Wiernie i radośnie trwajcie w rozpoczętym dziele. św. Aniela Merici


WIELKI POST 2016

kliknij, aby powiększyć

Wtorek 22.03.2016

"Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych..."

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie, pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jedne od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata. Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”. Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. /Mt 25, 31-40/
Ta Ewangelia zmusza nas do zobaczenia Boga w każdym człowieku wokół nas. W małym dziecku, w koledze ze szkoły, koleżance z pracy, czy nawet we wścibskiej sąsiadce. Zobaczyć właśnie w nich Chrystusa to wielka sztuka i nie jest to łatwe, ale tego uczy nas Jezus. I to już od najmłodszych lat. Kto z nas nie zna bajki, w której przebrany za żebraka król odwiedza swych poddanych sprawdzając, który z nich przyjmie go serdecznie mimo obdartego ubrania?
Czasem wieczorem, przed zaśnięciem "podsumowujemy" miniony dzień pod kątem tego, ile "dobrych uczynków" udało nam się zrobić? W ilu osobach zobaczyliśmy Boga i zatroszczyliśmy się o Niego, odzialiśmy, nakarmiliśmy Go? Lub choćby uśmiechnęliśmy się życzliwie?
A Jezus mówi: "Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili".
Panie, otwórz nasze oczy, abyśmy w naszych braciach i siostrach rozpoznali Ciebie.
Panie, otwórz nasze uszy, abyśmy usłyszeli płacz i wołanie głodnych, zmarzniętych, przerażonych i zgnębionych.
Panie, otwórz nasze serca, abyśmy potrafili kochać siebie nawzajem, tak jak Ty nas kochasz. Amen.
/ Matka Teresa z Kalkuty/


kliknij, aby powiększyć

Poniedziałek 21.03.2016

Modlić się za żywych i umarłych

Listę uczynków miłosierdzia względem duszy zamyka zachęta do modlitwy za żywych i umarłych. Ktoś, zwłaszcza przyzwyczajony do "praktycznego" podchodzenia do życia, mógłby się zdziwić. Przecież uczynki miłosierdzia mają być konkretnymi formami pomocy: dostrzegamy potrzeby bliźniego i odpowiadamy na nie. A modlitwa? Czy jest praktycznym działaniem na korzyść bliźniego w potrzebie? Wielu ludziom nie kojarzy się z działaniem, lecz z jego zaniechaniem. Modlitwę za żywych i umarłych Kościół wymienia jako ostatnią wśród uczynków miłosierdzia. Ta ostatnia pozycja podkreśla, że jest on wśród uczynków miłosierdzia najważniejszy. Przypomina nam, że chociaż możemy wiele dobrego zrobić dla naszych bliźnich, to Pan Bóg może więcej niż my. Św. Faustyna Kowalska uczyła, że są trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźniemu: czyn, słowo i modlitwa. Pierwsze dwa uczynki sprawiają, że działa człowiek. Ostatni pozwala na działanie Panu Bogu.
Nie trzeba zatem nikogo, kto wierzy, przekonywać o wartości modlitwy i jej skuteczności. Pismo Święte uczy, że "wiara przenosi góry". Trzeba natomiast nakłaniać do jej praktykowania. Tak wiele mamy pomocy, aby nauczyć się modlitwy, a tak mało się modlimy. Bywa tak, że czujemy potrzebę zawierzenia Bogu i zwrócenia się do Niego na modlitwie, ale poprzestajemy jedynie na pragnieniu. Może dlatego tak mało jest dobra w świecie, że mało jest modlitwy jednych za drugich?
Każdy z nas modli się za innych z nadzieją, że ktoś modli się również i za mnie .... Modlimy się za żyjących i za tych, których już nie ma wśród nas. Po śmierci bliskiej osoby odwiedzamy cmentarz, uczestniczymy we mszy św. w jej intencji. Miłosierdzie człowieka jest ograniczone. Nie my jesteśmy źródłem dobra dla bliźniego w potrzebie. Kiedy więc modlimy się za żywych i umarłych, wtedy niejako wyznajemy naszą ograniczoność i niewystarczalność. Nasze ręce okazują się za słabe, a nasz rozum zbyt mały, aby udźwignąć cały ciężar trosk i problemów ludzkich.
Modląc się, uznajemy zatem potrzebę pomocy ze strony Kogoś, kto jest silniejszy od nas; od którego wszystko zależy. Modląc się, jakby powtarzamy za psalmistą: W Twoich rękach są moje losy (Ps 31, 16). Powierzając sprawy naszych bliźnich Bogu, możemy czuć się bezpieczni: są one w dobrych rękach. Rękach Ojca, który troszczy się o lilie polne i o ptaki niebieskie. Ojca, który czuwa nad losem świata i każdego człowieka. Modlitwa jest darem, jałmużną, na którą stać każdego.


kliknij, aby powiększyć

Piątek 18.03.2016

Urazy chętnie darować

Jakże łatwo można kogoś urazić. Ludzie są tacy delikatni: bolą ich słowa gwałtowne, powiedziane nie w porę, zbyt ostre, niesprawiedliwe. Reagują nie tylko na słowa, lecz także na postawy, miny, gesty... Odbierają je jako skierowane przeciwko sobie, nieżyczliwe, złowrogie. Jakże łatwo samemu zostać urażonym - tak niewiele trzeba, aby w sercu przyjęło się ziarenko urazy, które szybko urośnie w drzewo niechęci, uprzedzenia, odepchnięcia. Wśród uczynków miłosierdzia względem duszy znajduje się wskazanie urazy chętnie darować. Ten, kto układał listę tych uczynków, był doskonałym znawcą duszy ludzkiej. Zachęca do darowania uraz zaraz po wezwaniu do cierpliwego znoszenia krzywd. Te dwa uczynki idą ze sobą w parze.
Urazy darować. Zupełne przeciwieństwo starotestamentowego "oko za oko, ząb za ząb", które jakoś chyba bliższe jest ludzkiej naturze, niestety. Chęć zemsty i odpłaty pięknym za nadobne często jest siłą napędową wielu ludzkich działań. Nie jest łatwo przebaczać i zapominać. W ludzkiej naturze tkwi poczucie sprawiedliwości, w której za każde zło jest kara. Jest to jednak sprawiedliwość ludzka, nie Boża. I wbrew pozorom, wcale nie przynosi ulgi. Wyrządzonej krzywdy nie da się niestety naprawić mszcząc się na sprawcy. Uraza jest następstwem ciosu. Urazić kogoś to, inaczej mówiąc, boleśnie go dotknąć; głęboko zranić jego dumę i przez to zniechęcić do siebie. Człowiek urażony boczy się, odsuwa, świadomie szuka dystansu do tej osoby, która go dotknęła, a jednocześnie nie potrafi uwolnić się od myśli o niej.
Kościół wzywa do rzeczy trudnej: darować. Co więcej - to darowanie nie może być wymuszone, opieszałe. Mamy chętnie darować urazy. Czemu chętnie? Dlaczego ten pośpiech? By nie pozwolić, aby doznana krzywda stała się powodem rozgoryczenia i smutku duszy. Ten uczynek miłosierdzia jest nam wszystkim bardzo potrzebny, z dwóch stron: jako tym, których mogą urazić inni, i jako tym, którzy potrafią sprawić przykrość bliźniemu. Z umiejętnością darowania uraz, podobnie jak z umiejętnością przebaczania winowajcom, żyje się naprawdę łatwiej. Darując sprawiamy, że szybciej goją się duchowe rany, a my nie tracimy pokoju ducha. Co więcej - nie zamykamy nikomu drogi do naszego serca, naszej przyjaźni czy ludzkiej życzliwości.
Trzeba ćwiczyć się w pełnieniu tego uczynku miłosierdzia. Oszczędzi on nam samym wielu przykrości i duchowych cierpień.
Nie jesteśmy idealni. Trudno jest czasem przebaczyć, szczególnie wtedy, gdy ten, kto nas skrzywdził - wcale nie wykazuje skruchy. Może naprawianie świata i ludzkich charakterów warto zacząć od siebie, a nie od innych ? Czy my sami na pewno nigdy nikogo nie skrzywdziliśmy, choćby niechcący i nieświadomie?
Darując innym urazy, łatwiej nam będzie szczerze i świadomie wymawiać słowa "i odpuść nam nasze winy, jak i my przebaczamy naszym winowajcom". Zawierzając Bogu, ufajmy również Jego sprawiedliwości, nawet mając poczucie, że kłóci się z naszym, ludzkim jej rozumieniem.


kliknij, aby powiększyć

Czwartek 17.03.2016

Krzywdy cierpliwie znosić

Każdy z nas z pewnością miał w swoim życiu chwile, gdy czuł się skrzywdzony. Jeżeli krzywda wyjątkowo głęboko nas dotknęła - nie jest łatwo zapomnieć i wybaczyć. Jak sobie z tym poradzić?
Dlaczego Kościół wśród uczynków miłosierdzia umieszcza ten, który wydaje się być równie trudny, jak absurdalny: krzywdy cierpliwie znosić? Czyż nie lepiej byłoby odpłacać złem za zło, krzywdą za krzywdę? Zastrzeżeniem najczęściej wysuwanym co do tego uczynku miłosierdzia jest to, że taka postawa może bardzo łatwo rozzuchwalić krzywdziciela. Wydaje się, że krzywdziciel stawia na swoim, zwycięża. Cierpliwość może być brana za bezsilność i lęk przed agresorem. W sposób naturalny buntujemy się przeciwko krzywdzie i ludzką rzeczą jest, aby powstrzymać krzywdziciela odwetem. Tak jest wśród pogan. Chrześcijanie wybierają jednak trudniejszą i dłuższą drogę do zwycięstwa, ale pewniejszą, wskazaną przez przykład Jezusa oraz napomnienie św. Pawła: „Zło dobrem zwyciężaj" (Rz 12, 21). Wzorem miłosierdzia jest postawa samego Jezusa. Z wielką cierpliwością przyjmował On los, który zgotowali Mu Jego wrogowie. Nie tylko mówił o braniu krzyża, o przebaczeniu winowajcom, ale konsekwentnie tak postępował. W naszym szarym życiu możemy naśladować Chrystusa miłosiernego, "krzywdy cierpliwie znosząc". Krzywdy często błahe, mało znaczące; czasami poważne, wielkie - jak potrafi być wielka niesprawiedliwość wyrządzana przez człowieka. Trzeba się modlić o ducha przebaczenia i cierpliwości, gdyż człowiek sam z siebie nie udźwignie tak wielkiego zadania.
W jaki sposób odpowiadać na krzywdę? Nie nerwami, pełnym nienawiści słowem, rządzą odwetu, szukaniem sposobu odegrania się, ale milczeniem i modlitwą za prześladowców. Powiedział przecież Pan Jezus: "Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują" (Mt 5, 44). Karę i odwet zostawmy zawsze Bogu, który jest Sędzią "żywych i umarłych" i tylko On zna najgłębsze motywy naszego działania.
Nie zajmujmy się dochodzeniem swego za wszelką cenę, gdyż możemy okupić to utratą pokoju wewnętrznego i radości. Zostawmy Bogu trudne sytuacje i rozliczenia. Pamiętajmy o tym, że On sam ujmie się za osobami krzywdzonymi, tak jak ujął się za swoim Synem Jezusem.


kliknij, aby powiększyć

Środa 16.03.2016

Strapionych pocieszać

Chociaż "strapienie" brzmi tak bardzo staroświecko i niemodnie, chociaż wydaje się nie pasować do współczesności i chętnie nazywane jest "problemem", "nierozwiązaną kwestią", "przejściowymi trudnościami" czy "kryzysem", to jednak istnieje i ma się dobrze. Życie nikogo z nas nie jest wolne od zmartwień. Są w nim chwile i miejsca, w których udręka jest "u siebie", a my szukamy sposobów wyzwolenia się z niej. Czasami na próżno. Potrzebujemy pocieszenia. Stąd też Kościół uczy, że uczynkiem miłosierdzia jest "pocieszanie strapionych".
Strapienia mogą być straszne i sprawić, że stracimy sprzed oczu sens życia. Cierpienie fizyczne lub duchowe, niedostatek, słabość, poczucie osamotnienia mogą szczelnie opatulić rzeczywistość szarością i beznadzieją. Co robimy, gdy widzimy kogoś strapionego? Zazwyczaj odwracamy wzrok, starając się nie zauważać jego trosk. Czasami jesteśmy zażenowani strapieniami innych, przychodzą bowiem nie w porę i psują nam nasz świetny humor. Najczęściej jednak chcielibyśmy coś dla tych ludzi zrobić. I wtedy staramy się coś pocieszającego powiedzieć. Często w stylu: "Będzie lepiej", "Nie martw się", "Odwagi!". Niektórzy próbują odwrócić uwagę strapionej osoby od źródła zmartwienia, chcąc, aby o nim zapomniała. Podsuwają rozrywki - jakby środki znieczulające i pozwalające zapomnieć..., bywa, że ofiarowują skutecznie działające lekarstwo. Ale ono nie zawsze skutkuje. Strapienie nie przemija, człowiek cierpi, jak cierpiał. Nieraz słowa pocieszenia brzmią nieautentycznie, nienaturalnie. Wydają się sloganem, gotową formułką, pomagającą nam zachować spokój ducha i zadowolenie z siebie, że przecież chcieliśmy coś powiedzieć, zrobić, pomóc. Mamy pocieszać strapionych oraz godzić się na to, aby inni pocieszali nas w naszych strapieniach.
Jak wygląda chrześcijańskie pocieszenie?
Przede wszystkim nie opiera się ono tylko na słowie, ale na bliskości. Nie słowa są ważne, ale przekonanie osoby pocieszanej, że nie jest nam obojętne to, co przeżywa. Nie bójmy się zatem być razem ze strapionymi. Pozwólmy im wypowiedzieć swój lęk przed cierpieniem, gorycz, bunt... Trzeba nieraz, aby strapiony, przerażony niepewną sytuacją człowiek wykrzyczał to, co nosi w sobie. I wtedy przychodzi ulga. Pokonanie kolejnej przeszkody. Siła pociechy leży nie w słowach, ale w bliskości, nieobojętności. Być miłosiernym - pocieszać strapionych - to znaczy powiedzieć komuś: "Nie jesteś mi obojętny". To już bardzo dużo. Czasami wystarczy, aby odbudować nadzieję i umocnić chęć dźwigania krzyża aż do końca.


kliknij, aby powiększyć

Wtorek 15.03.2016

Wątpiącym dobrze radzić

Jak ważna w życiu codziennym jest dobra rada, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Jakże szczęśliwi są ludzie, którzy mają do kogo zwrócić się o poradę w sytuacji, gdy nachodzą ich wątpliwości. Głos kogoś, kto ma większe doświadczenie niż my, jest nieocenioną pomocą. Jest aktem miłosierdzia. Dlaczego? Ponieważ stanowi konkretny gest pomocy bliźniemu. Pomagać możemy, nie tylko wyciągając rękę do potrzebującego, ale i dobrą radą.
Kiedy mamy obowiązek szukać porady?
W sprawach ważnych (im decyzja jest poważniejsza i wątpliwości większe), w których chodzi o dobro innych osób (nasza pochopna decyzja mogłaby wyrządzić komuś krzywdę), a także gdy odczuwamy niepokój sumienia, które domaga się działania. Pamiętajmy o tym, że opanowani przez wątpienie nie możemy działać. Należy dążyć do rozwiania wątpliwości. Jakie kryteria musi spełniać ten, kto pragnie doradzać bliźnim?
Ma wykazać się kompetencją w dziedzinie, w której doradza. Jeśli sami nie wiemy, nie znamy odpowiedzi na wątpliwości i pytania - nie odpowiadajmy. Trzeba radzić komuś tak, jakbyśmy radzili sobie. Udzielona rada nie może obracać się przeciwko bliźniemu. Udzielona rada ma wypływać z miłości bliźniego, troski o jego dobro i zwyczajnej życzliwości. Chrześcijanin dobrze radzi innym, ponieważ chciałby w ten sposób przyczynić się do powiększenia dobra w życiu bliźnich. Dobre rady wracają do nas wdzięcznością tych, którym ich udzieliliśmy. Dają radość, gdyż możemy się poczuć współsprawcami dobra.
Czasami bywa tak, że ludzka mądrość nie wystarcza. Chrześcijanin wie, że dobrych natchnień, rad, pewnych rozstrzygnięć i wskazówek, jak rozwiązać poważne problemy, należy szukać u Boga, na modlitwie. Katechizm uczy nas, że dobrych rad możemy szukać w Słowie Bożym. Gdy sięgamy po Ewangelię, znajdujemy wiele cennych rad i konkretnych wskazówek, jak żyć. Jezus dzieli się z nami swoją mądrością, która nie płynie wyłącznie z doświadczenia człowieka, ale jest mądrością Bożą. Po dobrą radę możemy się zwracać do Ducha Świętego, który jest nazwany "Pocieszycielem" i umacnia nas swoimi siedmioma darami. O Nim Jezus uczył, że gdy przyjdzie, "doprowadzi nas do całej prawdy" (J 16, 13). Trzeba, abyśmy w naszych rozterkach, wątpliwościach, gdy nie wiemy, jak postąpić, upraszali łaskę rady Ducha Świętego. On może oświecić nasz rozum i pobudzić wolę. Wśród Jego darów jest jeden, "dar rady". To On pomaga roztropnie żyć i patrzeć na świat. Chciałbym bardzo mocno zachęcić do modlitwy do Ducha Świętego, zwłaszcza wtedy, gdy przeżywamy ważne momenty w naszym życiu i chcemy oprzeć się na kimś pewnym. Wiele osób odkryło Ducha Świętego jako Tego, który jest źródłem dobrych natchnień i mądrości; który nigdy nie zawodzi.
Warto przypomnieć jeszcze jedną osobę, do której z zaufaniem możemy zwracać się w różnych potrzebach, także o dobrą radę. Jest nią Maryja, od wieków zwana Matką Dobrej Rady. U naszej Matki możemy zawsze szukać rad i pouczeń.


kliknij, aby powiększyć

Poniedziałek 14.03.2016

Nieumiejętnych pouczać

Jako drugi wśród uczynków miłosierdzia względem duszy Katechizm wymienia "nieumiejętnych pouczać". Czego dotyczy owa "nieumiejętność"? Czy chodzi tu o wiedzę, doświadczenie zawodowe, praktyczne umiejętności? Przede wszystkim chodzi tu o umiejętność życia. Wśród nas żyją ci, którzy wiedzą, co ze swoim życiem zrobić, jak je przeżyć najintensywniej i najpiękniej. Żyją jednak i tacy, którzy gubią się i nie do końca potrafią wykorzystać Boży dar istnienia. Miłosierny chrześcijanin nie może zatrzymywać dla siebie mądrości i swej umiejętności prawego postępowania, ale winien dzielić się nimi z innymi. Dla ich dobra.
Kim są ci "nieumiejętni"? Pierwsza kategoria osób, to najmłodsi: dzieci i młodzież. Dzieciom z pewnością brakuje doświadczenia życiowego i wynikającej z niego mądrości. Dziecko czy nastolatek postrzega świat w sposób uproszczony, czasami aż rozbrajający swą naiwnością i brakiem realizmu. Nie trzeba się temu dziwić. Aby wniknąć w tajemnicę istnienia, potrzeba czasu. Umiejętność właściwego korzystania z daru, jakim jest życie, trzeba wymodlić i należy ją wypracować. A na to trzeba czasu.
Inna grupa "nieumiejętnych" to ci, którzy nie potrafią (będąc dorosłymi) decydować o sobie, wybierać, być konsekwentni w wyborach. Czasami spotykamy ludzi żyjących w rozterce, błądzących albo niepewnych, jak należy postąpić. Zresztą sami nieraz stajemy na rozdrożu, gdy każda droga wydaje się słuszna, albo żadna z dróg nie prowadzi do celu. Rozumiemy więc, jak wielką wartość ma to, że znalazł się ktoś, kto podjął się roli naszego duchowego przewodnika, nauczyciela, mistrza. Trzeba pamiętać, że "pouczać" znaczy przedstawiać Boży punkt widzenia, proponować, ukazywać drogę, którą warto pójść, ale nie znaczy podjąć decyzję za osobę, której radzimy.
W jaki sposób pouczać? Jak spoglądać na osobę "nieumiejętną"? Zasady pouczania są podobne, jak te, które obowiązują przy upominaniu grzeszników. Przede wszystkim pouczający nie może grzeszyć pychą i zarozumialstwem. Aby pouczenie zostało przyjęte: musi dokonać się w atmosferze dobroci i troski, musi być wyrazem życzliwości dla tego, komu dajemy dobre rady, powinno być jasne, oszczędne w słowa (gadulstwo sprawia, że łatwo zagubić istotę pouczenia lub uczynić je trudnym do zapamiętania), potrzeba taktu i delikatności (można w sposób skuteczny pouczyć kogoś, jednocześnie nie raniąc go) i cierpliwości (nie od razu dostrzeżemy skutki naszego pouczenia "nieumiejętnych").
Zapłatą za ten uczynek jest spokój sumienia oraz świadomość, że okazaliśmy się komuś potrzebni, że nami posłużył się Bóg, aby wnieść więcej dobra w życie naszych bliźnich.


kliknij, aby powiększyć

Piątek 11.03.2016

Grzeszących upominać

Pierwszym z uczynków miłosierdzia względem duszy jest upominanie grzeszących. Stanowi on przejaw troski o dobro duchowe człowieka, który błądzi, oraz jest działaniem dla dobra całej społeczności. Nikt nie może pozostać obojętny wobec zła, gdyż obojętność lub - jeszcze gorzej - przyzwolenie na grzech oznacza brak miłości wobec bliźniego, a także stanowi współudział w grzechu. Najczęstszą formą przyjścia z pomocą grzeszącym, bardzo trudną i wymagającą wielkiej roztropności, jest słowo upomnienia braterskiego, zwrócenie uwagi. Sam Chrystus zachęcał swoich uczniów do tego, aby widząc zło, na nie reagowali.
"Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy!" (Mt 18,15). Dlaczego Chrystus tak mocno zobowiązuje do przeciwstawienia się grzechowi? Powodów może być kilka. Chrystusa ma na względzie dobro samego grzesznika, jego zbawienie. Jesteśmy nawzajem za siebie odpowiedzialni przed Bogiem. Nie możemy egoistycznie myśleć tylko o tym, abyśmy sami się zbawili. Jeśli żyjemy w rodzinie, sąsiedztwie, wśród wielu osób, na których nam zależy, będziemy pragnęli ich dobra. Gdy matce zależy na dobru swego dziecka, nie będzie obojętnie patrzyła na to, co dziecko robi. Jeśli jesteśmy życzliwi dla krewnych czy sąsiadów, widząc grożące im niebezpieczeństwo, ostrzeżemy ich i przyjdziemy im z pomocą. Upominanie grzeszących, to nic innego, jak ostrzeganie przed największym niebezpieczeństwem - grzechem oraz niesienie pomocy w duchowej potrzebie. Słowo braterskiego upomnienia, chociaż na ogół przyjmowane niechętnie, potrafi odnieść pozytywny skutek.
Czasami dobre słowo potrafi "otrzeźwić" i powstrzymać kogoś od grzechu. Może wzmocnić głos sumienia, które zawstydza i pobudza do poprawy. Nadal wielu ludzi, chociaż zapomnieli o Bożych przykazaniach, liczy się z opinią swego otoczenia.
Nie można powiedzieć, że pierwsze są ważne, a drugie nie. Ważne są wszystkie. Te "duchowe" nawet ważniejsze. Nasze tymczasowe ciała mamy bowiem tylko na czas naszej ziemskiej tułaczki. Te, które otrzymamy na końcu świata będą bowiem inne, perfekcyjne. Nie będą odczuwały zimna i głodu. Dusze nasze natomiast są nieśmiertelne i to właśnie w duszy jest nasze zrozumienie rzeczy i nasza tożsamość. Gdy umieramy pod koniec naszej ziemskiej wędrówki, umiera tylko nasze ciało, nasza dusza wraz z naszą pamięcią, naszym "ja" spotyka naszego Boga. Biblia i Kościół uczą, że po śmierci czeka nas sąd. Z tego wynika jednoznacznie że musimy sobie zdawać sprawę kim jesteśmy. Gdy błądzący nasz brat nie odwróci się od swych grzechów, zostanie potępiony. Jednak gdy my go nie upomnimy, będziemy współodpowiedzialni za jego grzech. To są niezwykle ważne słowa. Zastanówmy się nad nimi. Często bowiem czy to ze wstydu, z niemożności przełamania nieśmiałości, czy też dlatego, że nie chcemy zranić czyichś uczuć, przemilczamy swoje uwagi. Mimo, że doskonale wiemy, że to, co nasz kolega, czy koleżanka robią, jest poważnym grzechem.
Każdy z nas, ma obowiązek upominać, pouczać i radzić. Ważne tylko, by pamiętać, by było to zrobione z miłości i z miłością, a nie z pozycji pychy i wywyższania się nad kimś, kogo uznaliśmy za gorszego od nas.
Odrobina pokory, zwłaszcza w tak delikatnym momencie, jak upominanie brata, nikomu jeszcze nie zaszkodziła.


kliknij, aby powiększyć

Czwartek 10.03.2016

Umarłych pogrzebać

„Zapewniam was: Wszystko, co zrobiliście dla jednego z tych najmniejszych moich braci, zrobiliście dla Mnie.” (Mt 25, 40)
Szacunek dla zmarłych istnieje w każdej kulturze, niezależnie od poglądów i wyznawanej wiary. Pogrzebanie zmarłych to nasz ludzki obowiązek.
W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Ciała zmarłych powinny być traktowane z szacunkiem i miłością wypływającą z wiary i nadziei zmartwychwstania. Grzebanie zmarłych jest uczczeniem dzieci Bożych, będących świątynią Ducha Świętego”.
Mędrzec Syrach nakazuje, by oprócz pochowania zmarłego, odprawić po nim stosowną żałobę: „Synu, wylewaj łzy nad zmarłym i jako bardzo cierpiący zacznij lament, według tego, co mu przystoi, pochowaj ciało i nie lekceważ jego pogrzebu!”
W chrześcijańskim uczynku grzebania umarłych zawiera się nadzieja na spotkanie ze zmarłymi w przyszłym świecie, w gronie zbawionych. Pan Jezus zmartwychwstał, a przez to i umieranie ludzi oraz pogrzeb nie oznaczają już kresu życia. „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto wierzy we Mnie, nawet jeśliby umarł, będzie żył. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki” (J 11,25-26). Troska o zmarłych nie powinna kończyć się na pogrzebie. Zadbane groby to świadectwo wiary w życie wieczne. Nawiedzanie cmentarza to pomoc zmarłym, ale to także uczynek miłosierdzia względem samego siebie, aby wyprosić sobie łaski do dobrego życia, szczęśliwej śmierci i wieczności. Na jednym z nagrobków napisano: „Przechodniu, póki żyjesz, żyj dobrze, abyś żył na wieki”.


kliknij, aby powiększyć

Środa 9.03.2016

Chorych nawiedzać

„Byłem chory, a zatroszczyliście się o Mnie.” (Mt 25,36)
Człowiek chory potrzebuje bliskości drugiego człowieka. Już mędrzec Syrach pouczał: „Nie ociągaj się z odwiedzeniem chorego człowieka, albowiem za to będą cię miłować” (Syr 7,35). Choroba i cierpienie są doświadczeniami ogólnoludzkimi i wszyscy, w mniejszym lub większym stopniu, bywamy w jakimś okresie życia nimi dotknięci. Lekarze opiekujący się chorymi często podkreślają, że opuszczenie w chorobie może być gorsze niż brak pomocy medycznej i lekarstw. Obecność, bliskość, zainteresowanie drugiego człowieka w czasie choroby ma ogromne znaczenie. Wszyscy chrześcijanie, w miarę swoich możliwości powinni troszczyć się o chorych, odwiedzać ich i spieszyć z pomocą, której potrzebują.
Zajmowanie się chorymi i cierpiącymi, szczególnie bliskimi, jest trudne. Ludzie często przed tym uciekają, aby nie czuć swojej bezradności. Być obok, patrzeć na czyjś ból, cierpienie, łzy i nie móc zrobić nic, żeby pomóc - często wydaje się ponad siły.
Odwiedzając chorego pomagamy mu przyjąć i znieść cierpienie. Często taka wizyta pozwala również dać wytchnienie osobom, na co dzień opiekującym się chorym. Zwykle nie trzeba wiele, wystarczy odwiedzić starszą czy chorą osobę, porozmawiać, zaproponować pomoc, zrobienie zakupów, posprzątanie w domu, poczytanie gazety czy książki. I przez te zwykłe zajęcia robione z miłością dokonuje się często cud - osoba chora czuje się zdrowsza.
Podziwiamy cudzą troskę o chorych i często uspokajamy swoje sumienie: Jak ja mogę pomóc? Inni robią to lepiej. Chory szybko się męczy, jak już ktoś pójdzie, to po co ja? Nie możemy zwolnić siebie od odpowiedzialności. Każdy może być wolontariuszem i pomagać chorym. Św. Augustyn mówił, że przy nawiedzaniu chorego „Chrystus nawiedza Chrystusa”, czyli że przy ofiarnej pomocy korzysta zarówno chory, jak i nawiedzający.
Każdy z nas jako człowiek, jako chrześcijanin powinien służyć innym i w tym się realizować. Zgodnie ze złotą zasadą z Ewangelii wg św. Mateusza: „Wszystko więc, co chcielibyście, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie". Warto się rozejrzeć. Tylu ludzi dźwiga brzemię choroby. Żyją w naszych rodzinach, mieszkają tuż obok, czasem - z różnych przyczyn - w domach opieki. Często samotni. Czekają...


kliknij, aby powiększyć

Wtorek 8.03.2016

Więźniów pocieszać

„Byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie.” (Mt 25,36)
Większość z nas na co dzień nie ma kontaktu z więzieniem i więźniami. Wezwanie do pocieszania więźniów może budzić nasz opór, ponieważ w dzisiejszych czasach zdecydowana większość to przestępcy słusznie skazani prawomocnymi wyrokami. Ale pocieszanie więźniów to nie pozwolenie na złe czyny, ani tolerancja złych zachowań. Grzech nigdy nie może być nazwany inaczej niż grzechem, krzywdą. Należy go potępiać, ale jednocześnie trzeba pamiętać o godności człowieka, który go popełnił. Należy dać mu nadzieję na powrót do normalnego życia. Więzienni kapelani obserwują, że gesty życzliwości często stanowią zachętę do odmiany życia, poprawy, a nawet nawrócenia. Wprawdzie niektórzy skazani są całkowicie obojętni na ludzkie odruchy dobroci, lecz nie można pozwolić, aby tacy ludzie zagubili się całkowicie. Nie można ich spisywać na straty. Oni także mają szansę wrócić do życia w społeczeństwie, do życia w Kościele, do życia w rodzinie. Do tej chwili trzeba ich przygotować. Bardzo duże znaczenie ma dla nich posługa kapelana zakładu karnego.
Coraz częściej można spotkać ludzi zaangażowanych na rzecz więźniów. Działalność wolontariuszy, członków różnych ruchów i bractw więziennych może stanowić inspirację i zachętę do włączenia i osobistego spełniania tego uczynku miłosierdzia - „więźniów pocieszać”.
Papież Jan Paweł II podczas spotkań z więźniami, a było ich kilka w trakcie pontyfikatu, zawsze podkreślał prawdę o nienaruszalnej godności każdego człowieka, także skazanego i osadzonego. W więzieniu w Płocku w 1991 r. Papież powiedział: „Jesteście skazani, to prawda, ale nie potępieni. Każdy z was może zostać przy pomocy łaski Bożej - świętym”.


kliknij, aby powiększyć

Poniedziałek 7.03.2016

Podróżnych w dom przyjąć

„Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie.” (Mt 25,35)
W obecnych czasach niezbyt często zdarza się sytuacja, kiedy ktoś puka do naszych drzwi prosząc o nocleg. Ale dzisiaj też są ludzie bezdomni. Ludzie bez dachu nad głową, często głodni i chorzy, koczują na dworcach, klatkach schodowych, działkach lub pod mostami. Problem bezdomności i ubóstwa widać szczególnie jaskrawo w okresie jesienno-zimowym. Bez względu na to czy jest to bezdomność zawiniona czy niezawiniona - Chrystus nakazuje nam widzieć w ubogim brata, który potrzebuje naszej pomocy. Przysługa oddana człowiekowi to przysługa oddana samemu Bogu. Każda nasza pomoc dla takich ludzi jest cenna.
Pomoc w postaci noclegowni, stołówek, zapewnienia podstawowych środków higieny i opieki medycznej organizuje Caritas Polska, schroniska Fundacji Brata Alberta oraz inne organizacje charytatywne. My możemy poprzez uczynki miłosierdzia wspomagać te dzieła pomocy.
Staropolskie przysłowie mówi: „Gość w domu, Bóg w domu”. Wejście gościa było świętem. Człowiek mający otwarte serce dla gościa, miał również serce otwarte dla Boga. Dzisiaj najchętniej zamykamy się w swoich czterech ścianach. Często nie zauważamy, że obok żyją ludzie duchowo bezdomni, zagubieni, nie mający z kim porozmawiać, przed kim się otworzyć. Nasza obecność, gotowość wysłuchania i pomocy mogłaby być dla nich schronieniem. Jan Paweł II powiedział: „Czujesz się osamotniony. Postaraj się odwiedzić kogoś, kto jest jeszcze bardziej samotny”. Pełniąc ten uczynek miłosierdzia pamiętajmy, że wraz z przyjęciem drugiego człowieka przychodzi Boże błogosławieństwo: „Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał” (Mt 10,40).
Jak ja mogę wypełniać ten uczynek miłosierdzia? Co mogę zrobić?


kliknij, aby powiększyć

Czwartek 3.03.2016

Nagich przyodziać

„Byłem nagi, a przyodzialiście Mnie.” (Mt 25,36)
Nagi to ubogi. „Ubogich zawsze będziecie mieć u siebie.” - mówił Pan Jezus. Najprostszym wypełnieniem tego uczynku miłosierdzia jest oddawanie swoich niepotrzebnych, a jeszcze nie zniszczonych ubrań w czasie zbiórek organizowanych przez parafialne zespoły charytatywne lub do kontenerów PCK. Każdy na miarę swoich możliwości powinien pomagać. Musimy nauczyć się na co dzień dostrzegać potrzeby innych. Najczęściej jednak nie pomagamy indywidualnym, konkretnym osobom, lecz przekazujemy pieniądze czy dar za pośrednictwem różnych instytucji. Coraz więcej osób przekazuje 1 % swojego podatku różnym fundacjom i organizacjom charytatywnym. Dla wielu sprawdzoną organizacją jest Caritas Polska i właśnie za jej pośrednictwem pomagają ubogim.
Najczęściej przekazywane są ubrania po dzieciach i wnukach dalszej rodzinie i znajomym. Należy jednak pamiętać o tym, że nie chodzi o uspokojenie sumienia poprzez "dawanie tego, co nam zbywa", czy sprzątanie własnych szaf, lecz o uczynek miłosierdzia, o dostrzeżenie Jezusa w drugim człowieku. Idea pomocy zmierza do dzielenia się tym, co ma wartość. „Kto ma dwa ubrania, niech podzieli się z tym, który nie ma” (Łk 3,11).
Z informacji w mediach wynika, że bardzo mobilizujemy się w sytuacjach kataklizmów, klęsk żywiołowych, powodzi, pożarów w kraju i za granicą. Organizowane akcje są wówczas nagłaśniane w prasie i telewizji i wiele osób bierze w nich udział.
Na co dzień w natłoku bieżących spraw nie zawsze pamiętamy, że w wielu rejonach świata ludzie żyją w skrajnej nędzy. Czy rozglądam się w otoczeniu i zauważam osoby potrzebujące wsparcia? Kiedy ostatnio udzieliłam pomocy potrzebującemu?


kliknij, aby powiększyć

Środa 2.03.2016

Spragnionych napoić

„Byłem spragniony, a daliście Mi pić.” (Mt 25,35)
W naszym klimacie nie mamy zbyt wielu okazji do spełniania tego uczynku miłosierdzia. Nie oznacza to jednak, że ten problem nas nie dotyczy. Każdy z nas może spotkać człowieka spragnionego i należy mu pomóc bez względu na to czy będzie to bliski czy nieznany, miły czy też, w naszym mniemaniu, wrogi człowiek. Spragnionego wędrowca możemy spotkać na pielgrzymce, wycieczce, w upalny dzień w pociągu. Gdy wydarzy się jakaś katastrofa, powódź, trzęsienie ziemi, zawsze w pierwszej kolejności potrzebna jest woda i inne napoje. Możemy wtedy udzielić pomocy za pośrednictwem różnych organizacji humanitarnych.
Na Ziemi w zastraszającym tempie kurczy się ilość wody zdatnej do picia. Około 884 milionów ludzi nie ma dostępu do bezpiecznych źródeł wody, głównie w Azji i Afryce. Każdego dnia około 4000 dzieci umiera z powodu chorób związanych z niedostatkiem wody pitnej. Za pośrednictwem Caritas Polska i innych akcji humanitarnych można wspomóc budowę studni, uruchamianie stacji uzdatniania wody.
Woda to znak życia. Dzieląc się wodą, dzielimy się życiem. Czy pamiętam o tym? Kiedy ostatni raz zdarzyło mi się podać symboliczną szklankę wody spragnionemu człowiekowi? Bliźniemu?


kliknij, aby powiększyć

Wtorek 1.03.2016

Głodnych nakarmić

„Odziedziczycie królestwo przygotowane dla was od początku świata. Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść.” (Mt 25,34-35)
Problem ludzi biednych i potrzebujących pomocy jest obecny w każdej epoce i w każdym systemie. Szacuje się, że na świecie głoduje około miliarda ludzi. Co 3,6 sekundy ktoś umiera z głodu. Ludzie głodni, to także nasza polska rzeczywistość. Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział: „Trzeba spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata, który wraz z utratą pracy, dachu nad głową, możliwości godnego utrzymania rodziny i wykształcenia dzieci doznaje poczucia opuszczenia, zagubienia i beznadziei”.
Ludzie, którzy cierpią z powodu nędzy i niedostatku często wstydzą się do tego przyznać i ukrywają swoją biedę. Pomoc więc musi być dyskretna i pełna szacunku dla ich godności. Forma dzielenia się może mieć charakter bezpośredni w postaci jałmużny lub pośredni przez stworzenie warunków umożliwiających innym zdobywanie środków do życia. Pamięć o głodnych wymaga także roztropnego korzystania z chleba i żywności. Grzechem jest marnowanie żywności.
Pomóc głodnym możemy w różny sposób. Dzielimy się tym, na co nas stać, albo na przykład zaoszczędzone w wyniku postanowień wielkopostnych pieniądze ofiarujemy na wyżywienie ludzi cierpiących głód.
Możliwości pomocy innym jest wiele. Możemy pomagać sąsiadom, rówieśnikom będącym w potrzebie, możemy wysłać pieniądze na konto organizacji zajmujących się wsparciem i pomocą ludziom potrzebującym i głodnym np. Caritas Polska, zakony misyjne, inne dzieła pomocy. Do czynnej miłości wzywa w pierwszym liście św. Jan: „Dzieci, nie miłujmy słowem ani językiem, lecz czynem i prawdą” (1 J 3,18).
Czy w moim najbliższym otoczeniu naprawdę nikt nie jest głodny? Czy znam osoby potrzebujące? Czy im pomagam? W jaki sposób udzielam pomocy? Czy kiedyś zrezygnowałam z czegoś, aby dać głodnemu? Czy znam osoby, organizacje zajmujące się działalnością charytatywną? Czy nie wywyższam się ponad osoby potrzebujące? Nie odnoszę się do nich z pogardą?


kliknij, aby powiększyć

Poniedziałek 29.02.2016

Wielkopostne uczynki miłosierdzia

Wielki Post skłania nas do refleksji nad sensem życia i zachęca do czynienia dobrych uczynków. Ojciec Święty Jan Paweł II w encyklice o miłosierdziu Bożym, nauczał nas, że człowiek jest powołany do tego, by czynił miłosierdzie drugim; że słowo, choćby najpiękniejsze, nie wystarczy.
Najważniejszym, pierwszym ze wszystkich, przykazaniem, jakie dał nam Pan Jezus jest miłość Boga i bliźniego. Miłość bliźniego przejawia się w wypełnianiu uczynków miłosierdzia, dzięki którym przychodzimy z pomocą naszemu bliźniemu w potrzebach jego ciała i duszy.
Św. Jakub Apostoł napisał: „Wiara bez uczynków jest bezowocna” (Jk 2, 20).
Uczynki miłosierdzia są naszą powinnością. Z czynów miłości będziemy sądzeni. Kiedy Syn Człowieczy przyjdzie, jedyne pytanie, jakie usłyszymy od Boga będzie dotyczyło miłości bliźniego (Mt 25,31-46). Uczynki miłosierdzia to tylko przykłady. Każdy musi odkryć, czego potrzebuje jego bliźni, w jaki sposób mógłby mu służyć. Czy ktoś rzeczywiście kocha Boga i bliźniego poznajemy także po tym, czy zauważa potrzeby innych? W każdej chwili naszego życia musimy zadawać sobie pytanie: Jak wygląda w praktyce moja miłość bliźniego? Nie ma bowiem miłości do Boga bez miłości do naszych sióstr i braci.
Ojciec Święty Franciszek w swoim Orędziu na Wielki Post napisał: "Miłosierdzie Boże zmienia serce człowieka i pozwala mu doświadczyć wiernej miłości, sprawiając, że i on staje się zdolny do miłosierdzia. Wciąż nowym cudem jest, że miłosierdzie Boże może opromienić życie każdego z nas, pobudzając nas do miłości bliźniego i do tego, co tradycja Kościoła nazywa uczynkami miłosierdzia względem ciała i duszy. Przypominają nam one o tym, że nasza wiara wyraża się w konkretnych, codziennych uczynkach, które mają pomagać naszemu bliźniemu w zaspokajaniu potrzeb jego ciała i duszy i na podstawie których będziemy sądzeni: karmienie, nawiedzanie, pocieszanie, pouczanie. Dlatego pragnąłem, „aby chrześcijanie zastanowili się podczas Jubileuszu nad uczynkami miłosierdzia względem ciała i względem duszy. Będzie to sposób na obudzenie naszego sumienia.”
Na podstawie nauki Jezusa sporządzono spis uczynków miłosiernych względem bliźniego. Znamy je z katechizmu, jako uczynki miłosierdzia względem ciała i względem duszy. Przez najbliższe tygodnie codziennie zatrzymamy się nad jednym z nich, by bliżej je poznać i częściej praktykować w swoim życiu. Niech nas w tym wspiera św. Faustyna, z którą razem modlimy się:
Dopomóż mi, o Panie, aby oczy moje były miłosierne , bym nigdy nie podejrzewała i nie sądziła według zewnętrznych pozorów, ale upatrywała to, co piękne w duszach bliźnich, i przychodziła im z pomocą.

Dopomóż mi, aby słuch mój był miłosierny, bym skłaniała się do potrzeb bliźnich, by uszy moje nie były obojętne na bóle i jęki bliźnich.

Dopomóż mi, Panie, aby język mój był miłosierny, bym nigdy nie mówiła ujemnie o bliźnich, ale dla każdego miała słowo pociechy i przebaczenia.

Dopomóż mi, Panie, aby ręce moje były miłosierne i pełne dobrych uczynków, bym tylko umiała czynić dobrze bliźniemu, na siebie przyjmować cięższe, mozolniejsze prace.

Dopomóż mi, aby nogi moje były miłosierne, bym zawsze śpieszyła z pomocą bliźnim, opanowując swoje własne znużenie i zmęczenie. Prawdziwe moje odpocznienie jest w usłużności bliźnim.

Dopomóż mi, Panie, aby serce moje było miłosierne, bym czuła ze wszystkimi cierpieniami bliźnich. Nikomu nie odmówię serca swego. Obcować będę szczerze nawet z tymi, o których wiem, że nadużywać będą dobroci mojej, a sama zamknę się w najmiłosierniejszym Sercu Jezusa. O własnych cierpieniach będę milczeć. Niech odpocznie miłosierdzie Twoje we mnie, o Panie mój.

Pragnę się cała przemienić w miłosierdzie Twoje i być żywym odbiciem Ciebie, o Panie; niech ten największy przymiot Boga, to jest niezgłębione miłosierdzie Jego, przejdzie przez serce i duszę moją do bliźnich.