: "O Panie, jeśli darzysz mnie życzliwością, racz nie omijać Twego sługi! Przyniosę trochę wody, odpocznijcie pod drzewami. Ja zaś pójdę wziąć nieco chleba, abyście się pokrzepili, zanim pójdziecie dalej". Abraham poszedł do namiotu Sary i rzekł: "Prędko zaczyń ciasto z trzech miar najczystszej mąki i zrób podpłomyki". Potem podążył do trzody i wybrał tłuste, i piękne cielę, i dał je słudze, aby ten szybko je przyrządził. Po czym, wziąwszy twaróg, mleko i przyrządzone cielę, postawił przed nimi. Zapytali go: "Gdzie jest twoja żona, Sara?" Odpowiedział im: "W tym namiocie". Rzekł mu jeden z nich: "O tej porze za rok znów wrócę do ciebie, twoja zaś żona Sara będzie miała wtedy syna".
To nie było takie oczywiste, a raczej była to zapowiedź bardzo dziwna. Sara wręcz zaczęła się śmiać. "Przecież to niemożliwe - myślała. - Jestem już starą kobietą". Rzeczywiście Abraham i Sara byli już właściwie dziadkami i do głowy im nie przyszło, że mogą jeszcze zostać rodzicami.
Tymczasem drogi i plany Pana Boga są inne niż nasze, często niepojęte i niezrozumiałe. Czas jakiś minął i obietnica Boga spełniła się - Sara urodziła syna Izaaka.
Z Duchem Twoim, Boże wszystko jest możliwe!
Dar rozumu jest nam potrzebny po to, byśmy rozumieli i umieli przyjąć to, co po ludzku jest kompletnie niezrozumiałe. Byśmy umieli poruszać sie po Bożym świecie. Czasem ktoś mówi: "To mnie kompletnie przerasta. Nic z tego nie rozumiem. Dlaczego to sie dzieje?".
Pan Bóg mówi: "Myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami". W takich sytuacjach, kiedy nie rozumiesz, co się dzieje, dlaczego to się dzieje, nie kombinuj, tylko przypomnij sobie Matkę Bożą albo Abrahama i proś Boga o dar rozumu. Powiedz po prostu: "Nie rozumiem, Panie Boże, ale ufam Ci. Ty wiesz lepiej".

I drugi z dzisiejszych darów - dar rady
Ludziom wyjątkowo przez Boga obdarzonym nie zawsze jest łatwo. Pamiętacie historię bardzo ważnego i wielkiego proroka - Mojżesza?
Mojżesz miał wyjątkowy kontakt z Bogiem. Rozmawiał z Nim jak z przyjacielem, twarzą w twarz. Bóg wiedział, że postawił przed Mojżeszem trudne zadanie. Kiedy Izraelici wędrowali przez pustynię do Ziemi Obiecanej, umacniał go swoim Duchem, a innych ludzi uzdolnił do różnych ważnych zadań, aby pomagali Mojżeszowi. W Księdze Wyjścia zapisano to w ten sposób:
"Oto wybrałem Besaleela, syna Uriego, syna Chura z pokolenia Judy i napełniłem go duchem Bożym, mądrością i rozumem, i umiejętnością wykonywania wszelkiego rodzaju prac, pomysłowością w pracach w złocie, w srebrze, w brązie i w rzeźbieniu kamieni do oprawy, i w rzeźbieniu drzewa oraz wykonywaniu różnych dzieł".
A potem Mojżeszowi powiedział, by wybrał sobie siedemdziesięciu ludzi do pomocy. Posłuchajcie, jak to było: "Zwołaj mi siedemdziesięciu mężów spośród starszych Izraela, o których wiesz, że są starszymi ludu i nadzorcami, i przyprowadź ich do Namiotu Spotkania; niech tam staną razem z tobą. Wtedy Ja zstąpię i będę z tobą mówił; wezmę z ducha, który jest w tobie, i dam im, i będą razem z tobą dźwigać ciężar ludu i ustawił ich wokół namiotu. A Pan zstąpił w obłoku i mówił z nim. Wziął z ducha, który był w nim i przekazał go owym siedemdziesięciu starszym. A gdy spoczął na nich duch, oni wpadli w uniesienie prorockie". "Dwóch mężów pozostało w obozie. Jeden nazywał się Eldad, a drugi Medad. Na nich też zstąpił duch, bo należeli do wezwanych, tylko nie przyszli do namiotu. Wpadli więc w obozie w uniesienie prorockie. Przybiegł młodzieniec i doniósł Mojżeszowi: >>Eldad i Medad wpadli w obozie w uniesienie prorockie<<. [...] >>panie mój, zabroń im!<<. Ale Mojżesz odparł: >>Czyż zazdrosny jesteś o mnie? Oby tak cały lud Pana prorokował, oby dał mu Pan swego ducha!" (por. Lb 11, 16-29)
Pan Bóg kazał wybrać Mojżeszowi siedemdziesięciu ludzi, żeby przekazać im ducha Bożego, którego miał Mojżesz. Było to ważne, ponieważ Mojżesz dostał bardzo trudne zadanie, a czekało go jeszcze trudniejsze. Potrzebował pomocników, którzy tak jak on mieliby Bożego ducha, żeby podpowiedzieli mu, co powinien zrobić, a czego nie, kiedy ludzie zaczną się buntować, kiedy będą zmęczeni, kiedy ich dzieci zaczną chorować, kiedy trzeba będzie zdecydować, kto wejdzie do Ziemi Obiecanej, a kto nie.
Potrzebował daru rady, by zgodnie z Bożym planem prowadzić lud izraelski. Potrzebował Ducha Świętego, żeby mu podpowiadał, żeby mu dał siły przy podejmowaniu mądrych decyzji.
Pan Bóg podpowiada nam, podpowiadał Mojżeszowi, co trzeba zrobić, jaka podjąć decyzję podczas modlitwy.
Mojżesz nie znajdował gotowych odpowiedzi w swoim namiocie, ale modlił się, rozmawiał z Panem Bogiem o wszystkim i co najważniejsze, SŁUCHAŁ. A Pan Bóg we właściwym momencie wskazywał drogę, dawał odpowiedź. Gdy nie wiesz, co robić, zawsze proś Ducha Świętego - On znajdzie radę.
Prośmy o dar rozumu, abyśmy we wszystkim potrafili brać pod uwagę wolę Boga oraz o dar rady, abyśmy trafnie, po Bożemu wybierali.


kliknij, aby powiększyć

Wtorek 04.12.2018

Dar mądrości - Józef Egipski

Tegoroczne rozważania adwentowe pomogą przybliżyć nam Trzecią Osobę Trójcy Przenajświętszej - Ducha Świętego. W pierwszej części, poprzez historie z życia postaci biblijnych poznamy dary Ducha Świętego. Natomiast w drugiej części, na przykładzie ludzi bardziej nam współczesnych, przekonamy się, jak działa Duch Święty, jak Jego dary mogą owocować w życiu tych, którzy pozwolą Mu się prowadzić. Zwieńczeniem naszych rozważań będzie osoba Matki Najświętszej, która jako pierwsza z ludzi została w pełni przez Ducha Świętego ukształtowana. W sposób doskonały otwarta na Jego działanie, z pewnością jest dla nas wzorem życia z Trzecią Osobą Boską. Prorok Izajasz pisze tak: "Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej duch Pański, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej". Jesse, o którym mówi Izajasz był ojcem Dawida, króla Izraela. Z tego rodu wyszedł oczekiwany przez Izraelitów Mesjasz. On jest odroślą z pnia Jessego. I to na Nim - jak pisze prorok - spocznie Duch Pański ze wszystkimi darami. Ten sam Duch Boży, który spoczął na Panu Jezusie, przychodzi do każdego z nas z tymi samymi darami. Każdy z nas od chrztu Świętego ma Bożego Ducha i w każdym On chce działać. Niektórzy, na przykład Wasi Rodzice, nauczyciele zostali jeszcze umocnieni darami Ducha Świętego w sakramencie bierzmowania. W trakcie naszych rozważań spróbujemy im się przyjrzeć.
Jako pierwszy dar Ducha Świętego wymieniamy mądrość. To dar bardzo ważny, ale na pewno nie dlatego, aby się wymądrzać. Nie chodzi o mądrość związaną z rozumem, z tym, co umiem i co wiem. Chodzi o mądrość, której mamy uczyć się od Boga. Co to znaczy? Żeby na świat, na ludzi, na kolegów w klasie patrzeć po Bożemu, a nie po swojemu. Pan Bóg każdego kocha i każdemu daje szansę. A ja? Czasem koleżanki nie lubię, bo źle sie uczy, nie odzywa sie do nikogo i nie ma nawet smartfona, a kolegę lubię, bo jest zabawny, dobrze gra w piłkę, zawsze mi wszystko pożycza, nawet pieniądze i daje odpisać zadanie.
Pamiętacie Józefa Egipskiego, ukochanego syna Jakuba? Starsi bracia nie lubili go. Myśleli, że tata kocha młodszego brata bardziej niż ich. Na dodatek Józef od dziecka miał szczególną zdolność przewidywania przyszłych zdarzeń. Tego też mu bracia zazdrościli. Pewnego razu Józef opowiedział braciom swój dziwny sen. Posłuchajcie: "Śniło mi się, że wiązaliśmy w polu snopy. W pewnej chwili mój snop podniósł się i stanął, a wasze snopy otoczyły go kołem i oddały mu pokłon. Bracia jeszcze bardziej rozgniewali się i znienawidzili Józefa: "Co ty sobie myślisz, że będziesz jak król panował nad nami. Chyba w głowie ci sie przewróciło. Co ty sobie wyobrażasz?" - mówili. Kiedy starsi synowie Jakuba wyruszyli na pastwiska, by wypasać trzodę, ojciec kazał Józefowi zobaczyć, czy bracia są zdrowi i czy trzodzie nic się nie stało. Kiedy Józef był już blisko pastwisk, ujrzeli go bracia i ogarnęła ich złość: "Idzie ten, co ma sny. Nie chcemy, by tu był. Zabijmy go i wrzućmy do studni. Powiemy, że dziki zwierz go pożarł". Ale Bóg czuwał nad Józefem. Nadjechała karawana kupców i bracia sprzedali Józefa kupcom jadącym do Egiptu. Pewnego razu faraon wezwał do siebie wróżbitów, by wytłumaczyli mu sen o krowach tłustych, które wyszły z rzeki Nil i po chwili zostały pożarte przez siedem krów chudych. I drugi sen o siedmiu kłosach zdrowych pochłoniętych przez siedem kłosów pustych. - Co to może oznaczać? - pytał faraon, a wróżbici kręcili głowami. Nic z tego nie rozumieli. Wtedy ktoś przypomniał sobie o Józefie, który tłumaczył sny. Faraon kazał go wezwać. "Twój sen ukazuje przyszłe lata Egiptu - mówił Józef - Siedem krów tłustych i siedem pełnych kłosów oznacza siedem lat urodzaju w królestwie. A siedem krów chudych i siedem pustych kłosów oznacza siedem lat nieurodzajnych. Dlatego trzeba gromadzić żywność, by ocalić naród". Faraon uwierzył Józefowi i powiedział: "Skoro Bóg dał ci poznać to wszystko, nie ma nikogo, kto by ci dorównał rozsądkiem i mądrością!" (Rdz 41, 38-39)
Pan Bóg dał Józefowi niezwykłą mądrość przewidywania przyszłych zdarzeń. Józef dobrze wykorzystał ten dar. Został zarządcą w Egipcie i uratował od głodu nie tylko Egipcjan, ale i mieszkańców innych krajów, nawet bracia, którzy skrzywdzili Józefa, kupowali u niego zboże. Ostatecznie rodzina Jakuba sprowadziła się do Egiptu. Tam rozrośli się w wielki naród. Z Egiptu Bóg wyprowadził Izraelitów do Ziemi Obiecanej. Józef wykorzystał otrzymany dar mądrości. Sam żył szczęśliwie, a Pan Bóg dzięki temu, że Józef słuchał natchnień Ducha Bożego wypełnił przez niego plan wobec swojego narodu. Okazało się, że z Duchem Twoim, Boże wszystko jest możliwe.
Prośmy dla nas wszystkich o dar mądrości, abyśmy potrafili patrzeć na ludzi i świat oczami Boga.